CZW. 08 PAŹ
KURS $3,91 €4,38

„Kultura nie działa wolniej. Działa długofalowo”. Rozmowa z Nadią Moroz-Olszańską

Posłuchaj artykułu
Lektor AI
0:00 / –:–
Głos został wygenerowany przez sztuczną inteligencję.
Nadia Moroz-Olszańska. źródło: archiwum prywatne / oprac. Nowiny Wschodnie

„Za co nie lubicie Korei Południowej?” Większość ludzi zareaguje na to pytanie zdziwieniem: a mamy jej nie lubić? Dla Nadii Moroz-Olszańskiej, która od 14 lat buduje w Krakowie polsko-ukraiński dialog, to najlepszy dowód na to, że kultura działa. Ale tylko wtedy, gdy przez lata się w nią inwestuje.

Wesprzyj Nowiny Wschodnie
Pomóż nam rozwijać niezależne polsko-ukraińskie medium.
Wspólnie zebraliśmy
342 zł
Cel
5 000 zł
Każde wsparcie pomaga nam tworzyć rzetelne informacje i rozwijać portal.
Postaw kawę za:

Rozmawiała Nadija Hałuszka. Wywiad został zredagowany i skrócony.

Proszę powiedzieć kilka słów o sobie. Kim pani jest i czym się zajmuje?

Przyjechałam do Polski na studia w 2012 roku z Połtawy. Obecnie mieszkam w Krakowie. Jestem prezeską Fundacji Widowisk Masowych i Fundacji Dyplomacji Kulturalnej, współzałożycielką przedsiębiorstwa społecznego – kawiarnio-księgarni NIĆ, zasiadam też w radach Fundacji Aktywna Integracja i Fundacji Edu&Art. Ukończyłam dyplomację kulturalną na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie potem przez rok wykładałam. Ogólnie uważam się za aktywistkę społeczności ukraińskiej. Moim głównym zadaniem jest sprawić, by Ukraina i Polska, Ukraińcy i Polacy w miarę możliwości budowali dialog – rozmowę, która prowadziłaby do znalezienia wspólnych mianowników i pozwalała nam razem być silniejszymi.

Mieszka pani w Polsce ponad 10 lat. Jak Polacy postrzegali kulturę ukraińską w 2014 roku, w 2022 i jak jest dziś?

Poruszamy się trochę po spirali. Wsparcie było ogromne, ale za wsparciem zawsze idzie też, niestety, rosyjska dezinformacja. To, co obserwujemy teraz, jest – powiedzmy – cykliczne. Już w 2022 roku mówiłam bardzo głośno, że trzeba się przygotować na sytuację, w której Polska nie będzie chciała wspierać Ukrainy.

Czyli główną rolę odegrała dezinformacja? Czy jednak zmęczenie?

Czynników jest wiele. Choćby liczba. Proszę sobie wyobrazić, że przyjeżdżają dwa miliony ludzi, którzy chodzą po ulicach, mówią innym językiem, mają inne tradycje i różnice kulturowe, które jednak zmieniają tkankę twojego życia. To tworzy pewien dyskomfort. Problem nie leży tylko w Ukraińcach, których jest w Polsce dużo. Problem polega na tym, że nie powstała systemowa polityka – ani po stronie władz ukraińskich, ani polskich. O tym, że to nie jest krótkotrwała historia, mówiło się pod koniec 2022 roku, w 2023, w 2024. Doszliśmy do 2026 roku, a rozwiązań nadal nie ma. I to jest największy problem.

Niebezpieczeństwo polega na tym, że w pewnym momencie „innym” może stać się nie Ukrainiec, ale ktokolwiek inny. Jeśli społeczeństwo jest tak nakręcone, tak spolaryzowane i dostało przyzwolenie na to, że można atakować „innego”, to moment, w którym „innym” stanie się nie tylko Ukrainiec, jest, niestety, kwestią czasu.

Czy Polacy bardziej zainteresowali się ukraińskimi pisarzami i artystami?

Spotkanie z Serhijem Żadanem źródło: archiwum prywatne / oprac. Nowiny Wschodnie

Takie zainteresowanie jest, choć lokalne i trzeba nad nim pracować. Widać je choćby po polskich wydawnictwach. Ukazuje się „Widzę, że interesuje cię ciemność”, wyszła „Kolonia”, a niedługo ukaże się „Kolaps” Kidruka. Nie wspominam już o naszych mastodontach, takich jak Żadan, który jest wydawany cały czas i stale interesuje polskiego czytelnika. Czy więc zainteresowanie jest? Jest. Ale żeby je wzmacniać, potrzebne są strategie i polityki, których my jako sektor społeczny nie zbudujemy, ale na których możemy się opierać – zarówno po stronie polskiej, jak i ukraińskiej.

Na jakich odbiorców liczyliście, zakładając kawiarnio-księgarnię NIĆ w Krakowie?

Przede wszystkim na Ukraińców w Polsce, bo mamy książki w języku ukraińskim. Oczywiście chodziło nam też o to, by ludzie przechodzili z książek rosyjskich na ukraińskie – i 2022 rok był tu mocnym impulsem. A z większych celów: popularyzować literaturę ukraińską również wśród Polaków, pokazywać, że jest różnorodna, a nawet organizować prezentacje książek, które nie zostały jeszcze przetłumaczone – po to, żeby je przetłumaczono.

Pamiętam, że w latach 2022–2023 przychodzili do nas Polacy i po prostu brali z półki 10–20 książek i szli do kasy. Mówili, że są wolontariuszami w ośrodku, w którym mieszkają mamy z dziećmi, i chcą im zawieźć książki dla dzieci. Żeby człowiek, który przyjechał, miał choć trochę poczucia bezpieczeństwa związanego z językiem, z tożsamością.

A kto przychodzi na wasze wydarzenia?

Polska publiczność jest zainteresowana. Wszystko zależy od formatu. Dosłownie wczoraj odbyły się tańce etniczne, gdzie język nie ma wpływu na wybór wydarzenia, i myślę, że proporcja wynosiła 70 do 30 na korzyść Polaków i ogólnie obcokrajowców, którzy przyszli, bo taki format ich ciekawi.

W tym roku na Międzynarodowym Festiwalu Teatru Ukraińskiego „Wschód-Zachód” wystąpił teatr, w którym większość aktorów to weterani. Czy to zmienia atmosferę festiwalu?

Wydaje mi się, że nie, bo repertuar, który przywiózł teatr weteranów, w ogóle nie dotyczy wojny. I słusznie – to była ich terapia. Grali fragmenty światowej klasyki, od Szekspira, to były komedie. Koncepcja teatru zaprezentowana na festiwalu opierała się na tym, że traumę można przepracowywać także poprzez sztukę teatru, ale nie trzeba się przy tym retraumatyzować.

Sam festiwal zmienił się zasadniczo w 2022 roku. Przyjechał do nas teatr z Mariupola, z Charkowa, z Sum, teatr z Ługańska. Teatr to bardzo delikatna tkanka, która żyje tu i teraz. Teatr nie znosi kłamstwa, bo tę fikcję od razu czuć.

Kiedyś bardzo trudno było ściągnąć widzów na spektakle dla dzieci. A teraz wszystkie spektakle dziecięce były wypełnione w 90 albo 100 procentach, bo szkoły po prostu przyprowadziły na nie swoich uczniów. Dla nich to wyjątkowa okazja, żeby obejrzeć spektakl po ukraińsku.

Czy w swojej pracy odczuwa pani napięcie, które w ostatnim roku narosło między Ukrainą a Polską?

Bezpośrednio się na nas nie odbija, ale nie mogę powiedzieć, że go nie ma, bo jest. Naszym zadaniem jest budować wokół siebie silną społeczność, która jest gotowa cię wesprzeć, budować zrozumienie wśród władz lokalnych i lokalnych liderów opinii – zrozumienie tego, jak ważni jesteśmy jako organizacja – i budować zaufanie wśród partnerów. To wypracowuje się latami.

Ale kultura działa znacznie wolniej niż kłótnie w programach publicystycznych. Czy może stać się mostem?

Nie zgadzam się, że kultura działa wolniej. Kultura działa długofalowo. Jeśli zapyta pani teraz Polaków, czy pamiętają sprawę Orderu Orła Białego, jestem pewna, że 75 procent zapyta: a co to było? Już o tym zapomnieli. Trzeba rozumieć kontekst, a nie tylko żyć chwilą.

Czy możemy to osiągnąć kulturą? Możemy, ale trzeba w to inwestować tyle, ile inwestuje Korea Południowa. Jeśli zapytamy dziś: za co nie lubicie Korei Południowej? Większość ludzi odpowie: a nie lubimy jej? Mamy jej nie lubić? Właśnie o to chodzi – o strategię, o długofalowe działanie.

A ilu współczesnych wykonawców pop zna pani z Czech? A ze Słowacji? Oni też nie mają strategii podbijania świata. Bo to jest pytanie, czy Ukraina w ogóle musi podbijać świat. Z jednej strony byłoby super. Z drugiej – w pewnych niszach jesteśmy świetni, pracujemy i doskonale umiemy w tę grę grać. Na przykład z DakhaBrakhą. Albo z niektórymi projektami didżejskimi czy z metalem.

Żebyśmy stali się popularni w Polsce, musimy przejść drogę popularności na świecie i dopiero potem przyjść do Polski. Rammstein nie stał się najpierw popularny w Polsce, a potem na świecie. Najpierw zdobył świat, a dopiero potem Polskę.

Jakie małe kroki możemy robić tutaj, w Polsce?

Musimy uczyć się kultury tych, z którymi rozmawiamy. „Cudzego się uczcie i swego się nie wyrzekajcie” – Szewczenko bardzo trafnie podkreślił, że żeby przekazać wyjątkowość własnej kultury, trzeba zrozumieć wyjątkowość kultury, z którą się rozmawia. Budować dialog, a nie monolog.

Czyli nie wchodzić od progu z hasłem: „masz, czytaj”. Twardocha tłumaczy się teraz na ukraiński. Świetnie – przeczytajcie go, porozmawiajcie o nim z Polakami, idźcie na polskie kino, obejrzyjcie je. Agnieszka Holland nakręciła przecież nie tylko film o Wielkim Głodzie w Ukrainie, ma też inne filmy. Przeczytajcie trudniejszą polską literaturę – choćby Sienkiewicza – żeby zrozumieć, skąd w Polsce bierze się na przykład romantyzacja pewnych historycznych wątków.

Bo wydaje mi się, że kiedy Ukraińcy przychodzą z pretensjami: "dlaczego nas nie akceptują!" – to dlaczego właściwie mieliby nas akceptować? Nie znamy ich do końca (Najpierw to my, Ukraińcy, musimy zacząć poznawać i rozumieć Polaków – red.). Trzeba odrobić swoją pracę domową. I wtedy można powiedzieć: my swoją pracę domową odrobiliśmy, teraz pomożemy wam odrobić waszą. Więc tak – chodzi o szacunek. O to, żeby nie przerzucać odpowiedzialności wyłącznie na innych, tylko brać ją na siebie.

Dziękuję za rozmowę.

Nadia Moroz-Olszańska – pochodzi z Połtawy, od 2012 roku mieszka w Krakowie. Absolwentka dyplomacji kulturalnej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Prezeska Fundacji Widowisk Masowych, dyrektorka Międzynarodowego Festiwalu Teatru Ukraińskiego „Wschód-Zachód”, współzałożycielka ukraińskiej kawiarnio-księgarni NIĆ w Krakowie.

Źródło: Nowiny Wschodnie

© Nowiny Wschodnie. Publikacja i rozpowszechnianie materiału wyłącznie z podaniem autora oraz aktywnego linku do oryginalnego artykułu.

Dyskusja

Co sądzisz o tym materiale?

0 Komentarze

Dołącz do rozmowy. Komentarze powinny odnosić się do tematu artykułu.

Nie ma jeszcze komentarzy. Możesz rozpocząć dyskusję.

Napisz komentarz

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *