ND. 18 PAŹ
KURS $3,88 €4,37

„Nazwałabym to chaosem”: kiedy napięcie między Kijowem a Warszawą dociera do drzwi mieszkań

Ten projekt początkowo miał być wąsko wyspecjalizowanym eksperymentem — próbą zmierzenia poziomu ukrytej i otwartej dyskryminacji ukraińskich uchodźców na polskim prywatnym rynku wynajmu nieruchomości. Jednak w trakcie opracowywania danych okazało się, że drzwi mieszkań zamykane przed ukraińskim akcentem, wyczerpujące „castingi”, nadzwyczajne kaucje finansowe oraz „pasywna dyskryminacja” to jedynie powierzchniowy objaw znacznie głębszych patologii. Bariery na rynku nieruchomości okazały się nie odosobnionym ekscesem rynkowym, lecz czułym barometrem, który zarejestrował objawy głębokiego, wielopoziomowego kryzysu w relacjach między dwoma społeczeństwami i państwami.

Wesprzyj Nowiny Wschodnie
Pomóż nam rozwijać niezależne polsko-ukraińskie medium.
Wspólnie zebraliśmy
342 zł
Cel
5 000 zł
Każde wsparcie pomaga nam tworzyć rzetelne informacje i rozwijać portal.
Postaw kawę za:

Polska jest jeszcze daleka od całkowitej wrogości wobec Ukraińców. Jednak napięcie polityczne i informacyjne między oboma krajami przenika także do spraw codziennych. Najostrzej — do poszukiwania mieszkania.

Wizualizacja poszukiwania przez migrantów mieszkania i napięcia politycznego między Ukrainą a Polską.



W pewnym momencie Anna poczuła prawdziwy strach. Nie o siebie — o bliskich. Ma 21 lat, studiuje na studiach magisterskich w Warszawie i mieszka w Polsce od 2022 roku, kiedy uciekła przed wojną. Anna brała udział w projekcie „Obserwatorium Nienawiści” (realizowanym przez Fundację Alians 24/08, której przewodniczy autor tego tekstu): monitorowała ataki fizyczne na tle etnicznym oraz mowę nienawiści wobec Ukraińców na polskojęzycznych kanałach w komunikatorze Telegram. Takich przypadków, jak mówi, jest znacznie więcej, niż trafia do przestrzeni publicznej.

Gdy o projekcie zaczęto mówić publicznie, zespół stał się celem ataków ze strony prawicowych polskich polityków. „W tym momencie naprawdę przestraszyłam się o bezpieczeństwo — nawet nie tyle o swoje własne, ile o bezpieczeństwo moich bliskich”.

Kolejny niepokój wynosi z codziennych rozmów. Polscy rówieśnicy zaczęli otwarcie posługiwać się argumentami, które były „dosłownymi cytatami z rosyjskich narracji lub wypowiedzi polityków szerzących antyukraińskie tezy”.

Ma też poczucie, że nie słyszy jej własne państwo. „Opuszczając terytorium, ale pozostając obywatelem Ukrainy, przestajesz być w kręgu zainteresowania własnego państwa. To znaczy, jakby wykreślono cię z interesów państwowych i pozostawiono samemu sobie w obcym kraju” — mówi Anna. Decyzje podejmowane przez Kijów, jej zdaniem, nie uwzględniają doświadczeń Ukraińców za granicą, a czasem wręcz pogarszają ich sytuację. Przez to nawet myśl o powrocie do domu budzi lęk: znowu trzeba będzie się adaptować, tym razem w podzielonym społeczeństwie.

Historia Anny nie dowodzi, że „Polacy nienawidzą Ukraińców”: eksperci, z którymi rozmawialiśmy, przestrzegają właśnie przed wyciąganiem takiego wniosku. Pokazuje ona jednak, w jakim polu informacyjnym i politycznym żyją ludzie szukający w Polsce bezpieczeństwa, pracy i dachu nad głową.

Szum głośniejszy niż fakty

Daryna Sydorenko, dyrektorka ds. badań w kijowskim Transatlantic Dialogue Center i starsza doradczyni Fundacji Alians 24/08, przytacza wymowny przykład. Podczas na szeroką skalę zakrojonej kontroli polskiej policji sprawdzono około 2000 osób, a wśród sprawców wykroczeń przeważali obywatele Polski. Jednak nagłówki czołowych mediów polskich skupiły się na 90 zatrzymanych Ukraińcach. Inny przykład — państwowy nadawca TVP, który aktywnie relacjonował pojedyncze wybuchy granatów w ukraińskich miastach, budując wizerunek kraju z „niekontrolowanym obrotem bronią”. „Niektóre z tych nagłówków w istocie pokrywają się z narracjami rosyjskiej propagandy” — mówi Sydorenko: media powielają je zapewne, same o tym nie wiedząc. Przyczyna, jej zdaniem, jest prozaiczna — „bardzo duża walka o polubienia, kliknięcia i subskrypcje”.

Ukraińskie media również nie są bez winy, uważa badaczka migracji i dziennikarka Olena Babakova: piszą o Polsce „z neofickim zapałem”, wyจับują najradykalniejsze wypowiedzi poszczególnych polityków czy kłótnie sąsiedzkie, niemal nie zauważając oddolnej solidarności.

Rezultat widać w liczbach. Według danych CBOS w marcu 2022 roku przyjmowanie ukraińskich uchodźców popierało 94% Polaków, w lipcu 2026 roku — 42%, a 52% było przeciw. Jednocześnie 82% badanych jest gotowych przyjąć Ukraińca jako sąsiada, a 83% jako współpracownika (o 10 i 8 punktów mniej niż w 2023 roku). Dystans wzrósł, ale drzwi nie zostały zatrzaśnięte.

Fakty przegrywają przy tym z manipulacjami, mówi Marharyta Sytnyk, współzałożycielka inicjatywy „Holka” i liderka inicjatywy „Mosty Ukrainy”. Wskazuje ona w szczególności na sześć głównych ram dezinformacyjnych o Ukraińcach — „ciężar dla budżetu”, „uchylający się od służby”, „niewdzięczni”, „banderowcy”, „złodzieje miejsc pracy”, „przestępcy” — które poprzez powtarzanie na anonimowych kanałach na Telegramie i w fermach botów trafiły do głównego nurtu. Tymczasem, według badania Deloitte dla UNHCR, ukraińscy uchodźcy w 2025 roku wygenerowali około 2,4% PKB Polski (wielkość rzędu 94 mld złotych), a wskaźnik zatrudnienia wśród nich wzrósł do 76%.

Ramy pojęciowe stają się codziennością. Blogerka Karyna Filonenko (Casya_krk), która sama przyjechała do Krakowa jako uchodźczyni, opowiada o Ukraińce z dzieckiem, której podczas dziecięcej gry terenowej w parku Polak powiedział, że pieczątka uczestnictwa jest „tylko dla Polaków”, oraz o swojej będącej w ciąży przyjaciółce, która w Warszawie została publicznie znieważona tylko za to, że odpowiedziała matce po ukraińsku. Pod informacjami o przestępstwach, według jej obserwacji, pojawiają się dziesiątki jednakowych, antyukraińskich komentarzy — „wypracowana, czysto techniczna robota ferm botów”. To jej własna ocena, a nie wynik osobnego badania. Orysia Kharytoniuk, doktor nauk politycznych i niezależna badaczka relacji polsko-ukraińskich, przestrzega także przed drugą skrajnością: wyobrażenie o „totalnej nienawiści” nazywa „ukształtowanym obrazem rosyjskiej propagandy”.

Wreszcie między dwoma państwami, według słów Sydorenko, „brakuje stałego pomostu społeczno-politycznego”. Gdy wokół „specustawy” pojawiła się niepewność, jak relacjonuje Babakova, w ciągu trzech–czterech tygodni Ukraińcy ze statusem PESEL UKR złożyli setki tysięcy wniosków o karty pobytu. Z kolei ukraińska ambasada, według jej obserwacji, stale próbuje „wygładzać i pudrować” negatywne doświadczenia, przez co część społeczności czuje się dotknięta. Socjopsycholog i doktorant Patryk Kukła z Uniwersytetu SWPS dodaje, że język deprecjonujący obniża gotowość do współczucia i pomocy, a politycy świadomie wykorzystują go podczas kampanii wyborczych. Wspólnych polsko-ukraińskich badań nad tymi mechanizmami, jak twierdzi, brakuje. Kharytoniuk określa podejście Kijowa do dyplomacji z Warszawą jednym słowem: „Nazwałabym to chaosem”. Jej zdaniem specjaliści rozumiejący polską specyfikę są systemowo odsuwani od podejmowania decyzji, a ich brak prowadzi do pomyłek dyplomatycznych i emocjonalnej eskalacji. Opisuje również wzajemną ślepotę: „polskie instytucje publiczne chcą zrozumieć Ukrainę ze swojej perspektywy, słabo nas znając, a ukraińskie instytucje chcą zrozumieć Polskę ze swojej perspektywy, również słabo ją znając”.

Zamykające się drzwi

Gdy pracownicy „Domu Ukraińskiego” w Warszawie dzwonią do polskich właścicieli mieszkań i od razu mówią, że szukają lokum dla ukraińskiej rodziny, słyszą — jak opowiada Svitlana Maslii — uprzejme: „Nie, tylko polskie rodziny”. Svitlana, specjalistka ds. mieszkalnictwa i wsparcia psychologicznego w Fundacji, od ponad czterech lat pomaga ludziom w kryzysach mieszkaniowych. Dawniej poszukiwanie mieszkania mogło trwać tydzień lub dwa, teraz — jak mówi — co najmniej miesiąc.

Ihor Lisin, wiceprezes Fundacji „Ukraina” we Wrocławiu, zauważa, że dyskryminacja rzadko przybiera postać otwartej zniewagi: wynajmujący po usłyszeniu akcentu najczęściej „po prostu odkłada słuchawkę”. Czasami słowa uderzają szczerością. Jeden z właścicieli powiedział mu: „Wolę wynająć innym migrantom, nawet Arabom, niż Ukraińcom” ze względu na swoje negatywne doświadczenia. Lisin opisuje także podwójne standardy: jeśli mieszkanie uszkodził Polak, to przypadek indywidualny, jeśli zaś Ukrainiec — winę przerzuca się na cały naród.

Do tego dochodzi cena mieszkań. „Żeby wynająć choćby kawalerkę, trzeba mieć 6000 złotych, a żeby zarobić 6000 złotych, trzeba pracować ponad miesiąc i nic nie jeść” — mówi Maslii. W 2026 roku zmniejsza się liczba miejsc w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania, zmieniają się zasady wsparcia państwowego, a zespół jej działu skurczył się z 19 do dwóch osób, podczas gdy przypadki stają się coraz trudniejsze. Dla osób starszych, z niepełnosprawnościami, ciężko chorych czy rodzin z dziećmi brak mieszkania może oznaczać powrót na Ukrainę, w tym do rejonów przyfrontowych.

Karyna Filonenko zna smak odmowy z własnego doświadczenia. Wiosną 2022 roku, po przyjeździe do Krakowa, jej rodzina z powodu odmów przez sześć miesięcy mieszkała w tymczasowych ośrodkach/hotelach dla uchodźców w Muszynie i Krynicy-Zdroju. Z kolei Anna, obserwując poszukiwania mieszkań z boku, zauważa, że od Ukraińców wymagano więcej potwierdzeń: ludzie, jak mówi, „musieli udowadniać, przedstawiać więcej dowodów na to, że są wypłacalni”, podczas gdy kandydat z Europy Zachodniej, jej zdaniem, musi włożyć „o wiele mniej wysiłku”.

Ale nie każda odmowa to dyskryminacja i warto to rozróżniać. Właściciele obawiają się eksmisji dłużników, dlatego niektórzy nalegają na umowę najmu okazjonalnego. Upraszcza ona eksmisję, lecz wymaga od najemcy wskazania innego lokalu, do którego może się przenieść, oraz zgody jego właściciela. Dla Ukraińców, którzy przybyli z powodu wojny, obowiązywało ułatwienie bez konieczności posiadania takiego adresu. Jednak oprócz tego istnieją inne bariery — wymogi potwierdzenia dochodów, wyciągi bankowe, potrzeba posiadania poręczyciela, niekiedy kaucja za kilka miesięcy z góry (pojawiały się kwoty sięgające 24 tysięcy złotych) — a także „castingi”, kiedy właściciel zaprasza na oględziny kilku kandydatów naraz. Same w sobie takie wymogi nie dowodzą uprzedzeń: podobne warunki mogą być stawiane również Polakom. O dyskryminacji można mówić wtedy, gdy ma miejsce bezpośrednia odmowa ze względu na obywatelstwo lub odmienne traktowanie kandydatów w takich samych okolicznościach.

Eksperyment: pięć miast, dwa pytania

Po rozmowach z ekspertami postanowiliśmy sprawdzić sytuację na własnej skórze poprzez niewielki eksperyment. W czerwcu przeprowadziliśmy rozmowy telefoniczne metodą „tajemniczego klienta” (mystery calling). Wszystkie połączenia wykonywała osoba z wyraźnym wschodnim akcentem, dzwoniąc pod ogłoszenia o wynajmie kawalerek na portalu OLX. Wybierano ogłoszenia z pierwszej strony wyników wyszukiwania, nie dzwoniono pod ogłoszenia agencji nieruchomości i wykluczano te, które posiadały już tłumaczenie na język angielski, ukraiński lub rosyjski — obecność tłumaczenia świadczy o wstępnej otwartości na obcokrajowców. Kawalerki wybrano po konsultacjach z ekspertami, którzy wskazali, że przy wynajmie pokoi dyskryminacja jest mniej zauważalna.

Ostatecznie w czerwcu udało się przeprowadzić 48 rozmów telefonicznych w sprawie ogłoszeń w Warszawie, Wrocławiu, Gdańsku, Rzeszowie i Cieszynie. W rozmowie zadawano dwa jednakowe pytania: czy właściciel wynajmuje mieszkanie obcokrajowcom oraz, jeśli tak, czy wyłącznie na zasadzie najmu okazjonalnego. Próba nie jest duża, a eksperyment zaprojektowano tak, aby ujawnić przede wszystkim dyskryminację wobec najemców zagranicznych, a nie wyłącznie Ukraińców. Jednak większość wynajmujących, z którymi rozmawialiśmy, prosiła o doprecyzowanie narodowości — osoba dzwoniąca przedstawiała się jako młoda ukraińska uchodźczyni, która studiuje. Eksperyment ten pokazuje różnicę w sytuacji między miastami, lecz nie stanowi reprezentatywnego pomiaru rynku, a ze względu na małą próbę jego wyników nie można odczytywać jako kompleksowego rankingu dyskryminacji. Pomaga on jednak dostrzec konkretne bariery i wzorce zachowań, a nie ich ogólną skalę.

W Gdańsku odnotowano najwięcej bezpośrednich odmów oraz niemal obligatoryjne stosowanie najmu okazjonalnego. Jednocześnie spośród 13 wykonanych tam telefonów odpowiedzi były zróżnicowane: zdarzali się właściciele, u których — jak twierdzili — przez sześć lat mieszkali obcokrajowci. Jeden z właścicieli najpierw odmówił, wyjaśniając, że nie zna języków obcych, ale gdy usłyszał, że najemczyni jest „z Ukrainy”, powiedział, że „nie ma żadnego problemu, bo to podobna kultura i zachowanie”. Inna wynajmująca odpowiedziała: „Nie zastanawiałam się nad tym, ale jeśli jest Pani osobą spokojną, ma stały dochód i jest gotowa wynająć długoterminowo, to dlaczego nie?”.

W Warszawie szczególną uwagę zwracano na stan finansowy oraz „portret społeczny” najemcy. Tylko w jednej z 14 rozmów przeprowadzonych w stolicy usłyszeliśmy kategoryczną i bezpośrednią odmowę — już na etapie pierwszego pytania padła odpowiedź: „Preferuję osoby z polskim obywatelstwem”. Inny właściciel stwierdził, że wynajmuje obcokrajowcom, ale „to zależy od tego, jaki to cudzoziemiec”, ponieważ miał problemy z poprzednim najemcą.

We Wrocławiu wśród ośmiu rozmów nie było otwartych odmów ze względu na narodowość; zamiast tego właściciele pytali o dochody, legalność pobytu i warunki umowy. Zdarzały się także ogłoszenia z adnotacją o poszukiwaniu najemców „bez względu na kolor skóry, orientację czy narodowość”.

Ciekawiło nas również przyjrzenie się sytuacji w mniejszych miastach przygranicznych, aby sprawdzić, czy istnieje różnica w stosunku do uchodźców w zależności od liczby mieszkańców danej miejscowości i bliskości granicy z Ukrainą. W Rzeszowie, leżącym blisko ukraińskiej granicy, spośród ośmiu rozmów odpowiedzi były przeważnie neutralne lub pozytywne, choć zdarzyła się jedna bezpośrednia odmowa. Wyjaśniono ją słowami: „wynajem był tylko dla Polaków i chciałbym, żeby tak zostało”. Z kolei w Cieszynie, położonym na granicy polsko-czeskiej, w 5 przeprowadzonych rozmowach nie zaobserwowano otwartej dyskryminacji, lecz wynajmujący często kładli nacisk na legalność pobytu najemcy w kraju.

Obserwacje te można zestawić z badaniem Uniwersytetu Warszawskiego, przeprowadzonym w 2024 roku przez Sarę Bojarczuk i Barbarę Jancewicz. Badaczki kontaktowały się z warszawskimi wynajmującymi w imieniu kandydatów z Polski, Ukrainy, Turcji i Nigerii (łącznie 1155 kontaktów) telefonicznie i wiadomościami tekstowymi. Polscy kandydaci częściej uzyskiwali możliwość umówienia się na oglądanie mieszkania: 65,6% udanych kontaktów wobec mniej niż 40% dla Ukraińców i Turków oraz 26,7% dla Nigeryjczyków. Sposób kontaktu nie wpłynął na tę różnicę. Jak powiedziała Jancewicz, „nie wpłynęło to na poziom dyskryminacji — pozostał taki sam”. Badanie dotyczyło wyłącznie Warszawy.

Osobom, które spotykają się z odmową ze względu na pochodzenie, eksperci radzą dokumentować takie przypadki i w miarę możliwości korzystać z pomocy prawnej. Jednocześnie sama odmowa nie świadczy jeszcze o dyskryminacji: kluczowe są konkretne okoliczności oraz to, czy wobec różnych kandydatów stosuje się takie same wymagania.

Spojrzenie z boku: Włochy

Badaczka z Migration Policy Group, Başak Yavçan, widzi mankament: status ochrony czasowej jest określany przez przewidywany powrót, a nie faktyczne miejsce zamieszkania, a „cztery lata pracy, szkoły i płacenia podatków nie sumują się w coś trwałego”. Jednak bariery w Polsce się różnią od barierów w innych krajach UE, w tym we Włoszech. W Polsce, która ogłasza przedłużenie statusu z wyprzedzeniem i wprowadziła CUKR, głównym filtrem stał się rynek mieszkaniowy. We Włoszech natomiast, jak mówi badaczka ECRE Viktoriia Vaitovych, decyzje UE o przedłużeniu ochrony są transponowane z opóźnieniem, przez co ludzie tymczasowo tracą dostęp do ubezpieczenia zdrowotnego i mieszkań socjalnych. Tam „odźwiernym” jest zameldowanie gminne (residenza): ukraińska mediatorka Caritasu, Valeriia, opowiada, że urzędy stanu cywilnego i banki nie uznają papierowego zaświadczenia zamiast plastikowej karty, na którą czeka się 3-4 miesiące, a bez zameldowania i umowy o pracę nie można otworzyć konta. Samo dobre serce nie wystarczy. Anżelika z Charkowa podnajmuje pokój nieoficjalnie, bez umowy, i z tego powodu nie może uzyskać dowodu tożsamości. Z kolei syn Oleny, która mieszka we Włoszech od 18 lat, po roku bezskutecznych poszukiwań mieszkania wyjechał do Niemiec: „W Niemczech, jeśli masz umowę o pracę, od razu znajdujesz mieszkanie”.

Paradoks tej historii polega na tym, że najbardziej brakuje nie głośnych reform, lecz przewidywalności. Olena Babakova przypomina, że zasady dla Ukraińców w Polsce przez lata łatano krótkimi przedłużeniami „specustawy” i za każdym razem ludzie ustawiali się w kolejkach po nowe dokumenty. Długa, przejrzysta procedura od PESEL UKR do karty pobytu nie tylko odciążyłaby urzędy wojewódzkie. Dałaby człowiekowi to, bez czego trudno podpisać umowę najmu: pewność, że za pół roku nadal będzie miał prawo tu mieszkać, oraz dokument, który można pokazać właścicielowi.

Trudniejszą częścią jest natomiast szczera i pragmatyczna rozmowa między dwoma państwami. Daryna Sydorenko radzi Kijowowi wyjść z trybu reagowania na każdą wypowiedź Warszawy i zaproponować własną agendę. Orysia Kharytoniuk prosi o dopuszczenie do decyzji znawców problematyki polskiej, którzy obecnie — jak mówi — są „niewidzialni” dla władz, i uważa, że rdzeniem relacji powinno pozostać wspólne bezpieczeństwo: w obliczu zagrożenia ze strony Rosji to właśnie ono, jej zdaniem, jest w stanie przysłonić spory historyczne i gospodarcze. Patryk Kukła wskazuje, że brakuje wspólnych polsko-ukraińskich badań nad dehumanizacją, a Babakova apeluje do mediów, by opowiadając o dyskryminacji, nie zapominały o polskich NGO i samorządach, które pomagają każdego dnia.

Żaden z tych kroków nie rozwiąże wszystkiego. Ale razem mogłyby zmienić to, co trudno zmierzyć liczbami — poczucie, że żyjesz między dwoma państwami, z których żadne cię nie słyszy.

Anna zna to uczucie. A jednak, mimo wszystkich trudności, nie planuje wyjeżdżać z Polski. Zostaje i tym samym przypomina, że od tego, czy uda się uczynić ten kraj nieco bardziej przyjaznym dla ludzi takich jak ona, zależą nie abstrakcyjne „relacje”, lecz życie zwykłych ludzi.

Artykuł powstał przy wsparciu Journalismfund Europe we współpracy z Martą Abbą (Włochy) oraz Sofią Nazarenko (Ukraina).

Dyskusja

Co sądzisz o tym materiale?

0 Komentarze

Dołącz do rozmowy. Komentarze powinny odnosić się do tematu artykułu.

Nie ma jeszcze komentarzy. Możesz rozpocząć dyskusję.

Napisz komentarz

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *