Grzegorz Majewski

Byliśmy uchodźcami. Dziś nie odwracajmy wzroku

Ukraińcy dziś, a Polacy przed 45 laty, mają pełne prawo prosić o solidarność. Mają pełne prawo okazywać swój ból. Mają pełne prawo robić to w moim kraju – Polsce. Zwłaszcza w Polsce. Kraju tak ciężko doświadczonym, kraju jaki przez dwa stulecia dostarczał miliony emigrantów. Kraju przez około 200 lat okupowanym przez Rosję. Poniżej kilka słów dlaczego 24 lutego stawię się na prośbę Ukraińców w Legnicy na miejsce, gdzie chcą wyrazić co czują, kiedy ich kraj jest niszczony, mordowany przez rosyjskich bandytów. To będzie legnicki rynek.

Grupa ludzi trzyma dwie flagi - polska i ukraińską.

Legnica, 2025. Autor Grzegorz Majewski

Polskie doświadczenie uchodźstwa i wojennej tułaczki

Zakończyłem skanowanie. Trwało to kilkadziesiąt godzin, były w złym stanie. Patrzę na małe, pożółkłe od czasu zdjęcia. Są z lat 1937-1945. Autorem jest polski żołnierz, jaki nie poddał się po klęsce we wrześniu 1939 i wyruszył „za bronią”. Znalazł się w Palestynie, z tego czasu jest najwięcej fotografii. Są nawet zdjęcia z miejscową ludnością, jak widać przyjaźnie nastawioną. Na jednym ze zdjęć jest kilku Arabów, którzy brali udział w polskim święcie. Polskie święto i defilada polskiego wojska w Palestynie. Bez wrogich zachowań. Ze współczuciem i sympatią. To musiało we mnie pobudzić refleksję, jak bardzo podobny jest los dzisiejszych Ukraińców. Na szczęście ich armia walczy w kraju, nie poddała się. Jednak tak jak polscy cywile uciekali przed niemiecką i rosyjską okupacją, tak Ukraińcy uciekli przed wojną do nas i do wielu innych krajów Europy.

Stan wojenny – czas upokorzenia, represji i emigracji

I przypętała się natychmiast inna refleksja, bo jak inaczej może być u członka narodu, jaki przez dwa stulecia szukał pomocy w innych krajach? Czasy, jakie obejmuję dobrą świadomością to stan wojenny w Polsce. Uciekło wtedy przed reżimem komunistycznym ponad milion Polaków. Nie byli prześladowani, a jednak decydowali się na życie w obozach uchodźczych, bo życie w kraju bez perspektyw było nie tylko przygnębiające, a jak się okazało przez stan wojenny, stało się i niebezpieczne. Tysiące więźniów politycznych, dziesiątki tysięcy pobić. Brutalność milicji i Służby Bezpieczeństwa. W ciągu kilku lat około 100 niewyjaśnionych śmierci przeciwników reżimu. Brutalne morderstwa i wyjątkowy brak skuteczności w wykryciu sprawców- zawsze umorzone z powodu niewykrycia sprawców. A jakby tego było mało, szara codzienność: wyłączenia prądu, mrozy, kilkudniowe kolejki po buty, kołdry czy zwykłe majtki. Wielogodzinne kolejki po reglamentowane mięso, masło czy słodycze. Pamiętam, stałem w nich. To było nie tylko ciężkie, ale i upokarzające. W tamtym czasie dysponowałem jedną, czasem dwoma parami butów. Mięso jadłem od święta, masła nie widywałem. Słodycze poza zasięgiem. Główny składnik diety chleb i ser żółty. Niedojrzały.

Grupa zomowców idzie w szeregu z pałkami i tarczami

Stan wojenny, walki na ulicach polskich miast. Źródło Wikimedia Commons

Solidarność Zachodu – pomoc, która pozwoliła przetrwać

W pojawiającej się niemal od początku podziemnej prasie można było przeczytać o strajkach oraz brutalnym ich tłumieniu. O aresztowaniach, zmuszaniu do wyjazdu z kraju w zamian za wyjście z więzienia. I można było przeczytać, że ci co zostali zmuszeni do wyjazdu nie stali biernie. Organizowali Polonię do działania. Razem z mieszkańcami Niemiec, Holandii, Francji, Austrii, Włoch, Szwecji, Wielkiej Brytanii, Kanady, USA i wielu innych krajów europejskiego kręgu kulturowego robili zbiórki, a za zakupione pieniądze wysyłali pomoc do walczących Polaków. Społeczeństwa Zachodu okazywały nam hojność i solidarność Różnymi kanałami przemycane były maszyny poligraficzne, farby, papier czy nawet pieniądze na życie w podziemiu. Tak, wielu działaczy podziemia antykomunistycznego żyło dzięki tej pomocy. Przede mną na ekranie komputera uśmiecha się moja koleżanka. Krysia. Właśnie Krysia i jej mąż Leszek czerpali mniej lub bardziej świadomie z tej pomocy. Byli ścigani przez policję polityczną listem gończym. Nigdy ich nie złapali – także dzięki pomocy od Niemców i Francuzów.

Kartka żywnościowa. Podzielona na kategorie. Proszek, mąka, p. zbożowe, cukier, papierosy, alkohol, czekolada, tłuszcze

Kartka żywnościowa z początku lat osiemdziesiątych XX wieku w Polsce. Źródło Wikipedia, autor Niki K.

Gdyby nie pomoc z zachodu, ukrywający naszych konspiratorów nie daliby rady finansowo ani logistycznie. Kartka na mięso to 2,5 kg lub 4 kg na miesiąc. Jak tu wyżyć jeszcze z dwojgiem ukrywających się, poszukiwanych przez policję polityczną ludźmi? Nie tylko kartki były problemem. Także niskie pensje. Zarabialiśmy 15-25 dolarów na miesiąc. Zawdzięczamy zachodowi wiele. Bardzo wiele.

I zawdzięczamy im niezwykłą solidarność jakiej brakuje dziś w Polsce. Europejskie miasta zalała nie tylko fala zbierających na pomoc Polsce, ale i inna fala – demonstracji. Przed każdym peerelowskim konsulatem lub ambasadą odbywały się demonstracje, w każdego 13 grudnia, 3 maja, 11 listopada czy 15 sierpnia. Żaden z tych dni wtedy nie był w komunistycznej Polsce świętem. Rosyjscy wasale w ambasadach siedzieli za firankami i ze złości gryźli palce patrząc na tysięczne tłumy pod ich placówkami. Tak, tak tłumnie przybywali Niemcy, Francuzi, Amerykanie itd. by wyrazić solidarność z walczącymi o swoją wolność Polakami. Oczywiście duże tłumy nie trwały wiecznie. Dwa lata, potem nastąpiło naturalne zmęczenie. Rosyjska dezinformacja też swoje zrobiła. Wraz z emigrantami kolaboranci przemycali swoich szpiegów na Zachód. Ci dokonywali grabieży i mordów – jak np. w 1987 roku na księdzu Franciszku Blachnickim w Niemczech.

Rosyjska propaganda wczoraj i dziś – ten sam mechanizm, inne ofiary

Rosyjska wojna informacyjna zawsze stała na wysokim poziomie. Wystarczy sobie przypomnieć ich tłumaczenia czemu muszą zabijać Polaków podczas zaborów. Zachodowi mówili, że jesteśmy nieposłuszni, dzicy. A niby czemu mielibyśmy być posłuszni i nie chcieć własnego kraju? Czemu mielibyśmy nie chcieć niepodległego kraju? Mieliśmy do tego święte prawo. Rosyjski wywiad starał się tłumaczyć, że nie mamy tego prawa. Że jesteśmy niezdolni do samodzielnego życia, że jesteśmy zbrodniarzami, bo rusofobami. Tak, to szczególnie wredny zabieg. Okupant zarzucał nam rusofobię. Wyjątkowa perfidia.

Dług humanizmu

W ostatnim akapicie tam gdzie Polska lub Polacy wystarczy zamienić na Ukraina i Ukraińcy. A okaże się, że modus operandi Rosji jest taki sam i nie zmienił się przez dwa ponad wieki. W ten sam sposób prowadzą akcję przeciwko Ukrainie. W ten sam sposób prowadzą swoje działania destrukcyjne. Wysyłają agentów, morderców. Rekrutują Ukraińców jak kiedyś Polaków. Zresztą, Polaków też rekrutują. Nic się nie zmieniło. I nadal jest wielu wśród nas chętnych by czy to za pieniądze, czy z nienawiści – zdradzić. Sporo Polaków uległo rosyjskiej propagandzie. Rosjanie mają dobrze zmapowane możliwości gdzie uderzać, co nagłaśniać by wzbudzić niechęć do potrzebujących pomocy. A Ukraińcy nie robią niczego innego niż chcą żyć. Chcą żyć w wolnym kraju. A my, dziś syci wolności, powinniśmy im w tym pomagać. Bo mamy zwykły ludzki dług. Dług humanizmu.

Grupa ludzi na legnickim rynku. Mężczyzna na wózku z przodu.

Legnica, 2025. Autor Grzegorz Majewski

5 2 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x