Minuta, w której staje cały kraj. Czym naprawdę było Powstanie Warszawskie?

Minuta ciszy dla pamięci narodowej

Jednego dnia w roku staje niemal cała Polska. O godzinie 17.00 we wszystkich miastach wyją syreny i nie są oznaką jakiegoś ataku, a szacunku dla bohaterów Powstania Warszawskiego. Sama Warszawa staje na kilka minut. Stają w miejscu ludzie, samochody, tramwaje i autobusy. Nikt się nie denerwuje, każdy z szacunkiem i powagą przez te kilka minut stoi wyrażając tym swój patriotyzm. Każdego nieznającego tego polskiego zwyczaju musi to zdziwić. I dziwi. W Polsce jest obchodzonych wiele rocznic. Jedne są zwykłe, inne ciekawe, a jeszcze inne niezrozumiałe. Ta warszawska jest szczególna. Każdego roku 1 sierpnia jest dla całej Polski dniem pamięci o czynie zbrojnym, jakim było Powstanie Warszawskie.

Wesprzyj Nowiny Wschodnie
Pomóż nam rozwijać niezależne polsko-ukraińskie medium.
Wspólnie zebraliśmy
63 zł
Cel
5 000 zł
Każde wsparcie pomaga nam tworzyć rzetelne informacje i rozwijać portal.
Postaw kawę za:

Batalion Baszta w Powstaniu Warszawskim. Źródło Wikimedia

Godzina „W” – 17:00 – stała się unikalnym w skali światowej fenomenem społecznym. Dźwięk syren zatrzymuje codzienność na pełne 60 sekund. W tym krótkim momencie zacierają się podziały polityczne i pokoleniowe; zatrzymują się przechodnie, kierowcy i komunikacja miejska, oddając hołd tym, którzy w 1944 roku oddali wszystko za wolną Polskę.

Nadzieja, heroizm i nierówna walka

Wybuchło ono 1 sierpnia 1944 roku, przygotowywane jako najważniejszy element planu przedstawiania się Rosji jako gospodarze tej ziemi. Wcześniejsze wystąpienia były połowicznie udane. Choć udawało się przepędzić Niemców z Wilna, Lwowa i wielu innych miast na terenach wschodnich, to efektem zawsze było aresztowanie i rozbrojenie żołnierzy AK. Jednych wcielano do komunistycznej armii, innych wywożono do obozów w Rosji, gdzie pracowali ponad siły. Mimo to postanowiono własnymi, polskimi siłami uderzyć na wycofujących się Niemców.

1 sierpnia 1944 roku o godz. 17.00 zaczęła się w Warszawie otwarta walka z Niemcami. Pierwsze dni to sukcesy, Polacy w natarciu. Armia Krajowa powoli zdobywała broń i amunicję na Niemcach, bowiem spora część żołnierzy nie miała karabinu ani nawet pistoletu. Niektórzy mieli granaty, jednak powszechniejsze były butelki z benzyną. Należy to podsumować tak, że fatalnie uzbrojeni powstańcy, bez broni ciężkiej, mający w zasadzie dosyć słabe przygotowanie, dzięki determinacji i znajomości miasta zajęli wiele strategicznych obiektów. Niestety nie wszystkie, co stało się zalążkiem przyszłej klęski.

Niemieccy jeńcy z pierwszych dni powstania. Źródło Wikimedia

Niemcy natychmiast odpowiedzieli represjami wobec cywilnej ludności Warszawy. Mordowali całe ulice. Kobiety, dzieci, starcy. Nie było litości dla nikogo. Nawet kobiet w ciąży. Wkrótce do walk przeciwko powstańcom Niemcy ściągnęli kolaborujących Rosjan z RONA (Brygada Kamińskiego), dwa bataliony Azerów i wiele innych przypadkowych jednostek. Brygada Kamińskiego stała się symbolem zbrodni. Nawet Niemcy nie wytrzymali tego, co wyprawiali żołnierze Kamińskiego i po pewnym czasie go rozstrzelali. Poza tymi przypadkowymi oddziałami Niemcy dysponowali w Warszawie jednostkami będącymi już kilka lat w ciągłych walkach, posiadającymi doświadczonych żołnierzy i znakomite uzbrojenie. M.in. były to jednostki z 1 Dywizji Pancerno-Spadochronowej „Hermann Göring”, około 400 żołnierzy z 3 Dywizji Pancernej SS „Totenkopf”, czy ciężkie czołgi z Dywizji Pancernej SS „Wiking”.

Esesmani z Brygady Dirlewangera. Brutalni i morderczy zbrodniarze. Dirlewanger został zabity przez Polaków w obozie jenieckim po poddaniu się Niemiec. Źródło fotografii

Piekło walk na ulicach Stolicy nie ograniczało się jedynie do starć z regularnym wojskiem. Szczególnie tragiczny los spotkał cywilnych mieszkańców Woli i Ochoty, gdzie oddziały SS oraz jednostki kolaboranckie dopuściły się masowych mordów. Symbolem bezkarności zbrodniarzy stał się SS-Gruppenführer Heinz Reinefarth, dowódca rzezi Woli, który po wojnie nigdy nie odpowiadał za swoje czyny i przez 16 lat pełnił funkcję burmistrza w mieście Westerland w RFN. Pamięć o tragicznych losach ludności cywilnej – zginęło jej od 150 do 200 tysięcy – jest dziś równie silna, jak pamięć o samym zrywie zbrojnym.

Zamordowani mieszkańcy Woli. Źródło Wikimedia

Bilans i dziedzictwo na zgliszczach Stolicy

Powstanie upadło po 63 dniach. Trzeba przyznać, że na Niemcach zrobiło ogromne wrażenie. Podczas negocjacji warunków kapitulacji dowodzący Niemcami Erich von dem Bach-Zelewski zachowywał się wobec polskich oficerów z pełną kurtuazją. Ze wspomnień biorących udział w nich polskich oficerów wiemy, że podkreślał polską waleczność. Wynegocjowane warunki spowodowały, że żołnierze AK zostali potraktowani jak wszyscy inni żołnierze państw zachodnich. Nie było to do końca pewne, choć Alianci Zachodni zgodnie oświadczyli na początku Powstania, że AK jest wojskiem alianckim i wszelkie zbrodnie na nich będą ścigane.

Rozmowy w trakcie powstania o ewakuacji cywilów z miejsca walk. Źródło Wikimedia

Dziś po ponad 80 latach Polacy wciąż noszą w sobie ból Powstania. Zapewne w internecie pełno już jest artykułów mówiących, że było niepotrzebne albo wręcz przeciwnie. Warto jednak wiedzieć, że samo powstanie, choć nieudane, zrobiło wielkie wrażenie nie tylko na społeczeństwie zachodnim, ale i na samym Stalinie. Tym tłumaczy się często, że Polacy nie zostali całkowicie wchłonięci jako kolejna republika sowiecka przez Rosję. Choć cena była ogromna, to Rosjanie bali się powtórki, stąd rządy w Polsce powierzono kolaborantom z utworzonej PPR, a później przekształconej w PZPR. Tłumiąc wszelkie niepokoje polskimi rękoma, unikano powtórki z 1944 roku.

Teraz, kiedy każdy zna Warszawę jako miasto pięknych i nowoczesnych budynków, wspaniałych zabytków – trudno sobie wyobrazić, że po powstaniu była to ruina. Miasto zniszczone w ponad 70%, w tym centrum w całości. Spacerując warto pomyśleć, że na każdej ulicy ówczesnej Warszawy toczyły się walki. Umierali ludzie zarówno w walkach, jak i publicznych egzekucjach. Niestety tych drugich było bardzo dużo. Warszawa jest zroszona krwią, stąd taki stosunek Polaków do swojej stolicy.

Tragedia Warszawy polegała nie tylko na stracie pokolenia młodych ludzi, ale i na systematycznym, planowym burzeniu miasta po kapitulacji. Saperzy niemieccy ulica po ulicy wysadzali w powietrze historyczne zabytki, pałace i kościoły. Kiedy dzisiaj spacerujemy po odbudowanym Nowym Świecie czy Starym Mieście, pamiętajmy, że pod fundamentami współczesnej, tętniącej życiem metropolii kryje się historia ogromnego poświęcenia – morze krwi.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *