CZW. 08 PAŹ
KURS $3,91 €4,38

W Gdańsku apelowali o ratunek dla Oleszek. [FOTO]

Posłuchaj artykułu
Lektor AI
0:00 / –:–
Głos został wygenerowany przez sztuczną inteligencję.

Na stołku leżały ciastka. Z daleka zwyczajne, brązowawe, ułożone jak na kiermaszu. Dopiero z bliska było widać, że coś jest z nimi nie tak: trawa, mąka, łuski cebuli, pokrzywy. Wszystko, co można zebrać w miejscu, gdzie sklepów już nie ma. Ktoś to wymieszał i upiekł, żeby pokazać ludziom w Gdańsku, czym według relacji z okupowanych Oleszek zmuszeni są dziś żywić się tamtejsi mieszkańcy

Źródło: Nowiny Wschodnie / Illia Balabai

Menu z Oleszek

Wesprzyj Nowiny Wschodnie
Pomóż nam rozwijać niezależne polsko-ukraińskie medium.
Wspólnie zebraliśmy
342 zł
Cel
5 000 zł
Każde wsparcie pomaga nam tworzyć rzetelne informacje i rozwijać portal.
Postaw kawę za:

Akcja „Światełko nadziei dla Oleszek” odbyła się w niedzielę 27 września pod fontanną Neptuna. Zorganizowało ją stowarzyszenie Zjednoczeni Gdańsk / Об'єднані Гданськ.

Ciastka z „resztek” miały działać jak rekwizyt i jak argument naraz. Smaku w nich nie ma – i tak miało być. Według organizatorów miały pokazać, do czego zmuszeni są sięgać mieszkańcy miasta i okolicznej gminy, gdy regularne dostawy żywności praktycznie ustały.

Źródło: Nowiny Wschodnie / Illia Balabai

Sześćdziesiąt osób i głos konsulatu

Maksym Sydorchuk, przedstawiciel Konsulatu Generalnego Ukrainy w Gdańsku, zabiera głos podczas akcji

Przyszło około sześćdziesięciu osób. Niewiele, jak na aglomerację tej wielkości. Ale wyszły na ulicę w sprawie, o której w polskich mediach trudno znaleźć więcej niż krótką notkę.

W imieniu konsul generalnej Ukrainy w Gdańsku, Svitlany Krysy, wystąpił Maksym Sydorchuk z konsulatu. Konsulat opisał akcję na swoim profilu, relację opublikował też Ukrinform. W komunikacie zwrócono uwagę na kilka rzeczy: w Oleszkach znalazło się ponad 2000 osób „w humanitarnej pułapce", ostatni sklep spożywczy przestał tam regularnie działać w styczniu 2026 roku, infrastruktura jest zniszczona, drogi zaminowane, a poruszanie się cywilnym transportem grozi śmiercią. Organizatorzy zaapelowali do ONZ, Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża i innych organizacji humanitarnych o dostęp do miasta oraz o bezpieczną, dobrowolną ewakuację cywilów. Podziękowano też ukraińskim obrońcom, którzy mimo ryzyka dowożą mieszkańcom żywność, choć - jak zaznaczono - potrzebny jest dostęp stały i niezakłócony.

Co wiadomo o Oleszkach

Przed wojną w Oleszkach mieszkało około 24 tysięcy osób. Dziś, według szefa ukraińskiego MSZ Andrija Sybihy, zostało około 2000, w tym 50 dzieci (Ukrinform). W liczbach jest zresztą pewne zamieszanie. Do samego miasta pasuje szacunek około 2000 osób, natomiast w całej gminie może być ich około 6000. Część mediów podaje to drugie jako liczbę mieszkańców miasta, a niektóre źródła mówią o ponad 6000 osób i około 200 dzieciach (TVP Info) albo o 6000 i 180 dzieciach (Ukrinform, powołując się na legalne władze ukraińskie).

Oś czasu, jak ją składają ukraińskie media, wygląda tak. W styczniu przestaje działać ostatni sklep. Pod koniec maja docierają ostatnie dostawy żywności (TVP Info). 1 września rosyjskie wojska mają ostrzelać cztery pojazdy wolontariuszy (Babel). 11 września wolontariuszka Sobolewa mówi o „prawdziwym głodzie", a 20 września Ukraińska Rada Kościołów prosi o pomoc papieża Leona XIV i ONZ (Espreso). Babel dodaje, że w blokadzie humanitarnej mają być także inne miejscowości obwodu, między innymi Hoła Prystań i Stara Zburjiwka.

Głosy z miasta

"Żywności nie ma" takie teksty widnieją w gminie Oleszkowskiej

Najmocniejsze fragmenty tej historii pochodzą od ludzi, którzy z Oleszkami mają kontakt. Dziennikarz Oleh Baturin, powołując się na relacje mieszkańców, mówi o przypadkach śmierci głodowej. Ludzie gotują portulakę, boją się wychodzić z domów. Sami mieszkańcy zaprzeczają plotkom o jedzeniu psów i szczurów, ale przyznają, że sytuacja może się różnić w zależności od dzielnicy (Ukrinform, ZMINA, 24 Kanał).

Reportaż BBC, przywołany przez portal TSN, przytacza mieszkankę o pseudonimie Galia: jeden posiłek dziennie, placek z pomidorami albo z miodem. W tej samej relacji pojawia się informacja, że okupacyjne władze zakazują grzebania cywilów zabitych przez drony lub miny, dlatego ciała leżą na ulicach od grudnia.

Rzecznik praw obywatelskich Dmytro Lubinets mówi, że cywile nie mogą sami wyjechać, bo drogi są zaminowane, a osoby, które próbowały uciec, zginęły (24 Kanał). Sybiha idzie dalej i twierdzi, że rosyjskie drony FPV polują na ludzi na ulicach (Ukrinform). Szwajcarski nadawca SRF opisuje Oleszki jako miasto frontowe, z około 2000 uwięzionych osób. Jego autorka analizuje też, czy Rosja może wykorzystywać cywilów jako „żywe tarcze". Dziennik Dzerkało Tyżnia (ZN.UA) pisze z kolei, że ukraińskie drony zrzuciły około czterech ton pomocy, ale jedna z mieszkanek dostała z tego tylko butelkę oleju i kilogram mąki.

Trzeba tu powiedzieć wprost: prawie wszystkie te informacje pochodzą ze strony ukraińskiej albo od osób, do których dotarli ukraińscy dziennikarze. Nie da się ich niezależnie sprawdzić na miejscu.

Świat słyszy, ale nic się nie zmienia

Komisarz Rady Europy ds. praw człowieka Michael O'Flaherty (fot. Wikipedia)

Komisarz Rady Europy ds. praw człowieka Michael O'Flaherty wezwał do natychmiastowego lokalnego zawieszenia broni, zapewnienia dostępu humanitarnego i bezpiecznej ewakuacji cywilów. Przypomniał, że jako okupant Rosja odpowiada za dostarczanie żywności i opieki medycznej (Ukrinform). Lubinets twierdzi, że z Rosją uzgodniono „jasny algorytm" ewakuacji, Czerwony Krzyż zadeklarował gotowość, ale Moskwa od dawna tego nie potwierdza (Kyiv Post). ZMINA pisze, że Rosja odrzuciła wszystkie ukraińskie propozycje tymczasowego zawieszenia broni na czas ewakuacji. Reakcję społeczności międzynarodowej Lubinets ocenia jako „całkowicie nieskuteczną" (24 Kanał).

Strona rosyjska opowiada tę historię inaczej. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow zrzuca trudności z zaopatrzeniem na Ukrainę, tłumacząc je ostrzałami i atakami dronów, i odrzuca odpowiedzialność Rosji (Kyiv Post). Rosyjski „gubernator" obwodu chersońskiego Władimir Saldo odmówił podania liczby cywilów, nazywając takie informacje „nieobiektywnymi", i nie zapowiada ewakuacji (Ukrinform).

Dlaczego akurat Gdańsk

Konsulat w swoim komunikacie odwołał się do gdańskiej „Solidarności" i napisał, że w tym mieście to słowo ma szczególną moc. Nikt pod Neptunem nie udawał, że sześćdziesiąt osób zmieni bieg wojny. Ale wyszły, postawiły stołek z ciastkami z trawy i powiedziały na głos, że w Oleszkach są ludzie. Organizatorzy proszą o coś, co każdy może zrobić: rozpowszechniać informacje o Oleszkach, wspierać inicjatywy humanitarne i nie pozostawać obojętnym.

Źródło: Nowiny Wschodnie / Illia Balabai

Dyskusja

Co sądzisz o tym materiale?

0 Komentarze

Dołącz do rozmowy. Komentarze powinny odnosić się do tematu artykułu.

Nie ma jeszcze komentarzy. Możesz rozpocząć dyskusję.

Napisz komentarz

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *