Józef nie zdążył otworzyć drzwi. Kolba karabinu roztrzaskała zamki i do sieni wtargnęli funkcjonariusze NKWD. Pokój wypełnił krzyk dzieci. Halina zasłoniła synów — oprawca powalił ją uderzeniem kolby karabinu. Upadając, rozbiła głowę o kant stołu. Gdy Józef rzucił się jej na pomoc, cios rewolwerem powalił go na ziemię. Skopano go w żebra i wyciągnięto z domu.

5 000 zł
Podczas śledztwa trzymano go na nogach pięć dób, nieustannie bito i oblewano lodowatą wodą. Gdy odmówił podpisania zeznań, śledczy zmiażdżył mu palce młotkiem. Wybito mu zęby kastetem, a piątej nocy powiedzieli: „Jutro skatujemy twoich synów”. Zmiażdżoną dłonią złożył podpis pod zeznaniem. Józef nie zobaczył sądu — zaocznie skazano go na rozstrzelanie. Kilka godzin później zawleczono go do piwnicy wyłożonej trocinami. Ręce spętano drutem, w usta wepchnięto szmatę. Kat w gumowym fartuchu przystawił rewolwer do jego potylicy i pociągnął za spust. Ciało zrzucono do masowego dołu w lasach Bykowni i zasypano niegaszonym wapnem. Rodzinie powiedziano, że został wywieziony do łagru na 10 lat.

Pomnik poświęcony Polakom pomordowanym przez NKWD w latach 1935-38. Dowbysz, w czasach rosyjskiej okupacji Marchlewsk (dziś Dowbysz ew. Dołbysz). Autor zdjęcia Grzegorz Majewski
Historia Józefa jest fikcją, ale opartą na wspomnieniach i zeznaniach świadków. Tak przebiegały standardowe losy ofiar Akcji Antypolskiej NKWD. Zbliżająca się rocznica 11 sierpnia przypomina o wydaniu w 1937 roku Rozkazu NKWD nr 00485, który przypieczętował los ponad stu czterdziestu tysięcy Polaków. Jednocześnie z rozkazem ruszyła rosyjska machina propagandy pokazująca Polaków jako wrogich agentów.
Archipelag nienawiści: Od rozkułaczania do deportacji
Zanim doszło do masowych egzekucji w piwnicach NKWD, rosyjski aparat terroru przetestował swoje metody na polskiej wsi. Pod hasłem „likwidacji kułaków jako klasy” niszczono polską tożsamość. Polscy chłopi na Ukrainie i Białorusi, ze względu na przywiązanie do ziemi oraz tradycji katolickiej, stali się dla zbrodniczego reżimu wrogiem numer jeden.
Zabierano wszystko: ziemię, inwentarz, ziarno siewne, a nawet ostatnie zapasy żywności. Tych, którzy stawiali opór, uznawano za „element antysowiecki”. Całe wsie otaczano kordonami wojska, a rodziny pakowano do bydlęcych wagonów i wywożono na Syberię lub jałowe stepy Kazachstanu. Kobiety, dzieci i starcy umierali z głodu i wycieńczenia w drodze. Zesłańców porzucano na gołym stepie przy temperaturach sięgających -40°C, gdzie jedynym schronieniem były wykopane własnymi rękami ziemianki.
Wyreżyserowany koszmar: Wielki Głód i polskie ofiary
Okrucieństwo stalinowskiego systemu osiągnęło apogeum podczas sztucznie wywołanego Wielkiego Głodu (Holodomoru) na Ukrainie w latach 1932–1933. Wśród milionów konających ofiar bezpośrednim celem tej wyreżyserowanej zagłady stali się również Polacy. Szacuje się, że w wyniku terroru żywnościowego zmarło w mękach z głodu co najmniej 40 tysięcy Polaków, chociaż całkowita liczba polskich ofiar mogła być znacznie wyższa, te ofiary nie były notowane jako narodowościowe. Dla Rosjan liczyła się tylko sztuka, nie człowiek. Dziś znamy tylko minimalną liczbę ofiar.
To nie była klęska żywiołowa — to było zaplanowane morderstwo na masową skalę. Zmodyfikowana polityka bezwzględnych konfiskat uderzyła bezpośrednio w polskie enklawy, takie jak Marchlewszczyzna (koło Żytomierza). Uzbrojone brygady egzekucyjne wkraczały do polskich domów, wyrywały podłogi, demontowały piece i przeszukiwały obejścia żelaznymi prętami w poszukiwaniu ukrytej garści ziarna czy ziemniaków. Rejon opornych polskich wsi otaczano wojskiem, odcinając wszelką dostawę towarów i karząc śmiercią za próbę ucieczki do miast.

Pomnik ofiarom Wielkiego Głodu – Andruszówka, Ukraina. Źródło Wikimedia Commons
Proces umierania z głodu trwał całymi tygodniami, zamieniając kwitnące osady w makabryczne cmentarzyska. Ludzki organizm pozbawiony jedzenia zjadał sam siebie krok po kroku. W pierwszych tygodniach ludzie zjadali liście, korę drzew, pokrzywy, psy, koty i szczury. Z czasem pojawiła się puchlina głodowa — ciała skrajnie niedożywionych ludzi, zwłaszcza dzieci, puchły do potwornych rozmiarów, a skóra pękała, ropiejąc od ginących tkanek. Głód skutkował obłędem. Dochodziło do aktów szaleństwa i nieopisanych tragedii rodzinnych, gdy matki patrzyły na wielotygodniowe, powolne umieranie własnych dzieci, które prosiły o chleb, dopóki nie straciły głosu z wycieńczenia. Na drogach i w chatach leżały setki spuchniętych zwłok, których nikt nie miał siły chować. Zwożono je potem wozami i wrzucano do masowych mogił.
Polacy byli tylko częścią większego mechanizmu „wymiany społeczeństwa”, w tym samym czasie z głodu zmarło kilka milionów Ukraińców. Ich jedyną przewiną, podobnie jak Polaków, było przywiązanie do ziemi, wiara w Boga i niechęć wobec rusyfikacji. Najgorsza sytuacja zapanowała na najżyźniejszych wschodnich ziemiach Donbasu i Ługańszyzny. Tam w zamian za miliony wymordowanych Ukraińców przywieziono Rosjan.
Operacja Polska: Mechanizm ludobójstwa
Wszystkie te działania okazały się jedynie wstępem do wydarzeń z lat 1937–1938. Wydany 11 sierpnia 1937 roku przez Nikołaja Jeżowa Rozkaz nr 00485 przekształcił państwowy terror w ciche, lecz absolutne ludobójstwo na tle narodowościowym. Wyrok zapadał za samo noszenie polskiego nazwiska, udział w mszy świętej, posiadanie krewnych po drugiej stronie granicy czy posługiwanie się językiem polskim. Rosyjska bezpieka wykreowała mityczną „Polską Organizację Wojskową”, przypisując członkostwo w niej setkom tysięcy niewinnych cywilów.

Pierwsza strona rozkazu tzw. Akcji Antypolskiej NKWD – Źródło Wikimedia Commons
Nie mamy pełnych danych, jedynie te z zachowanych archiwów, które zostały udostępnione badaczom. Wynika z nich, że w ramach akcji skazano minimum 140 tysięcy Polaków. Minimum 111 091 zamordowano — często bez jakiegokolwiek procesu, na podstawie wymuszonych zeznań, kiedy człowiek bał się o rodzinę lub z bólu pragnął już tylko śmierci. Dziesiątki tysięcy kobiet i dzieci wysłanych do obozów i sierocińców na mocy towarzyszącego Rozkazu nr 00486. Dzieci wrogów ludu mordowano jeśli miały powyżej 12 lat, co wynikało z osobnego prawa. Jeśli mniej, wysyłano do sierocińców i tam poddawano rusyfikacji. Polacy w ZSRR ginęli kilka razy częściej niż przedstawiciele innych narodowości objętych czystkami.
Rosyjski humanitaryzm
Ludobójstwo dokonane na Polakach w Związku Radzieckim przez dekady rosyjskiej okupacji Polski było cenzurowaną białą plamą. Zakazywano mówienia o nim, jak i o innych represjach. Miejsca pochówków — takie jak w Bykowni (Ukraina) i Kuropatach (Białoruś) przez lata zasypywano, wyrównywano i zalesiano, by zatrzeć ślady morderstw. Co roku 11 sierpnia przypomina się o piekielnym mechanizmie narodowościowej nienawiści, która pochłonęła setki tysięcy istnień. To rocznica, która zobowiązuje do głośnego mówienia o zbrodniach, których katom udało się ujść bezkarnie.

Polacy – ofiary rosyjskiego ludobójstwa. Zginęli w 1937 roku. Źródło Wikimedia Commons
Dziś tę zbrodnię stara się zepchnąć w cień poprzez instrumentalne wykorzystywanie tematu Rzezi Wołyńskiej. Nie wolno umniejszać żadnej zbrodni, ale też nie wolno zacierać jednej poprzez drugą. Wystarczy spojrzeć na konta ludzi mianujących się jedynymi patriotami. Należą do skrajnie prawicowych partii. Na niemal żadnym z nich nie znajdziecie informacji o rosyjskim ludobójstwie z lat trzydziestych XX wieku. Ale ich konta będą pełne informacji o Wołyniu. Będą opowiadać prawdziwe i zmyślone historie ukraińskich okrucieństw, jakby wielomiesięczne, powolne umieranie z głodu było rosyjskim humanitaryzmem. W zasadzie się z nimi zgodzić. To jest „rosyjski humanitaryzm”.

Działacz opozycji antykomunistycznej w latach osiemdziesiątych XX wieku. Brał udział w podziemnej działalności wydawniczej – drukował i kolportował ulotki oraz uczestniczył w demonstracjach. W latach 1985–1986 był współorganizatorem audycji podziemnego Radia „Solidarność”. Od 1986 roku związany z Ruchem „Wolność i Pokój”. Za działalność opozycyjną był wielokrotnie represjonowany – karany grzywnami i aresztem.
Po 1989 roku pracował w sektorze prywatnym. Zajmuje się badawczo historią polskiej i czechosłowackiej opozycji antykomunistycznej. Jest współautorem książki oraz licznych artykułów naukowych i publicystycznych. Publikuje teksty o tematyce historycznej, społecznej i międzynarodowej, w tym dotyczące Ukrainy, m.in. na portalach LCA.pl oraz Fundacji „Wolność i Pokój”. Od 2014 roku aktywnie działa jako wolontariusz, wspierając Ukrainę oraz inicjatywy pomocowe.
Za działalność na rzecz wolności i niepodległości Polski został odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności (2016), Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (2022) oraz Medalem Pro Patria (2025)
