Zakończmy tę idiotyczną wojnę polsko-ukraińską

  • 1567. Dzień wojny — tej prawdziwej, w obronie Ukrainy i Europy. I trzynasty dzień wojny innej, symbolicznej: na wyzwiska, oświadczenia i ordery, prowadzonej nie
    przeciwko Moskwie, lecz między Warszawą a Kijowem. Dość.
Zelenski / Nawrocki
źródło: ZelenskyyUa / oprac. Nowiny Wschodnie

„Przepraszam was, panowie, nie tak miało być” — miał powiedzieć Piłsudski internowanym ukraińskim oficerom, swoim niedawnym sojusznikom, których traktat ryski zostawił po sowieckiej stronie granicy. Sto lat później to zdanie wraca nie jako cytat z podręcznika, lecz jako wyrzut. Trwa spór o ukraińską jednostkę imienia Bohaterów UPA, Karol Nawrocki zapowiada odebranie Zełenskiemu Orderu Orła Białego, a krzywdy sprzed osiemdziesięciu lat znów stają między nami — akurat wtedy, gdy najmniej na to nas stać.

Wesprzyj Nowiny Wschodnie
Pomóż nam rozwijać niezależne polsko-ukraińskie medium.
Wspólnie zebraliśmy
63 zł
Cel
5 000 zł
Każde wsparcie pomaga nam tworzyć rzetelne informacje i rozwijać portal.
Postaw kawę za:

Bo pod Pokrowskiem dziś rano ginie ukraiński żołnierz, w Kijowie pod gruzami umiera dziecko, w Sumach płonie zbombardowany szpital. Ten żołnierz walczył za Charków, ale też za to, żeby rosyjski czołg nie ruszył o kilkaset kilometrów dalej, ku Przemyślowi. Ta linia oddziela polski spokój od polskiej wojny, przesuniętej na wschód czyimś cudzym życiem — i dlatego mamy jeden priorytet, choć brak nam odwagi, żeby go nazwać.

Nie chodzi o to, by zapomnieć o Wołyniu. Tych kilkadziesiąt tysięcy ludzi wyrżniętych w stodołach i sadach nie wolno schować ani do przypisu, ani do spotu kampanijnego. Ich śmierć była prawdziwa, ich groby wciąż często nie są oznaczone, a żądanie ekshumacji i godnego pochówku jest sprawiedliwe. Pamięć o nich zasługuje na więcej niż rolę żetonu w sporze rozgrywanym między jednym a drugim sondażem.

Były też polskie winy — i tylko głupiec lub cyniczny polityczny drań udaje, że ich nie było.

Pacyfikacje ukraińskich wsi w latach trzydziestych. Sto kilkadziesiąt cerkwi zburzonych w 1938 roku w imię polonizacji Chełmszczyzny — na długo przed Wołyniem. Akcja „Wisła” w 1947 roku: sto czterdzieści tysięcy Ukraińców, Łemków i Bojków brutalnie wysiedlonych z ojczystych domów, by odciąć UPA od zaplecza. Akcja, którą polski Senat sam później potępił. Wyliczać można bez końca, setki lat wstecz. I właśnie dlatego uczciwy rachunek krzywd ma dwie kolumny, obie długie; kto pokazuje tylko jedną, nie szuka prawdy, lecz amunicji.

Tego rachunku nie wolno zamykać na kolanie, w gniewie, między dwoma oświadczeniami polityka liczącego słupki — przepracujemy go, gdy ucichną armaty, a nie wtedy, gdy akurat pasuje do kalendarza wyborczego.

Każda godzina, którą Warszawa i Kijów tracą na tę kłótnię, jest godziną podarowaną Moskwie — i Moskwa wie o tym lepiej niż my. Te same konta, które wczoraj podsycały panikę wokół zboża, dziś rozdmuchują Wołyń, bo wróg, który nie przebije się czołgami, próbuje przebić się naszą pamięcią. Dla rosyjskiej telewizji to gotowy materiał: patrzcie, gryzą się sami, nie trzeba ich nawet rozdzielać. Tusk w tym sporze na początku nie udawał rozjemcy i winę zrzucił wprost na Kijów, mówiąc, że „w tej chwili cała odpowiedzialność jest po stronie ukraińskiej”, potem, że prezydenci powinni ze sobą porozmawiać. Nawet ten polityczny teatr nie powinien jednak przesłonić fundamentu: realne poparcie dla walczącej Ukrainy wciąż pozostaje dla nas strategiczną koniecznością.

Dlaczego pamiętamy krzywdy, a zapominamy o solidarności?

Wiosna 2022. Perony w Przemyślu, tysiące kobiet z dziećmi i reklamówką całego dobytku, polskie domy otwarte bez pytania o rachunki sprzed pokoleń. Wysłaliśmy im generatory, gdy gasł prąd; przyjęliśmy milion ludzi, gdy nie mieli dokąd uciec.

Wiedzieliśmy wtedy, gdzie biegnie granica między historią a teraźniejszością — dziś udajemy, że jej nie znamy.

Dlaczego stawiamy na pamięć złą między nami, a nie dobra?

Władysław Broniewski wiedział o podzielonej lojalności więcej niż my dzisiaj. „Bagnet na broń” napisał w kwietniu 1939 roku, przeczuwając wojnę, której jeszcze nie było — a pisał go jako człowiek, który osiem lat wcześniej siedział w sanacyjnym więzieniu za komunistyczną bibułę. Państwo dało mu posmakować więziennego chleba; on, gdy przyszło co do czego, przejechał rowerem pięćset kilometrów w pięć dni, żeby dogonić swoją jednostkę. Bo widział różnicę między rachunkiem wewnętrznym a wrogiem u bram — i sam ją zapisał:

Są w ojczyźnie rachunki krzywd, obca dłoń ich też nie przekreśli, ale krwi nie odmówi nikt: wysączymy ją z piersi i z pieśni.

Gdy ktoś podpala dom, nie rozlicza się najpierw zaniedbania i przewin lokatorów — najpierw się gasi.

Rachunki zostają i przyjdzie po nie zapłacić, co do złotówki, gdy ogień zgaśnie.

Piłsudski powiedział: „Nie tak miało być, panowie”. Tym razem nie musi tak być — i nie wolno, żeby tak było. Nie odgrywajmy scenariusza pisanego w Moskwie tak gorliwie, jakby był to nasz własny — ani w Polsce, ani na Ukrainie.

A Order Orła Białego? To najbardziej teatralny punkt całej awantury: wstążka, kapituła, komunikat na stronie. Nadać, odebrać, znów nadać. Może niech poczeka w zawieszeniu.

Korona mu z głowy nie spadnie.

Źródło: sestry.eu

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *