
19 września 2026 roku w Jaworznie, na terenie dawnego Centralnego Obozu Pracy, przez który przeszły tysiące Ukraińców, odbyły się coroczne uroczystości upamiętniające ofiary powojennych represji komunistycznych. Wydarzenie, które co roku gromadzi niewielkie grono ludzi, którym ta pamięć wciąż nie jest obojętna. Aby zrozumieć, dlaczego akurat to miejsce ma znaczenie, trzeba cofnąć się o osiemdziesiąt lat — do baraku dawnego niemieckiego obozu koncentracyjnego, który po wojnie doczekał się nowych strażników.
Jak hitlerowski obóz stał się obozem Stalina — i co mają z tym wspólnego Ukraińcy
5 000 zł
Jaworzno to nie przypadkowy punkt na mapie. 15 czerwca 1943 roku Niemcy otworzyli tu podobóz KL Auschwitz „Neu-Dachs”, w którym więźniowie pracowali przymusowo w kopalniach węgla na rzecz koncernu Energieversorgung Oberschlesien. 17 stycznia 1945 roku, w obliczu zbliżającego się frontu, Niemcy wyprowadzili zdolnych do marszu więźniów pieszo do obozu Gross-Rosen — a już 6 kwietnia 1945 roku, na mocy okólnika nr 42 Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, nowa, komunistyczna władza formalnie powołała w tym samym miejscu Centralny Obóz Pracy. Baraki, w których wcześniej ginęli więźniowie hitlerowskiego obozu, zaczęły służyć kolejnemu reżimowi.
Punktem zwrotnym była śmierć gen. Karola Świerczewskiego, zastrzelonego 28 marca 1947 roku w zasadzce UPA pod Jabłonkami koło Baligrodu. Miesiąc później, 28 kwietnia 1947 roku, ruszyła operacja „Wisła” — przymusowe przesiedlenie ludności ukraińskiej z południowo-wschodniej Polski na Ziemie Odzyskane. Jeszcze przed jej rozpoczęciem, 23 kwietnia 1947 roku, zapadła decyzja o kierowaniu do Jaworzna osób narodowości ukraińskiej i Łemków podejrzanych o współpracę z UPA. Pierwsi więźniowie trafili do obozu na początku maja 1947 roku — mniej więcej tydzień po starcie akcji „Wisła”.
Dla osadzonych Ukraińców i Łemków wydzielono w obozie osobny sektor, odgrodzony drutem kolczastym od reszty więźniów. Łącznie przez ten sektor przeszło 3821 osób — w tym 819 kobiet, z których około 80 było w ciąży, kilkanaścioro dzieci, a także 22 księży katolickich i 5 duchownych prawosławnych, jak wynika z ustaleń przywołanych przez mojejaworzno.pl. Większość z nich zwolniono do końca 1948 roku, a sam sektor ukraiński formalnie zamknięto 8 stycznia 1949 roku. Sam obóz działał dalej — najpierw jako miejsce odosobnienia, potem jako więzienie dla młodocianych — aż do oficjalnego zamknięcia w 1956 roku.
Liczba ofiar całego powojennego Centralnego Obozu Pracy, obejmująca wszystkie narodowości przetrzymywane tam w latach 1945–1956, przekracza sześć tysięcy osób — to liczba osobna od ofiar niemieckiego „Neu-Dachs” z lat 1943–1945. Znamienne jest też to, co działo się już po 1989 roku: prokuratura IPN dwukrotnie umarzała śledztwo w sprawie zbrodni popełnionych na ukraińskiej ludności cywilnej w obozie, uzasadniając to stwierdzeniem, że „czynów nie popełniono” — nikomu z około osiemdziesięciu śledczych ówczesnego Urzędu Bezpieczeństwa odpowiedzialnych za ten sektor nie postawiono zarzutów, jak podaje Wikipedia.
Co wydarzyło się wczoraj
19 września, tak jak co roku, w lesie między jaworznickimi osiedlami Osiedle Stałe a Podłęże, gdzie znajduje się miejsce pochówku więźniów dawnego obozu, odbyła się uroczystość upamiętniająca. W imieniu ukraińskiej placówki dyplomatycznej wzięli w niej udział drugi sekretarz Ambasady Ukrainy w Rzeczypospolitej Polskiej Wasyl Melnyczuk oraz konsul Konsulatu Generalnego Ukrainy w Krakowie Witalij Serenko. Melnyczuk, w imieniu ambasadora Ukrainy Wasyla Bodnara, zwrócił się do zgromadzonych i odczytał jego list.

„Historia polsko-ukraińska ma wiele trudnych i tragicznych kart. Nie mogą one ani zostać zapomniane, ani być wykorzystywane do przekazywania kolejnym pokoleniom wzajemnej nieufności. Naszą odpowiedzialnością jest mówić o przeszłości uczciwie i godnie, słuchać wzajemnie swojego bólu oraz szukać w pamięci historycznej nie powodów do nowej wrogości, lecz drogi do wzajemnego zrozumienia i pojednania” — z listu ambasadora Ukrainy w Polsce Wasyla Bodnara, odczytanego podczas uroczystości w Jaworznie.
To nie jednorazowa akcja, lecz część corocznego rytuału — podobne uroczystości w Jaworznie organizowane są od początku lat 2000., a krąg uczestników — głównie potomkowie więźniów, przedstawiciele ukraińskiej społeczności Śląska oraz lokalnych władz — pozostaje z roku na rok podobny, podczas gdy zainteresowanie mediów tą datą raczej słabnie niż rośnie.
Czy po stronie ukraińskiej istniało coś podobnego?
To pytanie nasuwa się naturalnie każdemu polskiemu czytelnikowi — i odpowiedź na nie istnieje, choć dotyczy nieco innego mechanizmu represji. Władza sowiecka nie tworzyła dla własnych obywateli osobnych „sektorów ukraińskich” wydzielonych na zasadzie etnicznej, tak jak robiła to polska administracja komunistyczna w Jaworznie. Zamiast tego zbudowała system podejrzeń oparty na zasadniczo innym kryterium — samym kontakcie z „obcym” światem.
Miliony Ukraińców, którzy przeszli przez niemiecką niewolę, przymusową pracę w Trzeciej Rzeszy jako tzw. ostarbeiterzy albo po prostu znaleźli się na terenach okupowanych, po 1944–1945 roku trafiały nie do domu, lecz do sowieckich obozów weryfikacyjno-filtracyjnych NKWD. Tam byli przesłuchiwani i rejestrowani — z odciskiem palca na tzw. „sprawie filtracyjnej” — i musieli w praktyce udowadniać swoją „niewinność” wobec zarzutu współpracy z wrogiem. Kto nie przeszedł tej weryfikacji, trafiał dalej — już do systemu Gułagu. Tylko na początku 1945 roku przez obozy filtracyjne przeszło nawet trzy miliony byłych jeńców wojennych — więcej, niż liczyli wówczas wszyscy więźniowie Gułagu razem wzięci.
Logika obu systemów była w istocie lustrzana: zarówno Warszawa, jak i Moskwa powojennych lat traktowały ludzi, którzy po prostu znaleźli się „po niewłaściwej stronie” linii frontu czy podziału etnicznego, jako z góry podejrzanych — a obóz w obu przypadkach stawał się narzędziem nie kary za konkretną winę, lecz prewencyjnej presji na całą grupę. Różnica polega na tym, że Polska od dziesięcioleci oficjalnie uznaje Jaworzno za część własnej, choć niewygodnej, historii — podczas gdy sowieckie obozy filtracyjne w Ukrainie wciąż pozostają tematem głównie akademickim, a nie przedmiotem publicznej pamięci.
Właśnie w tym tkwi sens wczorajszej uroczystości. Jaworzno nie oferuje wygodnej odpowiedzi na pytanie, kto miał rację. Oferuje uznanie, że oba narody w różnych momentach XX wieku znajdowały się po tej samej stronie drutu kolczastego — a milczenie o tym nie czyni przeszłości lżejszą, tylko przekazuje jej ciężar dalej, w spadku kolejnym pokoleniom.
Źródło: Nowiny Wschodnie / Ambasada Ukrainy w Rzeczypospolitej Polskiej / IPN / Muzeum Auschwitz-Birkenau / dzieje.pl / mojejaworzno.pl / Wikipedia

Historyczka, etnografka oraz specjalistka ds. mediów społecznościowych. Od wielu lat zajmuje się rozwojem kanałów YouTube, wspierając ekspertów i firmy w budowaniu ich obecności w internecie. Prowadziła badania naukowe z zakresu etnopsychologii i etnopedagogiki w Galicji oraz na Północnym Nadczarnomorzu. Jej zainteresowania obejmują historię Ukrainy i Europy, relacje polsko-ukraińskie oraz zagadnienia etnonarodowe i międzykulturowe.
