Ta analiza Nowin Wschodnich może nie spodobać się części Ukraińców. Być może nie spodoba się również części Polaków. Ale właśnie dlatego warto o tym powiedzieć.
5 000 zł
Ukrainka mieszkająca w Katowicach opublikowała w mediach społecznościowych wpis opisujący sytuację przy dziale mięsnym.
Ukrainka w Polsce usłyszała „spierdalaj na Ukrainę”

Jak relacjonuje, czekała około 20 minut, ponieważ pracownik kroił kilka rodzajów wędlin i mięsa, a kolejka stawała się coraz dłuższa. Kobieta była niezadowolona z tempa obsługi. Wtedy stojąca za nią osoba miała powiedzieć:
„Spierdalaj na Ukrainę. Tam sobie tyle kupujcie”.
Ukrainka skomentowała:
„Czyli problemem nie jest powolna obsługa, tylko to, że Ukrainiec robi zakupy i kupuje mięso?”
Nie byliśmy świadkami tej sytuacji i znamy ją wyłącznie z relacji opublikowanej przez kobietę. Sam wpis pokazuje jednak problem, który jest znacznie szerszy niż kolejka po mięso.
Dwie osoby mogą zobaczyć dokładnie tę samą sytuację zupełnie inaczej
Z perspektywy Ukrainki sprawa może wydawać się oczywista.
Jest klientką. Przyszła do sklepu, zamierza zapłacić za towar i oczekuje sprawnej obsługi. Jeżeli czeka 20 minut, ma prawo być niezadowolona, zwrócić uwagę pracownikowi albo zapytać, czy obsługę można przyspieszyć.
Krótko mówiąc: płacę, więc mam prawo wymagać.
Nie oznacza to oczywiście, że pracownik musi spełnić jej żądanie. Może wykonywać swoją pracę tak szybko, jak jest w stanie. Ale klient ma prawo powiedzieć, że nie jest zadowolony.
Problem polega na tym, że część Polaków może spojrzeć na dokładnie tę samą sytuację zupełnie inaczej.
Nie zobaczyć klientki niezadowolonej z obsługi, lecz Ukrainkę, która przyjechała do Polski i teraz czegoś od Polaków wymaga.
I tutaj zaczyna się konflikt.
„Jesteś tutaj gościem, więc nie wymagaj”
Z doświadczeń, o których opowiadają nam osoby pochodzące z Ukrainy, ale również z innych państw, wynika, że podobny mechanizm pojawia się w bardzo różnych sytuacjach.
Ktoś krytykuje działanie służby zdrowia. Ktoś jest niezadowolony z urzędu. Ktoś zwraca uwagę na zachowanie innej osoby. Ktoś narzeka na usługę.
Komentarz może być nawet całkowicie uzasadniony, ale reakcja brzmi:
„Jak ci się nie podoba, wracaj do siebie”.
W takim sposobie myślenia nie jest już ważne, czy człowiek miał rację.
Ważne staje się to, że jest przyjezdny.
Pojawia się przekonanie, że skoro ktoś przyjechał do Polski, powinien być przede wszystkim wdzięczny. Nie powinien za dużo wymagać, krytykować ani pouczać miejscowych.
Powinien być – mówiąc najprościej – „grzecznym gościem”.
Tylko że samo pojęcie „gościa” jest bardzo szerokie.
Można mieszkać w Polsce kilka czy kilkanaście lat, tutaj pracować, płacić podatki, prowadzić działalność, wychowywać dzieci. Czasami jednak wystarczy akcent, aby podczas konfliktu ponownie stać się „gościem”.
A skoro jesteś gościem, to według takiego sposobu myślenia nie powinieneś za dużo wymagać.
Jest jednak jeszcze druga strona – sami Polacy często reagują inaczej
Spójrzmy teraz na tę samą kolejkę z innej perspektywy.
W Polsce bardzo często można zobaczyć długą kolejkę w sklepie. Jedna kasa jest otwarta, przy drugiej nikogo nie ma, kilkanaście osób czeka.
I co się dzieje?
Najczęściej ludzie po prostu stoją.
Podobnie jest w wielu innych sytuacjach – w przychodni, urzędzie czy punkcie obsługi.
Oczywiście ktoś czasami zapyta: „Czy można otworzyć drugą kasę?”. Ktoś inny zacznie narzekać. Ale bardzo często reakcją jest zwyczajnie cierpliwe czekanie.
Bo przecież kasjerka, lekarza, inny pracownik też jest człowiekiem. Pracuje tak szybko, jak może. Pracownika działu mięsnego również nie da się zmusić, żeby nagle zaczął kroić dwa razy szybciej.
„Trzeba poczekać. Co zrobisz?”
Dla wielu Polaków jest to całkowicie naturalne.
I właśnie tutaj może pojawiać się różnica w sposobie reagowania.
Ukraińcy często wynoszą inne doświadczenie
Nie chodzi o to, że jeden sposób zachowania jest dobry, a drugi zły.
Chodzi o inne doświadczenia społeczne i kulturowe.
W Ukrainie przez wiele lat człowiek bardzo często musiał sam zabiegać o swoje sprawy. Jeżeli czegoś potrzebował, musiał pytać, naciskać, przypominać, domagać się reakcji.
Jeżeli coś nie działa – próbujesz to zmienić.
Jeżeli ktoś wchodzi przed tobą do kolejki – pytasz, dlaczego to robi.
Jeżeli obsługa działa zbyt wolno – pytasz, czy można coś zrobić.
Jeżeli urząd nie odpowiada – próbujesz ponownie.
To nie oznacza, że każdy Ukrainiec zachowuje się w taki sposób, podobnie jak nie każdy Polak będzie spokojnie stał w kolejce. Ale różne doświadczenia wyniesione z życia w obu państwach mogą wpływać na sposób reagowania na dokładnie tę samą sytuację.
I wtedy zaczynają się nieporozumienia.
„Dlaczego wchodzisz bez kolejki?”
Pamiętacie historię z Żabki, którą opisywaliśmy?
Ukrainka zwróciła uwagę osobie, która – według jej relacji – próbowała wejść przed nią.
Z jej perspektywy sytuacja była prosta:
Ja stoję w kolejce. Mnie również może się spieszyć. Dlaczego więc ktoś ma wejść przede mną?

Czy miała prawo zwrócić uwagę?
Oczywiście.
Problem polega na tym, że druga strona może zobaczyć coś zupełnie innego:
„Ukrainka będzie mnie pouczać w Polsce?”
I zwykły konflikt o kolejkę nagle przestaje być konfliktem o kolejkę.
Pojawia się narodowość.
Pojawia się: „wypierdalaj na Ukrainę”.
A czasami na słowach się nie kończy.
W opisywanej wcześniej przez nas sprawie konflikt zakończył się przemocą wobec kobiety i mężczyzny z Ukrainy, a sprawa trafiła przed wymiar sprawiedliwości. (FILM)

To pokazuje, jak banalna sytuacja może eskalować, kiedy do zwykłego sporu dochodzi kwestia pochodzenia.
Majdan był oczywiście czymś zupełnie innym. Ale pewien sposób reagowania warto zauważyć
Nie należy porównywać kolejki w sklepie z wydarzeniami historycznymi o zupełnie innej skali.
Ale istnieje pewna cecha społecznego doświadczenia Ukrainy, której nie warto ignorować.
Było ją widać również podczas Majdanu w 2013 i 2014 roku.
Ludzie nie zaakceptowali tego, co uznawali za narzucone im warunki. Wyszli na ulice, ponieważ chcieli wpływać na to, w jakim kierunku będzie zmierzało ich państwo.
Mechanizm jest oczywiście nieporównywalny pod względem skali, ale pewna postawa jest podobna:
jeżeli coś uważasz za niesprawiedliwe albo złe, próbujesz reagować, zamiast po prostu to zaakceptować.
I człowiek zabiera ten sposób myślenia ze sobą również wtedy, kiedy przeprowadza się do innego kraju.
I właśnie dlatego zwykła kolejka może stać się konfliktem polsko-ukraińskim
Wróćmy więc do działu mięsnego.
Ukrainka patrzy na sytuację i myśli:
„Jestem klientką. Czekam 20 minut. Mam prawo powiedzieć, że jestem niezadowolona”.
Polak stojący obok może myśleć:
„Wszyscy czekamy. Pracownik robi, co może. Dlaczego ona robi problem?”
Do tego momentu nie ma żadnego konfliktu narodowościowego.
To tylko dwie różne reakcje na tę samą sytuację.
Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy pojawia się trzecia myśl:
„Jakim prawem Ukrainka czegoś od nas wymaga?”
Bo wtedy nie rozmawiamy już o tym, czy obsługa była szybka albo wolna.
Rozmawiamy o tym, czy osoba pochodząca z Ukrainy ma w Polsce takie samo prawo do niezadowolenia jak Polak.
I odpowiedź powinna być oczywista: ma.
Tak samo jak Polak ma prawo uznać jej zachowanie za przesadne i powiedzieć, że pracownik robi wszystko, co może.
Narodowość żadnej ze stron nie powinna być argumentem.
Jest jednak praktyczna rada dla Ukraińców
Można mieć rację i jednocześnie znaleźć się w niebezpiecznej sytuacji.
Dlatego osobom z Ukrainy mieszkającym w Polsce warto dziś powiedzieć jedno: zachowujcie ostrożność i nie wdawajcie się w każdą dyskusję tylko dlatego, że ktoś zachował się niesprawiedliwie.
Jeżeli ktoś wejdzie przed was w kolejkę – macie prawo zwrócić uwagę.
Jeżeli jesteście niezadowoleni z usługi – macie prawo to powiedzieć.
Jeżeli urząd, sklep czy inna instytucja działa źle – macie prawo złożyć skargę.
Ale kiedy zwykły spór zaczyna przeradzać się w agresję, pojawiają się wyzwiska dotyczące narodowości albo groźby, nie zawsze warto udowadniać swoją rację do końca.
Czasem lepiej odejść, poprosić o pomoc pracownika lub ochronę, a jeśli pojawia się zagrożenie – wezwać policję.
Nie dlatego, że osoba z Ukrainy ma mniej praw.
Tylko dlatego, że żadna kolejka, kasa ani kawałek mięsa nie są warte pobicia.
I być może właśnie to jest najważniejszy wniosek z tej historii.
Nie każdy konflikt między Polakiem a Ukraińcem jest konfliktem narodowościowym. Nie każda krytyka Ukraińca jest ksenofobią. Nie każdy Ukrainiec ma rację tylko dlatego, że spotkał się z nieprzyjemną reakcją.
Ale kiedy odpowiedzią na zwykłe niezadowolenie klienta staje się „spierdalaj na Ukrainę”, narodowość została już do tego konfliktu wprowadzona.
A wtedy warto zrozumieć nie tylko co się wydarzyło, ale również dlaczego dwie osoby mogły zobaczyć tę samą sytuację w zupełnie inny sposób.
🔴 Nowiny Wschodnie — obserwuj nas. Najważniejsze informacje z Polski, Ukrainy i Europy Wschodniej
Publikacja i rozpowszechnianie materiału wyłącznie z podaniem autora oraz aktywnego linku do oryginalnego artykułu.

Dziennikarz i redaktor naczelny portalu informacyjnego Nowiny Wschodnie, obserwowanego w mediach społecznościowych przez ponad 140 tys. osób. Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Od 2017 roku współtworzy i rozwija Nowiny Wschodnie. Doświadczenie zawodowe zdobywał, współpracując z mediami lokalnymi i międzynarodowymi.
Specjalizuje się w weryfikacji informacji, przeciwdziałaniu dezinformacji i propagandzie oraz bezpieczeństwie informacyjnym. W swojej pracy koncentruje się na Polsce, Ukrainie, Europie Wschodniej i relacjach polsko-ukraińskich. Jest również założycielem organizacji non-profit działającej na rzecz integracji i dialogu międzykulturowego.
Co sądzisz o tym materiale?
Dołącz do rozmowy. Komentarze powinny odnosić się do tematu artykułu.
-
Nick Bakhur 30.09.2026 · 21:29no właśnie

no właśnie