Iran grozi Ukrainie po ataku na Morzu Kaspijskim. Czy dojdzie do odwetu?

Obraz ilustracyjny, fot. Getty Images

W nocy z piątku na sobotę, 25 lipca, na Morzu Kaspijskim doszło do incydentu, który w ciągu kilku dni zdążył wywołać kryzys dyplomatyczny na linii Kijów–Teheran. Ukraińskie drony uderzyły w rosyjski kuter rakietowy oraz dwa statki towarowe podejrzewane o przewożenie irańskiego ładunku wojskowego do Rosji. Teheran twierdzi, że zaatakowana jednostka była cywilna i że w wyniku ataku zginął marynarz. Kijów odpowiada, że cel był jak najbardziej wojskowy.

Co się właściwie stało

Wesprzyj Nowiny Wschodnie
Pomóż nam rozwijać niezależne polsko-ukraińskie medium.
Wspólnie zebraliśmy
63 zł
Cel
5 000 zł
Każde wsparcie pomaga nam tworzyć rzetelne informacje i rozwijać portal.
Postaw kawę za:

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy poinformowała, że jej drony trafiły w rosyjski kuter rakietowy projektu 12418 „Mołnia” oraz dwa statki towarowe objęte międzynarodowymi sankcjami. Prezydent Wołodymyr Zełeński potwierdził operację na Telegramie, pisząc o „bardzo dobrych rezultatach” dalekosiężnych uderzeń w akwenie Morza Kaspijskiego.

Choć strona ukraińska nie podała od razu nazw statków, według doniesień chodziło o Port Olya 2 i Begej. Obie jednostki są rosyjskie i obie objęte sankcjami nałożonymi w związku z wojną przeciwko Ukrainie. Port Olya 2 miał już wcześniej być wykorzystywany do transportu ładunków wojskowych z Iranu. Begej z kolei, jak twierdzi Kijów, przewoził amunicję, pociski artyleryjskie, kamizelki kuloodporne i hełmy, a jego załoga podczas rejsów między portami rosyjskimi i irańskimi wyłączała system AIS, żeby ukryć przemieszczanie się jednostki.

Ambasador Ukrainy w Izraelu Jewhen Korniejczuk poszedł w wypowiedzi dla izraelskiej telewizji N12 o krok dalej. Powiedział, że na pokładzie zaatakowanego statku były komponenty do dronów i rakiet przeznaczone dla Rosji, wbrew temu, co utrzymuje Teheran o cywilnym ładunku. Dodał, że to zresztą kolejny, a raczej niejedyny jeszcze taki cel, jaki Ukraina zamierza atakować. Ukraina i Izrael, jak to ujął, walczą z tym samym wrogiem, tylko z różnych stron jednej „osi zła”.

Iran grozi, ale możliwości ma ograniczone

Reakcja Teheranu przyszła szybko i była ostra. Minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Araghczi napisał na X, że Zełeński zaatakował irańską jednostkę handlową, zabijając marynarza, i oskarżył ukraińskiego prezydenta o działanie na polecenie Izraela, mające wciągnąć Europę w wojnę. Do irańskiego MSZ wezwano najwyższego rangą ukraińskiego dyplomatę w Teheranie, a samo zdarzenie określono tam jako wrogi i przestępczy atak.

Szef irańskiej komisji bezpieczeństwa narodowego w parlamencie, Ebrahim Azizi, ostrzegł, że Iran nie zostawi bez odpowiedzi działań wymierzonych w jego interesy, a Ukraina „niedługo się o tym przekona”. Były irański deputowany Nezameddin Musawi ujął to jeszcze bardziej dosadnie, mówiąc, że na kaspijskie „fajerwerki” odpowiedź powinna paść nad Morzem Czarnym.

Tyle że eksperci, z którymi rozmawiało Radio Swoboda, są raczej zgodni co do jednego: Iran grozi głośniej, niż faktycznie może uderzyć. Saeid Golkar z University of Tennessee w Chattanooga, znawca irańskich sił zbrojnych, ocenił, że Teheran ma bardzo ograniczone możliwości pokazania siły militarnej wobec Ukrainy. Jego zdaniem bardziej prawdopodobne są działania pośrednie: cyberataki, operacje wywiadowcze, wsparcie dla rosyjskich uderzeń albo ataki na irańskie interesy za granicą, a nie klasyczna operacja wojskowa.

Podobnie widzi to Nate Swanson z Atlantic Council, wcześniej odpowiedzialny za kierunek irański w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego USA. Jak zauważył, retoryka Iranu wobec Ukrainy brzmi dużo groźniej niż jego realny potencjał, a symboliczna odpowiedź jest bardziej prawdopodobna niż otwarcie nowego frontu. Ani Kijowowi, ani Teheranowi raczej na tym nie zależy.

Dyrektor ukraińskiego Centrum Bliskowschodnich Studiów Ihor Semywołos poszedł jeszcze dalej w swojej analizie. Według niego Iran po prostu nie ma narzędzi do bezpośredniej odpowiedzi militarnej. Nie ma wspólnej granicy z Ukrainą, a jego potencjał operacyjny jest skoncentrowany na konflikcie z USA i Izraelem w rejonie Zatoki Perskiej i Morza Czerwonego. Bardziej realny scenariusz to według niego eskalacja retoryczna bez konkretnego działania, ewentualnie odpowiedź asymetryczna przez proxy albo przez Rosję, w tym cyberataki. Semywołos zwraca przy tym uwagę, że Iran dysponuje rozbudowaną siecią grup haktywistycznych i państwowych aktorów cybernetycznych (mówi się o ponad 60 takich grupach), zdolnych uderzać w infrastrukturę przemysłową: sieci energetyczne, oczyszczalnie wody, elewatory.

Kijów szuka deeskalacji, ale nie wycofuje się z oceny

We wtorek, 28 lipca, pełniący obowiązki szefa ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha zadzwonił do Araghcziego. Jak sam napisał na X, rozmowa była szczera, a jej głównym celem było uniknięcie zbędnej eskalacji. Sybiha podkreślił, że wszystkie działania Ukrainy służą wyłącznie obronie państwa przed rosyjską agresją i nigdy nie były wymierzone w cywilne statki czy ludność cywilną. Zaapelował też do Iranu o powstrzymanie się od kroków prowadzących do eskalacji oraz o zaprzestanie wspierania rosyjskiej wojny.

To nie zmienia jednak stanowiska Kijowa co do samej natury celu. Zełeński w rozmowie z brytyjską stacją Sky News przypomniał, że Iran już na początku pełnoskalowej inwazji przekazał Rosji drony Shahed, a teraz planuje dostarczyć jej także pociski balistyczne. Prezydent Ukrainy poszedł jeszcze dalej, twierdząc, że Rosja pomaga Iranowi w atakach na amerykańskie obiekty wojskowe na Bliskim Wschodzie i w krajach Zatoki, przekazując Teheranowi zdjęcia satelitarne wykorzystywane m.in. do oceny skuteczności irańskich uderzeń. Według niego 19 i 20 lipca w polu zainteresowania rosyjskich satelitów znalazły się cztery bazy lotnicze: dwie w Bahrajnie oraz po jednej w Jordanii i Kuwejcie.

Waszyngton patrzy na to nieco inaczej. Prezydent Donald Trump oświadczył, że przywódcy Chin i Rosji zapewnili go, iż nie będą dostarczać broni Iranowi, dodając jednak, że taki krok byłby dla nich „bardzo zły” i sprzeczny z ich interesami. Oceny obu prezydentów wyraźnie się rozjeżdżają, i to tuż przed spotkaniem Zełeńskiego z Trumpem w Białym Domu, zaplanowanym na 28 lipca.

Dlaczego to nie jest pierwszy taki przypadek

Warto pamiętać, że ataki sprzed weekendu nie były pierwszymi ukraińskimi uderzeniami w cele na Morzu Kaspijskim. Rosyjska Flotylla Kaspijska, licząca 28 jednostek i stacjonująca koło Machaczkały, jakieś 1300 kilometrów od terenów kontrolowanych przez Ukrainę, sama wcześniej odpalała stamtąd rakiety w kierunku celów ukraińskich. Ekspert Hudson Institute Luke Coffey zwraca uwagę, że Ukraina zaatakowała już co najmniej 12 rosyjskich okrętów bojowych w trakcie pełnoskalowej wojny, choć skala zniszczeń w wielu przypadkach pozostaje niejasna.

Ciekawy jest też kontekst izraelski. 18 marca, około trzech tygodni po rozpoczęciu amerykańsko-izraelskiej kampanii przeciwko Iranowi, izraelskie samoloty miały uderzyć w port Bandar-Enzeli na północy kraju, atakując jednostki irańskiej marynarki wojennej. Część ekspertów, w tym Golkar, nie wyklucza, że w operacji z ostatniego weekendu ukraińskie siły mogły korzystać z izraelskiego wywiadu. Izrael dysponuje przecież rozbudowanymi możliwościami rozpoznania wobec Iranu, a Ukraina ma interes w zakłócaniu współpracy wojskowej między Teheranem a Moskwą. Żadna ze stron oficjalnie tego jednak nie potwierdziła.

Co dalej?

Nicole Grajewski z paryskiego Sciences Po zwraca uwagę na coś, co łatwo umknąć w gorączce komunikatów: Waszyngton z jakiegoś powodu bardzo nie chce pokazywać, że Rosjanie biorą udział w wojnie z Iranem, a ukraińskie próby łączenia obu konfliktów mogą tę sprawę tylko komplikować. Im mocniej te dwie wojny się splatają, tym trudniej będzie uzasadniać niektóre decyzje dotyczące Ukrainy powiązane jednocześnie z Iranem, i to działa, jak zauważa Golkar, w obie strony. Zakłócanie współpracy wojskowej Iranu z Rosją leży w szerokim interesie USA, ale jednocześnie zmusza Waszyngton do żonglowania relacjami z Ukrainą, Izraelem, partnerami znad Zatoki i samym Iranem, i to bez ryzyka szerszej eskalacji regionalnej.

Na razie najbardziej prawdopodobny scenariusz to według ukraińskich i zachodnich analityków eskalacja słowna bez realnego działania zbrojnego ze strony Iranu. Ale to niekoniecznie oznacza spokój. Cyberatak czy uderzenie w infrastrukturę krytyczną wcale nie muszą wyglądać spektakularnie, żeby zrobić realną szkodę.

Źródła: oficjalny profil Służby Bezpieczeństwa Ukrainy na Facebook / oficjalny profil Wołodymyra Zełeńskiego na Telegram / oficjalny profil Ihora Semywołosa na Facebooku / oficjalny profil Abbasa Araghcziego na X / oficjalny profil Andrija Sybihy na X / radiosvoboda.org / nv.ua / pap.pl / rbc.ua / news.sky.com

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *