Morzą głodem 4 km od jedzenia. Po co Rosja organizuje „safari na ludzi”

Oleszki w obwodzie chersońskim z lotu ptaka. Zdjęcie: 34. Samodzielna Brygada Piechoty Morskiej (34 OBrMP) / oprac. Nowiny Wschodnie

W mieście Oleszki w obwodzie chersońskim od 26 maja 2026 roku nie dotarła ani jedna dostawa żywności. Drogi są zaminowane, konwoje z jedzeniem wysadzają się na minach i giną pod atakami dronów, a ludzi, którzy wychodzą po chleb czy wodę dla zwierząt, zabija się wprost na ulicy. Z 24 tysięcy mieszkańców sprzed wojny w mieście zostało 1700–2000 – głównie starsze osoby, które nie mają czym i często nie mają z kim uciekać. A podczas gdy ONZ dokumentuje dziesiątki zabitych cywilów tylko w tym roku, Rosja – jak wskazuje ukraińskie Centrum Oporu Narodowego – jednocześnie prowadzi propagandę oskarżającą o tę katastrofę humanitarną samą Ukrainę.

Mapa obwodu chersońskiego: na czerwono zaznaczono terytoria okupowane przez wojska rosyjskie, na zielono — obszary kontrolowane przez Ukrainę / oprac. Nowiny Wschodnie
Wesprzyj Nowiny Wschodnie
Pomóż nam rozwijać niezależne polsko-ukraińskie medium.
Wspólnie zebraliśmy
342 zł
Cel
5 000 zł
Każde wsparcie pomaga nam tworzyć rzetelne informacje i rozwijać portal.
Postaw kawę za:

Oleszki leżą na lewym brzegu rzeki Konka, naprzeciwko Chersonia – drogą wodną to zaledwie 9 kilometrów, samochodem przez most nad Dnieprem i Konką – 18 kilometrów. To więc nie odległe pogranicze, lecz miasto dosłownie widoczne z ulic stolicy obwodu. Do administracyjnej granicy z okupowanym Krymem jest stąd około 90 kilometrów, przez punkty kontrolne Czaplinka lub Kałanczak. Te kilkadziesiąt kilometrów tłumaczy logikę tego, co dzieje się w Oleszkach: miasto znalazło się zaciśnięte między linią frontu na Dnieprze a głębokim zapleczem okupacji.

Na wschód i południe od miasta rozciągają się Piaski Oleszkowskie – największy obszar piaszczysty w Europie, często nazywany jedyną prawdziwą pustynią na kontynencie, otoczony dziesiątkami tysięcy hektarów sosnowego lasu. Za tymi piaskami, już w sąsiednim rejonie czaplinskim, leży rezerwat biosfery Askania Nowa – najstarszy rezerwat stepowy na świecie, słynący z zachowanego fragmentu dziewiczego stepu, którego nigdy nie zaorano, unikatowego w skali całej Europy. Przed wojną region ten był atrakcją turystyczną: piaski, step, słone jeziora. Dziś ten sam słabo zaludniony, trudno dostępny krajobraz działa przeciwko ludziom – dróg do miasta i tak było niewiele, a wszystkie są dziś zaminowane i znajdują się pod stałą obserwacją rosyjskich dronów.

Oleszki są okupowane od godziny 7 rano 24 lutego 2022 roku, od pierwszej godziny pełnoskalowej inwazji. Dziś to już ponad cztery i pół roku nieprzerwanej okupacji, a 12 września 2026 roku miasto, które w tym roku obchodziło 942. rocznicę założenia (pierwsza wzmianka kronikarska o Oleszkach pochodzi z 1084 roku), przywitało tę datę bez wody, gazu i szpitali. Największym ciosem w tym czasie było wysadzenie tamy Kachowskiej Elektrowni Wodnej 6 czerwca 2023 roku: niskie położenie Oleszek sprawiło, że fala zalała miasto aż po czwarte piętro, a mieszkańcy razem z wolontariuszami przez kolejne dni wyławiali z wody ciała zmarłych. „Przez dwa dni znaleźliśmy i pochowaliśmy około 600–700 osób” – wspominała jedna z mieszkanek miasta w rozmowie z Radiem Swoboda.

Zniszczony most na Dnieprze w obwodzie chersońskim. Fot. Aleksiej Misnikow (@a.misnikov) / Instagram / oprac. Nowiny Wschodnie

Po zalaniu sytuacja w Oleszkach na krótko się ustabilizowała, ale od grudnia 2025 roku, jak mówi szefowa administracji wojskowo-cywilnej miasta Tetiana Hasanenko, do miasta coraz rzadziej udawało się dowozić żywność i leki – najpierw raz na kilka tygodni, potem jeszcze rzadziej. Ostatnia dostawa dotarła 26 maja 2026 roku. Od tego czasu trwa całkowita blokada logistyczna: 1 września kolejny konwój z żywnością wysadził się na minie przy wjeździe do miasta, a w drodze powrotnej został zaatakowany przez drona.

Dlaczego głód w Oleszkach to nie skutek walk, lecz broń?

Formalnie Oleszki nie leżą w strefie aktywnych działań bojowych – linia frontu przebiega przez Dniepr, a miasta nie ostrzeliwuje się codziennie z artylerii. Właśnie dlatego głodu nie można tu tłumaczyć „szkodami ubocznymi” wojny: drogi miną się celowo, konwoje z pomocą wolontariacką niszczy się wybiórczo, a decyzję o dopuszczeniu misji humanitarnych podejmuje wyłącznie administracja okupacyjna. Misja monitorująca ONZ ds. praw człowieka udokumentowała co najmniej 29 zabitych i 54 rannych cywilów tylko w 2026 roku w dwóch miejscowościach obwodu chersońskiego – głównie w wyniku ataków dronów FPV na ludzi, którzy próbowali po prostu kupić chleb albo dojść do sąsiada.

Amerykańska dziennikarka Zarina Zabriskie, która od 2023 roku dokumentuje sytuację z Chersonia, nazwała tę taktykę wprost „safari na ludzi” – systematycznym polowaniem operatorów dronów na cywilów, niezależnie od tego, po co wyszli z domu. Jak mówi, wiodące międzynarodowe media, do których się zwracała, konsekwentnie odmawiały publikacji materiałów na ten temat, tłumacząc to tym, że „śmierć głodowa tysięcy cywilów nie wzbudza zainteresowania”.

Po co to się robi? Z wypowiedzi samych uczestników wydarzeń wyłaniają się cztery motywy, które nie wykluczają się, lecz wzajemnie wzmacniają:

Pierwszy to żywa tarcza i przetarg. „Oni po prostu wykorzystują ludzi jako żywą tarczę. Myślę, że nikt nie zamierza dać im możliwości wyjazdu” – tłumaczy Hasanenko. Dopóki w mieście pozostają cywile, każda ukraińska operacja na tym kierunku jest politycznie i humanitarnie droższa.

Drugi to rewanż propagandowy. Szef okupacyjnej administracji regionu Wołodymyr Sałdo pod koniec maja zaprzeczał istnieniu kryzysu, nazywając doniesienia o nim „hipokryzją” i obwiniał o trudne warunki ukraińskich wojskowych. Już 20 czerwca przedstawiciel MSZ Rosji Rodion Mirosznik przyznał przed propagandystami TASS, że katastrofa jednak istnieje, ale winę i tak zrzucił na Ukrainę i Zachód.

Trzeci to presja na negocjacje. Lubinec mówił, że już w lutym zwracał się do międzynarodowych mediatorów, a w marcu oficjalnie do Czerwonego Krzyża, który potwierdził gotowość technicznego wsparcia. Jedynym brakującym warunkiem jest zgoda Rosji na choćby jednodniowy rozejm. Ten warunek do dziś nie został spełniony.

Czwarty to karanie za brak lojalności. Zeznania ocalałych zawierają epizody trudne do wytłumaczenia inaczej: ostrzały akurat wtedy, gdy ludzie idą do cerkwi, przymusowa „filtracja”, żądanie podpisania oświadczenia, że po cywilach „strzelały ukraińskie siły zbrojne”, zanim odda się ciało zmarłego krewnym, oraz zakaz chowania zwłok bez przewiezienia ich do sąsiedniej miejscowości „dla udowodnienia zbrodni ukraińskiej armii”.

Jak absurdalna jest ta blokada w praktyce, pokazuje historia Ałły Łychman-Małysz, mieszkanki miasta, która prowadzi dziennik z Oleszek na Facebooku (jej nagranie z trzylitrowym słojem sucharów stało się w ostatnich tygodniach wiralowe).

Słoik suszonego pieczywa zgromadzonego na zapas przez mieszkankę Oleszek Ałłę Łychman-Małysz. Zdjęcie z jej profilu w mediach społecznościowych / oprac. Nowiny Wschodnie

1 września nazwała „dniem utraconej nadziei”: ludzie przez cztery tygodnie codziennie czekali na kolumnę z żywnością, a gdy ta w końcu ruszyła w stronę miasta, drony rozstrzelały samochody z wielkimi napisami „LUDZIE” na burtach, tuż przed wjazdem. Ci, którzy odważyli się dotrzeć do rozbitej kolumny przez siedmiokilometrowy zaminowany odcinek, zbierali z ziemi przypalone ziemniaki i zmoczoną deszczem cebulę. O absurdzie sytuacji napisała tak:

Kto stworzył ten sztuczny eksperyment, dowiedzą się może już nasze wnuki. Bo zaledwie 4 kilometry od nas jest już życie z jedzeniem, ale wyjść z miasta nie ma fizycznej możliwości.

Ceny na miejscowym targu pokazują skalę desperacji: kilogram cukru kosztuje 1000 rubli, czyli około 44 złotych, tyle samo co listek popularnego leku przeciwbólowego. Ale i pieniądze przestały mieć znaczenie – jak mówi Hasanenko, „niezależnie od tego, ile masz pieniędzy, nikt nic nie sprzeda”. Kury idą pod nóż, bo nie ma czym ich karmić, psy są „same żebra”, zdarzają się przypadki, gdy sąsiedzi kradną sobie nawzajem warzywa z grządek. Rzeczniczka organizacji wolontariackiej Humanity nazwała to wprost drugim Wielkim Głodem: „Ludzie rozmawiają o tym, jak jeść korę i rośliny. To znowu Hołodomor”.

Chleb wypiekany domowym sposobem w oblężonych Oleszkach. Zdjęcie z mediów społecznościowych / oprac. Nowiny Wschodnie

Za tymi liczbami stoją konkretne historie. Wolontariuszka Ksenia Archipowa, która od marca 2026 roku prowadzi listy poszkodowanych i przekazała je do biura Rzecznika Praw Człowieka, mówi, że otrzymuje „kilkaset” takich zgłoszeń od krewnych. Wiktoria, mieszkanka Oleszek, której udało się wydostać i złożyć zeznania fundacji „Schid SOS”, opowiada o śmierci matki przy sklepie spożywczym:

Zrzut z trzech dronów. Zginęła mama i jeszcze jeden mężczyzna. Jeszcze dwie osoby są ciężko ranne… Ciało leżało w kostnicy sześć dób bez chłodni. Tam nie ma prądu.

Inna mieszkanka, Iryna, opisuje zimową próbę ewakuacji, gdy samochód wolontariuszy najechał na minę: mężczyźnie i starszej kobiecie, których próbowano wywieźć, oderwało nogi, a kierowca zmarł następnego dnia na reanimacji. Ci, którzy decydują się iść pieszo, pokonują dziesiątki kilometrów – „dwie starsze kobiety i mężczyzna szli siedem godzin, żeby się uratować”, mówi Iryna. Wołodymyr, który przeżył zawał serca jeszcze w 2022 roku, gdy z miasta wyjechała jedyna kardiolożka, został bez leków w ogóle: to, co sprzedaje się na miejscowym targu pod postacią leków, jego zdaniem, „nie wiadomo, czy prawdziwe, czy dobrej jakości”. A Hanna od trzech lat nie ma żadnej wiadomości o mężu, którego zatrzymał okupacyjny „kontrwywiad” za próbę wywożenia ludzi z miasta.

Te świadectwa potwierdza też ukraińska dyplomacja na najwyższym szczeblu. 13 września 2026 roku minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha publicznie zaapelował do partnerów międzynarodowych o natychmiastowy dostęp humanitarny do Oleszek.

Zniszczony pojazd z transportem humanitarnym, który jechał do Oleszek — zaatakowany przez rosyjskiego drona / oprac. Nowiny Wschodnie

Rosja faktycznie przetrzymuje tam ludność cywilną w pułapce, bez dostępu do żywności, leków i artykułów pierwszej potrzeby. W centrum Europy, w 2026 roku, ludzie cierpią z powodu kryzysu humanitarnego spowodowanego przez Rosję – podkreślił Sybiha.

Rzecznik Praw Człowieka Dmytro Lubinec już w kwietniu stwierdził, że działania Rosjan w Oleszkach noszą znamiona świadomego naruszenia międzynarodowego prawa humanitarnego, i wezwał Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża oraz rosyjską pełnomocniczkę ds. praw człowieka Tatianę Moskalkową do wsparcia ewakuacji. Strona ukraińska, według Hasanenko, spełniła już wszystkie warunki przygotowawcze do wywiezienia około 6 tysięcy cywilów z Oleszek i sąsiednich wsi. Decyzja zależy jednak od zgody strony rosyjskiej, a ta dotąd nie nadeszła.

Równolegle z negocjacjami na szczeblu państwowym trwa inna, mniej oficjalna historia – próba wywiezienia ludzi wodą. Już w 2023 roku, zaraz po zniszczeniu tamy, mieszkaniec o imieniu Jarosław założył grupę wolontariuszy na Telegramie, do której dołączyli informatycy prowadzący listy ewakuowanych oraz dziesiątki osób zajmujących się łodziami i autobusami. Wtedy, wbrew wyraźnemu zakazowi władz okupacyjnych, udało się wywieźć z zalanych terenów ponad 2 tysiące ludzi. Dziś mowa już o innym, uzgadnianym na szczeblu oficjalnym pomyśle – „zielonym korytarzu” przez rzeki Konka i Dniepr, który publicznie promuje wspomniana Zarina Zabriskie razem z biurem Rzecznika Praw Człowieka. Ukraińscy wojskowi potwierdzili techniczną możliwość takiej ewakuacji łodziami, ale pozostają dwie otwarte kwestie.

Największe są dwa pytania – czy Rosjanie wstrzymają na ten czas ataki ogniowe i czy da się rozminować rzeki i brzegi. Czy nie będzie prowokacji ze strony Rosjan w czasie rozejmu, jeśli w ogóle uda się go osiągnąć? – Zarina Zabriskie, amerykańska dziennikarka.

Wolontariusz organizacji HUMANITY Stefan Woroncow dodaje, że nawet dla tych, którzy otrzymują zgodę na legalny wyjazd przez terytoria okupowane, Krym, Rosję czy Białoruś, sama droga może trwać od dwóch dób do tygodnia i dłużej.

Cztery i pół roku okupacji, zniszczona tama, wycięte na opał drzewa, zbiorowe mogiły na nieużytkach – i ludzie, którzy wciąż tam są, w mieście bez prądu, zaledwie 9 kilometrów od własnej stolicy obwodu, wciąż piszący wolontariuszom to samo: ile osób z bliskich zginęło i gdzie. Oleszki nie zniknęły z mapy. Znikają z niej po prostu każdego dnia, po kilka osób naraz – a świat na razie tylko obserwuje, czy uda się dogadać korytarz, zanim miasto opustoszeje ostatecznie.

Źródło: Nowiny Wschodnie / Radio Swoboda / Gordon.ua / Rayon.in.ua Chersoń / Toczka Schodu / Schid SOS / ONZ / MSZ Ukrainy

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *