ЧТ. 05 ЛИС
КУРС $3,91 €4,40

Світ звик до війни

Про ілюзію миру, політику поступок і небезпечне мистецтво звикати до зла

🔴 Східні Новини — стежте за нами. Найважливіші новини з Польщі, України та Східної Європи.
Wesprzyj Nowiny Wschodnie
Pomóż nam rozwijać niezależne polsko-ukraińskie medium.
Wspólnie zebraliśmy
342 zł
Cel
5 000 zł
Każde wsparcie pomaga nam tworzyć rzetelne informacje i rozwijać portal.
Postaw kawę za:

Я не хотів писати цей текст. Мені здавалося, що про російську війну проти України вже сказано так багато, що чергові слова не змінять реальності. І все ж є моменти, коли мовчання стає формою згоди на те, що має викликати спротив. Тому я пишу. Не для того, щоб знову описувати очевидне, а щоб запитати: коли війна перестала бути для світу безперервною тривогою й стала частиною повсякденності.

Ukraińska Państwowa Służba ds. Sytuacji Nadzwyczajnych (DSNS)
Джерело: Українська Державна служба з надзвичайних ситуацій (ДСНС)

Від трагедії до чергового повідомлення

29 października 2026 roku. Dniepr (Dnipro). Rosyjski dron uderza w peron dworca kolejowego, na którym stoją pasażerowie oczekujący na pociąg do Zaporoża. W wyniku ataku ginie 15 osób, 14 zostaje rannych. Wśród poszkodowanych jest jedenastoletnie dziecko. To nie jest odległy front, wojskowa instalacja ani anonimowy obiekt infrastruktury. To dworzec, pociąg, zwyczajna przestrzeń codziennego życia. Kolejny rosyjski atak, kolejne ofiary, kolejny komunikat. Informacja pojawia się w serwisach, przez chwilę zajmuje miejsce w świadomości odbiorców, po czym ustępuje następnej. Świat odnotowuje tragedię i idzie dalej.

Nie chodzi o to, że wszyscy przestali współczuć Ukraińcom. Pomoc nadal płynie, deklaracje solidarności nie zniknęły, a wielu ludzi w Europie wciąż angażuje się w działania na rzecz Ukrainy. Zmieniło się jednak miejsce wojny w zbiorowej świadomości. To, co powinno wstrząsać opinią publiczną, coraz częściej staje się kolejną wiadomością dnia. Śmierć cywilów przestaje wywoływać długotrwałą reakcję, a ludzkie dramaty zamieniają się w liczby, które łatwo zapamiętać, lecz równie łatwo pozostawić za sobą.

Wojna nie stała się mniej brutalna. To świat stopniowo oswaja jej brutalność.

Za każdą liczbą kryje się czyjeś życie, przerwana biografia, pusty pokój i rodzina, która nie doczeka się powrotu bliskiej osoby. Dla europejskiego odbiorcy Dniepr może być nazwą miasta w kolejnej wiadomości. Dla jego mieszkańców pozostaje miejscem, w którym codzienność nie daje gwarancji bezpieczeństwa, a powrót do domu nie zawsze jest czymś oczywistym.

Психологія знає механізм послаблення емоційних реакцій під впливом повторюваних трагедій. Ми не здатні без кінця переживати кожну драму з однаковою інтенсивністю. Інформаційна втома є зрозумілою. Однак це не означає, що ми маємо прийняти байдужість. Між неможливістю постійно співпереживати чужому стражданню та потуранням його нормалізації існує принципова різниця.

Саме тут і починається проблема, яка виходить за межі психології сприйняття новин. Звикання змінює межі суспільної чутливості. Воно послаблює відчуття нагальності, зсуває межу того, що ми визнаємо допустимим, і дозволяє сприймати затяжну катастрофу як незмінний елемент реальності. Коли черговий напад на українське місто викликає вже лише коротке зітхання, постає питання не тільки про нашу чутливість, а й про політичні наслідки такого стану речей.

Чи світ, який звик до війни, ще здатен розпізнавати механізми, що ведуть до її ескалації? Чи пам’ятає він, що трагедії не починаються в момент, коли перші ракети влучають у міста? І чи вміє він помітити момент, коли прагнення зберегти мир починає слугувати закріпленню умов, сприятливих для агресії?

Мир, який мав настати завдяки співпраці

Протягом десятиліть частина західних політичних еліт вірила, що Росію можна поступово включити в систему міжнародної співпраці. Після розпаду Радянського Союзу здавалося, що торгівля замінить конфронтацію, взаємна економічна залежність обмежить ризик конфлікту, а діалог дозволить перетворити колишнього супротивника на передбачуваного партнера.

У самому прагненні до співпраці не було нічого неправильного. Дипломатія вимагає розмови, а економічні зв’язки можуть сприяти стабільності. Помилка з’являлася тоді, коли співпрацю почали розглядати як універсальні ліки від будь-якої проблеми, а економічні вигоди затуляли питання про характер російської держави, її цілі та спосіб розуміння безпеки.

Кремль отримував доступ до ринків, капіталу, технологій і політичних контактів. У багатьох європейських столицях зберігалося переконання, що взаємні інтереси будуть достатньо сильним стримувальним чинником для російських амбіцій. Тим часом у самій Росії зміцнювався авторитаризм, звужували простір для опозиції, розвивали історичну пропаганду, а політична мова дедалі частіше апелювала до кривди, помсти та імперського минулого.

Росія не стала імперською державою лише завдяки Володимиру Путіну. Імперські уявлення мали значно довшу історію. Однак за його правління їх підпорядкували новій політичній стратегії, в якій міф про російську велич слугував легітимації влади та виправданню претензій до сусідів.

Величезна територія, ядерний арсенал і статус постійного члена Ради Безпеки ООН зміцнювали переконання, що Росія заслуговує на особливе ставлення. Її прагнення мати привілейовану зону впливу часто визнавали елементом геополітичної реальності, з яким треба рахуватися, замість того щоб бачити в них загрозу суверенітету інших держав.

Таким чином Росія отримувала не лише матеріальні вигоди. Вона здобувала також щось важче вимірюване, але не менш важливе: підтвердження, що її винятковість приймають, а її претензії можуть бути предметом переговорів, які ведуться понад головами держав, яких це стосується.

Дракон не перестає бути драконом лише тому, що укладає вигідні контракти.

Годування дракона і політичні ілюзії

W historii o smoku, którego właściciele najpierw uznają za pożytecznego, a później odkrywają, że nie potrafią go już kontrolować, najważniejszy jest moment, w którym troskę myli się z bezpieczeństwem. Smoka karmiono, aby był posłuszny, uspokajano, aby się nie buntował, i przekonywano samych siebie, że przyzwyczajenie do wygody uczyni go łagodnym. On jednak odczytywał te działania inaczej: jako dowód własnej siły i cudzej słabości.

Ta metafora dobrze opisuje niektóre mechanizmy zachodniej polityki wobec Rosji. Nie oznacza, że Zachód stworzył rosyjski imperializm ani że wszystkie decyzje podejmowane po 1991 roku były błędne. Pokazuje raczej, jak polityczny pragmatyzm może stracić kontakt z rzeczywistością, jeśli jego podstawowym celem staje się podtrzymywanie relacji za wszelką cenę.

Szczególnie wyraźnie widać to w polityce energetycznej. Projekt Nord Stream 2 stał się symbolem przekonania, że bezpośrednie połączenie gazowe między Rosją a Niemcami wzmocni współzależność gospodarczą, a tym samym zmniejszy ryzyko konfliktu. Krytycy wskazywali jednak, że pogłębianie zależności od jednego dostawcy może stać się narzędziem nacisku politycznego i osłabić pozycję Ukrainy.

W 2021 roku Rosja odpowiadała za ponad 45 procent gazu importowanego przez Unię Europejską. Takiej zależności nie stworzył jeden projekt ani jedna decyzja. Była ona rezultatem wieloletniej polityki, w której ekonomiczną racjonalność zbyt często oddzielano od szerszego rozumienia bezpieczeństwa.

W listopadzie 2021 roku niemiecki regulator wstrzymał proces certyfikacji Nord Stream 2 z powodu niezgodności struktury organizacyjnej operatora z wymogami prawa. W lutym 2022 roku niemiecki rząd zawiesił proces certyfikacji po uznaniu przez Rosję kontrolowanych przez nią separatystycznych struktur we wschodniej Ukrainie.

Dopiero pełnoskalowa inwazja sprawiła, że europejska zależność energetyczna stała się dla wielu decydentów nie tylko problemem gospodarczym, lecz także bezpośrednim wyzwaniem strategicznym. Unia Europejska rozpoczęła intensywne ograniczanie importu rosyjskich surowców, a wcześniejsze założenia dotyczące współpracy z Moskwą zaczęły ustępować miejsca polityce bezpieczeństwa.

Pozostaje jednak pytanie: dlaczego ryzyko, przed którym ostrzegano przez lata, zostało potraktowane z należytą powagą dopiero wtedy, gdy wojna uczyniła je niemożliwym do zignorowania?

Podobny mechanizm można opisać za pomocą innej literackiej metafory: Frankensteina i stworzenia, które wymyka się spod kontroli swego twórcy. Nie chodzi o utożsamienie Rosji z potworem ani o przypisanie Zachodowi odpowiedzialności za rosyjskie zbrodnie. Chodzi o konsekwencje politycznych decyzji, które wzmacniają niebezpieczne tendencje, choć ich autorzy nie zamierzają doprowadzić do katastrofy.

Niekiedy zagrożenie nie powstaje w wyniku jednego wielkiego błędu. Rodzi się z wielu pozornie racjonalnych wyborów, z których każdy można osobno uzasadnić. Dopiero razem tworzą układ, w którym agresywna polityka zyskuje coraz więcej przestrzeni, a jej powstrzymanie staje się coraz trudniejsze.

Kiedy zrozumienie staje się usprawiedliwieniem

W niemieckim dyskursie politycznym funkcjonuje określenie Putinversteher, oznaczające osobę, która rozumie Putina, niekiedy również taką, która jego działania tłumaczy lub usprawiedliwia. Samo rozumienie przeciwnika nie jest oczywiście błędem. Bez analizy jego motywacji, ideologii i sposobu postrzegania świata nie sposób przewidywać jego działań.

Problem zaczyna się wtedy, gdy wyjaśnienie stopniowo przechodzi w usprawiedliwienie, a analiza przyczyn agresji odsuwa na dalszy plan odpowiedzialność za jej skutki.

W zachodniej debacie wielokrotnie powracała argumentacja oparta na konstrukcji „tak, ale”. Tak, Rosja naruszyła prawo międzynarodowe, ale Zachód nie uwzględnił jej interesów. Tak, Ukraina jest suwerennym państwem, ale Moskwa ma własną wizję bezpieczeństwa. Tak, aneksja Krymu była nielegalna, ale trzeba zrozumieć historyczne uwarunkowania rosyjskiej polityki.

Taka argumentacja może sprawiać wrażenie intelektualnej równowagi. W rzeczywistości bywa sposobem przenoszenia uwagi z decyzji agresora na okoliczności, które rzekomo zmusiły go do działania.

Tymczasem obawy geopolityczne nie dają państwu prawa do napaści na sąsiada, aneksji jego terytorium ani kwestionowania jego podmiotowości. Bezpieczeństwo jednego państwa nie może być budowane na odebraniu innemu prawa do samodzielnego określania własnej przyszłości.

Przypadek byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schrödera, który po zakończeniu kariery politycznej zachował bliskie związki z rosyjskimi koncernami energetycznymi, stał się symbolem szerszej dyskusji o granicach między interesem gospodarczym a odpowiedzialnością polityczną. Nie chodzi wyłącznie o jednego polityka, lecz o model myślenia, w którym relacje ekonomiczne z Rosją zbyt długo traktowano jako wartość samą w sobie.

Zachodnia pomyłka nie polegała na tym, że próbowano zrozumieć Rosję. Polegała na tym, że niekiedy łatwiej było wyjaśniać jej zachowanie, niż wyciągać konsekwencje z tego, co owo zachowanie oznaczało dla bezpieczeństwa innych państw.

Dyplomacja, która nie potrafi wyznaczyć granicy między kompromisem a przyzwoleniem, może niepostrzeżenie stać się narzędziem przystosowywania się do agresji.

Od Gruzji do Ukrainy: kolejne próby granic

Wojna nie zaczęła się w lutym 2022 roku. Pełnoskalowa inwazja była kolejnym etapem procesu, którego wcześniejsze sygnały można było dostrzec znacznie wcześniej.

W 2008 roku Rosja użyła siły militarnej przeciwko Gruzji, a następnie uznała niepodległość Abchazji i Osetii Południowej, regionów pozostających poza kontrolą gruzińskich władz. Był to sygnał, że Moskwa jest gotowa wykorzystywać siłę do wpływania na polityczny kurs sąsiednich państw.

W tym samym roku podczas szczytu NATO w Bukareszcie ogłoszono, że Ukraina i Gruzja zostaną członkami Sojuszu. Nie określono jednak konkretnego harmonogramu ich przystąpienia ani nie zapewniono im ochrony, która mogłaby skutecznie zabezpieczyć je przed rosyjską presją.

W 2014 roku Rosja zajęła Krym i bezprawnie go anektowała. Na wschodzie Ukrainy rozpoczęła się wojna, która pochłonęła tysiące ofiar i na wiele lat zmieniła życie milionów ludzi. Zachód wprowadził sankcje, ale nie zdołał powstrzymać dalszej eskalacji. Znaczna część powiązań gospodarczych przetrwała, a dyplomatyczne próby stabilizacji konfliktu nie przyniosły trwałego pokoju.

Lata 2014–2022 nie były dla Ukrainy okresem pokoju w pełnym znaczeniu tego słowa. Był to czas wojny, strat, presji politycznej i nieustannego zagrożenia. Jednocześnie w części europejskich stolic utrzymywała się nadzieja, że konflikt da się zamrozić, a relacje z Moskwą stopniowo odbudować bez zasadniczej zmiany dotychczasowej polityki.

Nie sposób dowieść, że inna reakcja na wydarzenia z 2008 lub 2014 roku z pewnością zapobiegłaby późniejszej inwazji. Historia nie daje możliwości sprawdzenia alternatywnych scenariuszy. Można jednak stwierdzić, że działania podjęte po 2014 roku nie wystarczyły, by powstrzymać Rosję przed rozpoczęciem znacznie większej wojny.

Za każdym razem Kreml sprawdzał granice tego, co może zrobić bez poniesienia kosztów uznanych za nieakceptowalne. Za każdym razem społeczność międzynarodowa musiała decydować, czy jej zasady pozostaną deklaracjami, czy też zostaną przełożone na konsekwentne działanie.

Właśnie w tej sekwencji wydarzeń tkwi jeden z najważniejszych problemów europejskiej polityki bezpieczeństwa: nie każde ustępstwo prowadzi do kolejnego aktu agresji, ale brak skutecznego odstraszania może utwierdzać agresora w przekonaniu, że ryzyko dalszej eskalacji jest do zaakceptowania.

Ukraina jako problem rosyjskiej wyobraźni imperialnej

W lipcu 2021 roku Władimir Putin opublikował tekst poświęcony historycznej jedności Rosjan i Ukraińców. Przedstawił w nim historię obu narodów w sposób podporządkowany wizji ich cywilizacyjnej wspólnoty, a samodzielność ukraińskiego rozwoju politycznego w istotnym stopniu zakwestionował.

Nie był to wyłącznie spór o interpretację przeszłości. Tekst ujawniał sposób myślenia, w którym suwerenność Ukrainy nie była traktowana jako bezdyskusyjny fakt polityczny, lecz jako problem wymagający rozstrzygnięcia zgodnie z rosyjskimi wyobrażeniami historycznymi.

To właśnie tutaj mit przestaje być tylko opowieścią o przeszłości. Staje się programem działania.

Jeśli bowiem uznaje się, że sąsiedni naród w istocie nie ma odrębnej historii politycznej, a jego państwowość jest przypadkowa lub sztuczna, łatwiej zakwestionować również jego prawo do samodzielnego wyboru sojuszy, modelu ustrojowego i kierunku rozwoju. W takim ujęciu niezależność Ukrainy staje się dla Kremla nie tyle rzeczywistością, którą należy respektować, ile przeszkodą na drodze do odbudowy imperialnej strefy wpływów.

W lutym 2022 roku ta logika przybrała postać pełnoskalowej inwazji. Rosja próbowała narzucić Ukrainie własną wizję jej historii, państwowości i przyszłości za pomocą siły militarnej.

Zachód odpowiedział szeroką pomocą wojskową, finansową i humanitarną, kolejnymi sankcjami oraz zmianą podejścia do bezpieczeństwa europejskiego. Byłoby niesprawiedliwe sprowadzać całą zachodnią politykę do obojętności. Wiele państw podjęło realne i kosztowne działania na rzecz Ukrainy.

Nie zmienia to jednak pytania o wcześniejsze błędy. Czy bardziej konsekwentna reakcja na wydarzenia w Gruzji i na Krymie, mniejsza zależność energetyczna od Rosji oraz skuteczniejsze odstraszanie mogły wpłynąć na kalkulacje Kremla? Nie znamy odpowiedzi. Wiemy natomiast, że wcześniejszy model relacji nie zapobiegł wojnie.

Imperialny mit jest niebezpieczny nie tylko dlatego, że fałszuje przeszłość. Staje się szczególnie destrukcyjny wtedy, gdy służy odebraniu innym narodom prawa do samodzielnego istnienia.

Europa pamięta, ale czy wyciąga wnioski?

Dwie wojny światowe pozostawiły Europie doświadczenie, które miało stanowić ostrzeżenie przed nacjonalizmem, ekspansjonizmem i polityką usprawiedliwiania przemocy. Historia XX wieku pokazała, jak niebezpieczne mogą być ustępstwa wobec państwa, które konsekwentnie rozszerza swoje roszczenia, oraz jak wysoką cenę płaci się za zbyt późne rozpoznanie zagrożenia.

Nie oznacza to, że współczesną Rosję należy bez zastrzeżeń utożsamiać z nazistowskimi Niemcami, a dzisiejszą Europę z okresem międzywojennym. Historyczne analogie wymagają ostrożności. Różne są ustroje, okoliczności i międzynarodowe uwarunkowania. Można jednak porównywać mechanizmy polityczne: lekceważenie rewizjonistycznych ambicji, wiarę w możliwość trwałego porozumienia bez skutecznego odstraszania, stopniową akceptację roszczeń agresora i niechęć do uznania zagrożenia, dopóki nie stanie się bezpośrednie.

Pamięć historyczna nie działa automatycznie. Można znać historię Hitlera, Holokaustu i drugiej wojny światowej, a mimo to nie rozpoznawać współczesnych form autorytarnej propagandy i imperialnej polityki. Można uczestniczyć w uroczystościach upamiętniających ofiary dawnych katastrof, a jednocześnie przyzwyczajać się do tego, że silniejsze państwo rości sobie prawo do decydowania o terytorium i przyszłości słabszego sąsiada.

Problem nie zawsze polega na braku wiedzy. Czasem polega na niechęci do zastosowania tej wiedzy w praktyce politycznej.

Historia nie jest instrukcją, która pozwala dokładnie przewidzieć przyszłość. Jest jednak źródłem ostrzeżeń. Nie zwalnia nas z myślenia, lecz odbiera wygodną wymówkę, że nie mogliśmy dostrzec żadnych sygnałów.

Wojna jako kolejna wiadomość

Wróćmy do Dniepru. Piętnaście osób nie żyje. Pięć zostało rannych. Te liczby mają znaczenie, ale nie opowiadają całej historii. Nie pokazują strachu, który pozostaje po ataku, rodzinnych rozmów prowadzonych w niepewności ani zwykłych czynności, które nagle stają się próbą odwagi.

Dla mieszkańców Ukrainy wojna nie jest metaforą ani przedmiotem debaty o skuteczności europejskiej dyplomacji. Jest doświadczeniem codziennym. Dla części europejskich odbiorców staje się natomiast wydarzeniem, które można śledzić lub pominąć, zależnie od zainteresowania i bieżącego natłoku informacji.

Właśnie dlatego przyzwyczajenie do wojny jest tak niebezpieczne. Może prowadzić do sytuacji, w której opinia publiczna przestaje domagać się konsekwentnych działań, politycy zaczynają traktować przedłużający się konflikt jako nieunikniony, a solidarność zmienia się w rytuał powtarzany przy kolejnych rocznicach i tragediach.

Nie oczekujmy, że świat każdego dnia będzie przeżywał wojnę tak, jakby zaczęła się wczoraj. Nie jest to ani możliwe, ani konieczne. Oczekujmy jednak, że nie pomyli zmęczenia informacyjnego z przyzwoleniem, a przyzwyczajenia z normalnością.

Solidarność nie polega na nieustannym deklarowaniu emocji. Polega na zdolności do podtrzymywania działania także wtedy, gdy uwaga słabnie, a nagłówki przestają poruszać. Oznacza realne wsparcie Ukrainy, odpowiedzialność polityczną, rzetelność medialną i zrozumienie, że bezpieczeństwo Ukrainy nie jest problemem odległym od bezpieczeństwa Europy.

Nie chodzi również o przypisywanie zbiorowej winy społeczeństwom Zachodu. Odpowiedzialność za rozpoczęcie i prowadzenie wojny spoczywa na rosyjskim kierownictwie. Jednak analiza politycznych błędów, które poprzedziły inwazję, pozostaje konieczna, jeśli chcemy ograniczyć ryzyko powtórzenia podobnego scenariusza.

Rosyjski imperializm nie powstał dlatego, że Zachód handlował z Rosją. Nie każda próba dialogu była błędem, a nie każdy kompromis oznaczał słabość. Problem polegał na tym, że część zachodnich elit zbyt długo wierzyła, iż współzależność gospodarcza sama w sobie powstrzyma ambicje polityczne, a dążenie do stabilności może zastąpić konsekwentne reagowanie na agresję.

Nie stworzyły one rosyjskiego imperializmu, ale ich decyzje mogły pomóc mu zachować przestrzeń do rozwoju. Tak jak kolejne ustępstwa nie muszą automatycznie prowadzić do wojny, tak samo deklaracje pokoju nie gwarantują bezpieczeństwa, jeśli nie towarzyszą im wiarygodne granice i gotowość do obrony podstawowych zasad.

Smoki nie stają się bezpieczne dlatego, że karmi się je w dobrych intencjach. A polityczne złudzenia nie stają się mądrością tylko dlatego, że nazywa się je pragmatyzmem.

Najwyższą ceną niedalekowzroczności nie jest utracony zysk ani nieudany scenariusz dyplomatyczny. Jest nią ludzkie życie, które trzeba oddawać, gdy zagrożenie, którego nie chciano dostrzec, w końcu wymyka się spod kontroli.

Dlatego nie wystarczy pytać, ile jeszcze takich wiadomości zobaczymy. Trzeba pytać, co zrobimy, aby nie stały się one nieodłączną częścią europejskiej codzienności.

Nie chciałem pisać tego tekstu. Ale kiedy śmierć niewinnych ludzi staje się kolejną informacją, a wojna czymś, do czego można się przyzwyczaić, milczenie nie jest już neutralne.

To zmusza do myślenia. I do mówienia. Ale myślenie bez działania pozostaje bezsilne, a słowa bez konsekwencji stają się kolejnym rytuałem. Pytanie nie brzmi już, czy świat rozumie, co dzieje się w Ukrainie. Pytanie brzmi, czy jest gotów wyciągnąć z tego zrozumienia konsekwencje.

Обговорення

Що ви думаєте про цей матеріал?

0 Коментарі

Долучайтеся до розмови. Коментарі мають стосуватися теми публікації.

Коментарів ще немає. Ви можете розпочати обговорення.

Написати коментар

Залишити відповідь

Ваша e-mail адреса не оприлюднюватиметься. Обов’язкові поля позначені *

Пошук на порталі