Przestawianie zegarków dwa razy w roku od lat budzi ogromną irytację wśród Polaków. Kiedy wydawało się, że temat utknął w politycznym martwym punkcie między zwolennikami czasu letniego i zimowego, do Senatu wpłynęła petycja proponująca zupełnie nowe rozwiązanie. Czy to ostateczny koniec zmiany czasu w naszym kraju?
Zegarki do kosza? Nowa inicjatywa na Wiejskiej
Od dekad, w każdy ostatni weekend marca i października, przechodzimy przez ten sam rytuał – zmianę czasu. Chociaż zarówno obywatele, jak i wielu ekspertów zgadza się co do tego, że system ten jest przestarzały, negatywnie wpływa na nasze samopoczucie i nie przynosi już wymiernych korzyści ekonomicznych, to przez długi czas brakowało zgody co do jednej kwestii: przy którym czasie powinniśmy pozostać na stałe? Unia Europejska intensywnie debatowała nad tym od 2018 roku, jednak państwa członkowskie ostatecznie nie potrafiły wypracować wspólnego stanowiska.
Niedawno jednak pojawiło się światełko w tunelu. W kwietniu 2026 roku do senackiej Komisji do Spraw Petycji trafił innowacyjny projekt, który ma szansę przełamać dotychczasowy legislacyjny impas.

Kiedy ostatecznie przestaniemy przestawiać zegarki?
Brak ostatecznej dyrektywy ze strony Unii Europejskiej sprawia, że Polska wciąż opiera się na własnych, tymczasowych regulacjach. Aktualne rozporządzenie nakazujące nam dwukrotną zmianę czasu obowiązuje jedynie do końca 2026 roku.
Sytuacja jest dynamiczna, ponieważ oprócz senackiego kompromisu, w Sejmie wciąż czeka na rozpatrzenie inny projekt (autorstwa PSL i Trzeciej Drogi), który z kolei zakłada twarde przejście na stałe na czas letni. Która z tych opcji ostatecznie zwycięży? O tym najprawdopodobniej przekonamy się w nadchodzących miesiącach, a najbliższa jesienna zmiana czasu w 2026 roku może okazać się już jedną z ostatnich.
Na czym polega senacki kompromis?
Złożona petycja proponuje niestandardowe podejście, które ma pogodzić zwolenników obu rozwiązań. Zamiast sztywnego wyboru między czasem letnim a zimowym, autorzy inicjatywy sugerują rozważenie tak zwanego czasu pośredniego (przesunięcie o pół godziny) lub pozostawienie czasu zimowego jako naturalnego, ale przy jednoczesnym systemowym przesunięciu godzin pracy urzędów, szkół i instytucji. Dzięki temu społeczeństwo mogłoby maksymalnie wykorzystać światło dzienne, a same zegarki pozostałyby nienaruszone.
Zdrowie ważniejsze niż oszczędności
Lekarze i specjaliści od chronobiologii od lat alarmują, że wiosenne odbieranie nam godziny snu drastycznie zwiększa ryzyko zawałów serca, wypadków drogowych oraz problemów z koncentracją. Z kolei argumenty ekonomiczne, które w XX wieku uzasadniały wprowadzanie czasu letniego ze względu na oszczędność prądu, w dobie energooszczędnego oświetlenia LED i nowoczesnego przemysłu całkowicie straciły na znaczeniu. Stabilność biologiczna organizmu stała się priorytetem.
Źródła: Fakt / Forsal
Praktykant redakcji, student marketingu i komunikacji rynkowej. Specjalizuje się w tworzeniu treści newsowych, analizie trendów oraz komunikacji w mediach społecznościowych. W ramach praktyk zajmuje się redagowaniem bieżących informacji, dbając o ich konkretny i zrozumiały przekaz.
Autor publikacji dotyczących wydarzeń lokalnych oraz tematów społecznych związanych z życiem migrantów w Polsce. W redakcji przygotowuje materiały informacyjne, w szczególności dotyczące legalizacji pobytu, prawa oraz obowiązków migrantów.
W swojej pracy stawia na rzetelność źródeł, klarowny język oraz praktyczny charakter publikowanych informacji. Interesuje się wpływem nowoczesnych mediów na odbiorców oraz wykorzystaniem strategii marketingowych w dziennikarstwie newsowym.
