Ten tekst dedykuję wszystkim tym, którzy jeszcze kilka tygodni temu przekonywali mnie, że prezydent Zełenski, podejmując decyzję o nadaniu jednostce imienia bohaterów UPA, nie mógł nie rozumieć jej konsekwencji. A skoro tak, to musiał od początku realizować jakiś wielki, przemyślany plan mający na celu zantagonizowanie Polaków.

5 000 zł
Poniższy tekst jest autorskim komentarzem publicystycznym.
• Szacowany czas czytania: 6 minut
Od początku twierdziłem jednak, że charakter systemu władzy, który Zełenski zbudował, oraz jego cechy osobowości sprawiają, iż żyje on we własnym świecie, często dość odległym od rzeczywistości.
Dziś na Ukrainie obserwujemy sytuację, w której Zełenski decyduje o zdymisjonowaniu ministra obrony Mychajła Fedorowa. Robi to jednak w najbardziej nieudolny sposób i wybiera na tę decyzję najgorszy z możliwych momentów. Próbując działać we własnym interesie politycznym, jednoczy przeciwko sobie społeczeństwo oraz znaczną część armii, potwierdza najgorsze podejrzenia wobec swoich intencji, wywołuje falę powszechnej krytyki, a ostatecznie także uliczne protesty.
Najgorsze jest jednak to, że najprawdopodobniej nie ma świadomości, iż jego decyzje mogą prowadzić właśnie do takich skutków.
Zadam więc Państwu pytanie. Skoro nie potrafi połączyć dwóch faktów i przewidzieć konsekwencji własnych decyzji wewnątrz Ukrainy, to dlaczego miałby doskonale rozumieć sytuację w Polsce oraz przewidywać skutki swoich działań poza granicami własnego kraju?
Piszę o tym konsekwentnie od 2022 roku. I od tamtego czasu niewiele się zmieniło. Za każdym razem, gdy pojawiają się przesłanki, że być może prezydent Zełenski czegoś się nauczył, wykonuje ruch całkowicie absurdalny i politycznie szkodliwy, który utwierdza mnie w przekonaniu, że nadal jest tym samym Zełenskim, którego pamiętam z 2019 roku.
Często mam déjà vu i w takie dni czuję się, jakbym wrócił właśnie do 2019 roku, kiedy facepalm był jedyną adekwatną reakcją na co drugą decyzję Zełenskiego i jego otoczenia.
Ale o co właściwie chodzi i dlaczego odwołanie Mychajła Fedorowa tak mocno poruszyło ukraińskie społeczeństwo?
Kim jest Fedorow?
To człowiek-symbol, uosobienie aspiracji pokolenia aktywnych społecznie Ukraińców po trzydziestce. Wywodzi się ze środowiska młodych programistów i nowoczesnej klasy średniej, która w czasie wojny stała się źródłem wielu innowacji pozwalających Ukrainie walczyć już piąty rok z przeciwnikiem dysponującym znacznie większym potencjałem.
Mychajło Fedorow odpowiadał w ekipie Zełenskiego za cyfryzację – początkowo państwa, a po 2022 roku również sektora obronnego. Jest twórcą agencji Brave1. To on i jego zespół stali się architektami nowoczesnego, prywatnego przemysłu obronnego, który obecnie umożliwia Ukrainie zarówno zabezpieczanie frontu, jak i prowadzenie skutecznych uderzeń na rosyjskie zaplecze.
To właśnie ta ekipa stworzyła warunki do rozwoju tego przemysłu i przeforsowała niezbędne zmiany prawne. Projekty takie jak „Amazon dla wojska”, zdecentralizowany system zaopatrywania armii, system punktów za niszczenie rosyjskiego sprzętu czy wykorzystanie sztucznej inteligencji w zarządzaniu również powstały z ich inicjatywy.
Dlatego nie chodzi wyłącznie o samego Fedorowa. Stał się symbolem zmian i innowacji, z którymi społeczeństwo oraz wojsko wiązały nadzieję na pokonanie Rosji – nie dzięki przewadze liczebnej, lecz dzięki przewadze technologicznej.
Tworzył również w wojsku i przemyśle atmosferę zdrowej konkurencji opartą na jasnych zasadach, co uderzało w różnego rodzaju korupcyjne układy.
Z tego powodu jego dymisja nie jest odbierana jako odejście jednego ministra. Dla wielu oznacza zwycięstwo biurokratycznego betonu i korupcji nad innowacyjnością, kompetencją oraz reformami.
Zrobiono to w najgorszy możliwy sposób
Połączono tę decyzję z rekonstrukcją całego rządu.
Zełenski przypomina mi tutaj dziecko, które myśli, że jeśli schowa głowę za zasłoną, to nikt go nie zobaczy, choć z drugiej strony wystają mu nogi.
Ukraińskie media natychmiast zaczęły pisać, że zmiana rządu stanowi jedynie zasłonę dymną dla dymisji Fedorowa. Minister obrony jest bowiem w praktyce najważniejszą postacią rządu, często ważniejszą od samego premiera.
Nie dość, że zdecydowano się go odsunąć, to jeszcze zrobiono to tak, jakby w ogóle nie był najważniejszym elementem całej operacji. Jakby nikt nie miał tego zauważyć.
Efekt okazał się odwrotny. Społeczeństwo odniosło wrażenie, że potraktowano je jak ludzi, których można łatwo oszukać.
Zrobiono to w najgorszym możliwym momencie
Od początku roku narasta fala afer związanych z wojskami szturmowymi Sił Zbrojnych Ukrainy.
To samodzielne pułki szturmowe utworzone z inicjatywy gen. Syrskiego jako swoista straż pożarna frontu. Syrski konsekwentnie wspierał ten projekt, zapewniał tym jednostkom najlepsze wyposażenie, uzbrojenie i priorytetowe uzupełnienia.
Z czasem zaczęły jednak pojawiać się informacje, że metody szkolenia, traktowanie zmobilizowanych oraz relacje pomiędzy żołnierzami i oficerami przypominają praktyki znane z byłej Grupy Wagnera. Pojawiły się doniesienia o pobiciach, torturach, niewyjaśnionych śmierciach zmobilizowanych, a ostatecznie również o zabójstwie dwóch cywilów.
Tyle że Ukraina nie jest Rosją. Funkcjonują tam niezależne media, które zaczęły szczegółowo opisywać całą sprawę.
Społeczne oburzenie rosło, podobnie jak oczekiwania wobec zdecydowanej reakcji władz. Ostatecznie ograniczono się do aresztowania osób bezpośrednio odpowiedzialnych za zbrodnie, ale nie przedstawiono żadnych systemowych rozwiązań.
W efekcie odpowiedzialność polityczna zaczęła obciążać gen. Syrskiego, a pośrednio również Zełenskiego.
Syrski utrwalił w oczach wielu Ukraińców opinię dowódcy przywiązanego do najgorszych radzieckich wzorców zarządzania armią.
Od kilku miesięcy pojawiały się także informacje o ostrym konflikcie pomiędzy gen. Syrskim a ministrem Fedorowem dotyczącym kierunku reform w Siłach Zbrojnych Ukrainy. Sam Zełenski w praktyce potwierdził istnienie tego konfliktu, stwierdzając, że nie mógł go dłużej tolerować, po czym odwołał… właśnie Fedorowa.
Innymi słowy, Zełenski bierze na siebie całą społeczną krytykę jako polityk, który w tej sytuacji opowiada się po stronie Syrskiego i modelu zarządzania armią kojarzonego z przemocą, upokarzaniem żołnierzy oraz radzieckimi metodami dyscypliny.
Dochodzi do tego jeszcze kwestia korupcji. Fedorow został zdymisjonowany krótko po ogłoszeniu nowych, przejrzystych zasad zakupów sprzętu i uzbrojenia przez Ministerstwo Obrony. W społeczeństwie tworzy to jednoznaczne skojarzenie: Zełenski broni korupcji w wojsku.
Protesty uliczne
Po raz drugi od początku wojny Ukraina doświadcza ulicznych protestów.
Jestem przekonany, że Zełenski nie przewidział, iż jego decyzja doprowadzi właśnie do takiego rozwoju wydarzeń.
Tak dzieje się w przypadku przywódcy, który podejmuje decyzje praktycznie samodzielnie. Nie musi liczyć się z parlamentem ani z rządem. Doradców może słuchać, ale nie musi. Może wręcz całkowicie ignorować ich opinie.
Jednocześnie jest przekonany, że najlepiej wie, czego potrzebuje Ukraina, i że bez jego decyzji państwo nie przetrwa wojny.
Nie jest to jednorazowy błąd. To naturalna konsekwencja systemu, który sam wokół siebie stworzył.
Tak było dotąd i, niestety, wszystko wskazuje na to, że tak będzie również w przyszłości.
Prezydent Zełenski kieruje się logiką polityczną charakterystyczną dla własnego stylu rządzenia. Lubi otaczać się ludźmi lojalnymi, pozbawionymi wyraźnych ambicji politycznych.
Paradoks polega jednak na tym, że próbując w ten sposób zabezpieczyć własną pozycję, sam tworzy sobie silnych i zmotywowanych przeciwników.
Fedorow był z nim od początku i nigdy publicznie nie manifestował własnych ambicji politycznych. Jednak jego znaczenie stale rosło. Sukcesy zbudowały jego rozpoznawalność i reputację. Gdy rozpoczął szeroko zakrojone reformy w Ministerstwie Obrony i wojsku, uznano najwyraźniej, że urósł już zbyt mocno.
W efekcie Zełenski sam skierował Fedorowa na drogę samodzielnej kariery politycznej.
To polityk posiadający własny zespół technokratów, ogromne zaplecze prywatnego przemysłu obronnego oraz – po ostatnich wydarzeniach – ogromną falę społecznego poparcia.
Człowiek, który jeszcze wczoraj w sensie politycznym był postrzegany jako technokrata, dziś staje się potencjalnym konkurentem Zełenskiego w ewentualnych przyszłych wyborach.
Nie jest to historia o wyrafinowanej grze politycznej ani o przemyślanej intrydze.
To historia politycznego absurdu, w której przywódca, dążąc do osiągnięcia określonego celu, doprowadza do skutku dokładnie odwrotnego od zamierzonego – i nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.
Zachowałem wszystkie tezy autora. Poprawiłem jedynie język, interpunkcję, powtórzenia, składnię i rytm tekstu, tak aby nadawał się do publikacji.

publicysta i analityk zajmujący się tematyką polityczną oraz militarną Europy Środkowo-Wschodniej. Pochodzi z Donbasu na wschodniej Ukrainie, od ponad 15 lat mieszka w Polsce. Łączy doświadczenie życia w obu kręgach kulturowych, analizując relacje międzynarodowe, bezpieczeństwo oraz procesy polityczne w regionie. Autor licznych artykułów, komentarzy i analiz publikowanych w mediach oraz serwisach społecznościowych.