5 mitów o Ukraińcach w Polsce: uciekają przed frontem, „popierają zbrodnie”, żenią się „dla papierów”

Pierwsze pięć mitów o Ukraińcach w Polsce — o emeryturach, kolejce do lekarza, rynku pracy, zasiłkach i przestępczości — już rozbieraliśmy na czynniki pierwsze. Ale mitologia na tym się nie zatrzymała: po prostu przeniosła się na inny poziom — z pieniędzy na tożsamość. Teraz to już nie tyle „Ukraińcy zabierają”, ile „Ukraińcy nie są tymi, za kogo się podają”: ukrywają się przed wojną, tuszują nawzajem swoje przestępstwa, żenią się nie z miłości, a z wyrachowania. Każde z tych przekonań ma tę samą konstrukcję, co poprzednie pięć: okruch faktu, z którego wyrwano kontekst.

Wesprzyj Nowiny Wschodnie
Pomóż nam rozwijać niezależne polsko-ukraińskie medium.
Wspólnie zebraliśmy
342 zł
Cel
5 000 zł
Każde wsparcie pomaga nam tworzyć rzetelne informacje i rozwijać portal.
Postaw kawę za:

Zacznijmy od najostrzejszego.

Mit 1. Wszyscy ukraińscy mężczyźni w Polsce to uciekinierzy przed mobilizacją

Teza jest na tyle rozpowszechniona, że niemal nie wymaga wyjaśnienia: mężczyzna w wieku produkcyjnym z ukraińskim paszportem w Polsce to z automatu „ten, co uciekł”. To mit — bo zdecydowana większość tych mężczyzn fizycznie nie mogła i nie może „uciec przed mobilizacją” samym faktem przebywania w Polsce: żadna polska instytucja nie ma i nigdy nie miała mechanizmu, by powołać ich do wojska czy przekazać ukraińskiej armii, a co najważniejsze — większość Ukraińców w Polsce przyjechała długo przed 2022 rokiem, jako zwykli migranci zarobkowi, a nie jako uciekinierzy przed wojną. Według danych Polskiego Funduszu Rozwoju, z około 2,3 miliona Ukraińców przebywających w Polsce pod koniec 2022 roku, 1,2–1,3 miliona — czyli większość — przyjechało do kraju jeszcze przed 24 lutego 2022 roku, często na wiele lat przed pełnoskalową inwazją. Nie chodzi więc o wyjątek, lecz o podstawowy fakt: typowy Ukrainiec w Polsce to nie świeży uciekinier przed mobilizacją, tylko osoba, która miała już polską historię zawodową na długo przed tym, zanim kwestia mobilizacji w ogóle się pojawiła.

dezinformacja o Ukraińcach w Polsce


Według stanu na połowę 2026 roku w rejestrze PESEL w Polsce figurowało ponad 218 tysięcy mężczyzn ze statusem UKR w wieku 18–65 lat. Jak wprost tłumaczy „Nasz Wybir”, mimo doniesień pojawiających się od czasu do czasu w polskich i ukraińskich mediach, dziś nie istnieje żaden mechanizm, który pozwalałby powołać do wojska czy ekstradować do Ukrainy obywatela przebywającego za granicą. Legion Wolności Ukrainy — i ten jest ochotniczy. Sama konstrukcja mitu myli się więc od razu w dwóch miejscach: po pierwsze w danych wyjściowych — większość tych ludzi przyjechała nie uciekając przed wojną czy mobilizacją, lecz na długo przed nimi; po drugie w logice przyczynowo-skutkowej — przebywanie w Polsce nie jest ani sposobem, ani dowodem uchylania się, bo nie ma tu od czego się uchylać — przymusowego mechanizmu po prostu fizycznie nie ma.

Jednocześnie część tej mitologii ma racjonalne ziarno, tylko przekręcone. Liczba wniosków o ochronę międzynarodową składanych przez mężczyzn w wieku poborowym rzeczywiście rośnie — z 580 w 2022 roku do niemal 3,9 tysiąca w 2024-tym, a Urząd do Spraw Cudzoziemców wprost zaznacza: sama obawa przed mobilizacją nie stanowi podstawy do uzyskania statusu uchodźcy. Ale to kilka tysięcy konkretnych wniosków, a nie charakterystyka 218 tysięcy mężczyzn, którzy od lat mieszkają, pracują i płacą podatki w Polsce, często jeszcze sprzed 2022 roku.

Znamienne jest też to, skąd bierze się sama teza: niemal identyczna konstrukcyjnie fake newsowa historia już się zdarzyła wcześniej — tylko o Polakach. W grudniu 2022 roku w sieci krążył wpis przypisywany zastępcy burmistrza jednej z dzielnic Warszawy: rzekomo 70 tysięcy Polaków masowo przekroczyło granicę z Niemcami, uciekając przed „przymusową mobilizacją” w obawie przed wojną z Rosją. MON oficjalnie zdementował tę historię jako absurdalny fake news pochodzenia prorosyjskiego: żadnej mobilizacji w Polsce wtedy nie ogłoszono, a masowych wyjazdów Straż Graniczna nie odnotowała. To ten sam scenariusz, słowo w słowo — „(dana narodowość) masowo ucieka przed mobilizacją” — tylko przekierowany na inną publiczność. A to, że ta sama wymyślona konstrukcja już wcześniej „zadziałała” przeciwko Polakom, a teraz powtarza się wobec Ukraińców, jest dowodem, że mamy do czynienia z gotowym szablonem dezinformacyjnym, a nie wynikiem realnej obserwacji zachowania konkretnych ludzi.

Mit 2. Przestępstwa Ukraińców się ukrywa, a przestępstwa wobec Ukraińców — wręcz przeciwnie, nagłaśnia

Ta teza brzmi niemal jak aksjomat w niektórych kręgach: gdy przestępstwo popełnia Ukrainiec — milczy się o tym, a gdy Ukrainiec staje się ofiarą — od razu trafia to na pierwsze strony. To mit — i obala się go w dwóch kierunkach naraz: rzeczywisty obraz jest nie tylko inny, lecz wręcz odwrotny do tego, co twierdzi mit w obu swoich połowach.

Zacznijmy od pierwszej połowy — „przestępstwa Ukraińców się ukrywa”. Portal fact-checkingowy Demagog wprost pisze, że musiał już wcześniej dementować dokładnie tę tezę — informację, jakoby o łamaniu prawa przez Ukraińców było cicho w polskich mediach. Konkretny powód tej weryfikacji: na Facebooku krążył post z długą listą rzekomo przemilczanych „przestępstw Ukraińców” — od podpalenia hali targowej w Warszawie, przez wysadzenie torów kolejowych w Życzynie, po zarzuty o „podważanie integralności terytorialnej Polski”. Post, opublikowany przez asystenta jednego z posłów, zebrał blisko 10 tysięcy reakcji i niemal 2 tysiące udostępnień. Demagog zweryfikował każdy punkt listy osobno — i żaden nie znalazł potwierdzenia w faktach. Rzeczywistość jest odwrotna: czołowe polskie media (rp.pl, Wirtualna Polska, Dorzeczy, Kresy.pl) regularnie i szczegółowo publikują policyjne statystyki przestępczości wśród Ukraińców — z podziałem na lata, kategorie przestępstw, konkretnymi liczbami. To nie zachowanie mediów, które coś ukrywają, lecz mediów, które systematycznie temat nagłaśniają.

Co więcej: asymetria, jeśli w ogóle istnieje, działa w odwrotnym kierunku. OKO.press udokumentował całą sieć kont — o której jako pierwszy poinformował Demagog już w maju 2026 roku — prowadzonych z Wietnamu, które systematycznie rozpowszechniają wymyślone historie o rzekomo brutalnych przestępstwach Ukraińców. Dla wiarygodności konta te publikują prawdziwe zdjęcia policyjne, tylko podpisane pod zupełnie inne zdarzenia. To część udokumentowanej rosyjskiej operacji kognitywnej, mającej na celu radykalizację nastawienia Polaków wobec uchodźców. TVN24 przytoczyło konkretny przykład: 20 lipca 2026 roku w serwisie X pojawił się wpis rzekomo o 52-letnim Ukraińcu, który przez siedem dni torturował i gwałcił kobietę w Małopolsce — z dołączonym zdjęciem policyjnym zatrzymanego mężczyzny w kajdankach. Wpis obejrzano ponad 120 tysięcy razy, zbierając komentarze w rodzaju „mają nienawiść do Polaków w genach”. W rzeczywistości żadnej takiej sprawy nie było — zdjęcie dotyczyło zupełnie innego, niepowiązanego zatrzymania. Realnym problemem jest więc nie przemilczanie, lecz odwrotność: nadprodukcja fałszywych oskarżeń, które rozchodzą się szybciej i szerzej, niż jakiekolwiek „ukrywanie” mogłoby je powstrzymać.

Druga połowa tezy — „przestępstwa wobec Ukraińców się nagłaśnia” — również nie wytrzymuje konfrontacji z liczbami. Według danych policyjnych przeanalizowanych przez rp.pl, w pierwszym półroczu 2026 roku policja zarejestrowała 5130 obywateli Ukrainy jako pokrzywdzonych przestępstwem. Z tego przestępstwa na tle nienawiści — czyli motywowane narodowością czy pochodzeniem, dokładnie to, co rzekomo się „nagłaśnia” — stanowią zaledwie 3,5% wszystkich przypadków. Reszta to zwykłe oszustwa (najliczniejsza kategoria: 1151 przypadków tylko w pierwszym półroczu 2026 roku), kradzieże (blisko 800 przypadków w tym samym okresie — telefony, portfele, dokumenty, tablice rejestracyjne) oraz przestępstwa pospolite, które zdarzają się Ukraińcom równie często, co Polakom, z tego samego banalnego powodu: przestępcy jest wszystko jedno, jakiej jesteś narodowości. Kryminolog prof. Brunon Hołyst wprost podkreśla: skala wiktymizacji Ukraińców nie jest znacząca. Media nie tworzą więc wrażenia „epidemii nienawiści” tam, gdzie jej nie ma — przeciwnie, zarówno statystyki policyjne, jak i publikacje na ich podstawie pokazują: realnych przestępstw na tle nienawiści jest niewiele.

„Ostatnio dementowaliśmy informację, jakoby o łamaniu prawa przez Ukraińców było cicho w polskich mediach” — z materiału portalu fact-checkingowego Demagog, który wielokrotnie weryfikował dokładnie tę tezę i za każdym razem uznawał ją za fałszywą.

Obie połowy mitu mylą się więc w przeciwnych kierunkach: przestępstw popełnianych przez Ukraińców się nie ukrywa — pisze się o nich szczegółowo i regularnie, a prawdziwym problemem jest strumień fałszywych oskarżeń; przestępstw wobec Ukraińców się nie nagłaśnia — przeciwnie, dostępne statystyki pokazują, że ataki motywowane nienawiścią są rzadkie.

Dlaczego mity zmieniają temat, ale nie zmieniają logiki?

Warto się tu zatrzymać i zadać pytanie wprost: dlaczego przez trzy lata retoryka przeszła od „Ukraińcy zabierają pieniądze” do „Ukraińcy nie są tymi, za kogo się podają, a nawet media grają nie fair w ich sprawie”? Odpowiedź jest prosta: pierwsza fala mitów rozbiła się o konkretne liczby ZUS i NFZ, które łatwo zweryfikować. Druga fala została świadomie dobrana jako trudniejsza do obalenia — dotyczy intencji, motywów i uprzedzeń medialnych, a nie wskaźników budżetowych, i dlatego żyje dłużej.

Mit 3. Ukraińska społeczność w Polsce gloryfikuje UPA i Banderę

To najbardziej drażliwy z nowych mitów, bo dotyka realnej, udokumentowanej tragedii wołyńskiej. Formułowany jest nie łagodnie — nie jako „część Ukraińców nie zna kontekstu symboliki” — lecz ostro: jakoby Ukraińcy masowo byli „banderowcami” właśnie w sensie popierania zbrodni na ludności cywilnej, a nie w sensie symbolu walki o niepodległość. Nie chodzi więc o flagę czy piosenkę, lecz o przypisywaną aprobatę zabójstw. To mit — i obala się go nie zaprzeczaniem, że symbolika w ogóle się pojawia (bo faktycznie czasem się pojawia), lecz bezpośrednią weryfikacją samego przypisywanego motywu: czy rzeczywiście chodzi o popieranie zbrodni, czy o coś zupełnie innego.

Weryfikacja liczbami daje jednoznaczną odpowiedź. Badanie Centrum Mieroszewskiego, przeprowadzone w listopadzie 2025 roku wśród Ukraińców, pokazało: zaledwie 31% badanych dobrze znało temat tragedii wołyńskiej, kolejne 57% coś o niej słyszało, ale nie było pewnych szczegółów. To już przeczy samej konstrukcji mitu: nie da się „popierać zbrodni”, o których w większości ma się tylko mgliste pojęcie. Jeszcze bardziej wymowna jest inna liczba z tego samego badania: 54% Ukraińców poparło utworzenie wspólnej ukraińsko-polskiej komisji historyków do zbadania tych zbrodni — czyli większość nie zaprzecza ani nie usprawiedliwia, lecz chce ustalić prawdę poprzez wspólne, a nie jednostronne śledztwo. To dokładne przeciwieństwo „popierania zbrodni”, które przypisuje mit.

Mechanizm samej podmiany udokumentował autor publikacji w „Więzi” — polski dziennikarz, który opisał własne doświadczenie: na spotkaniu, na które zaprosili go ukraińscy przyjaciele w podziękowaniu za pomoc w znalezieniu mieszkania, na ekranie podczas uroczystej części pojawiła się czarno-czerwona flaga OUN-UPA, a z głośników zabrzmiała patriotyczna pieśń. Autor opisuje to jako szok kulturowy — nie dlatego, że obecni chcieli kogoś obrazić czy złożyć deklarację polityczną, lecz dlatego, że nikt z uczestników spotkania po prostu nie zdawał sobie sprawy z polskiego kontekstu tej flagi i postaci Bandery: dla nich była to wyłącznie symbolika antyradzieckiego oporu, bez żadnego związku z tragedią wołyńską. Tam, gdzie mit widzi świadomą aprobatę zabójstw Polaków, w rzeczywistości jest symbolika użyta bez jakiejkolwiek wiedzy o tym konkretnym kontekście, który nadaje jej znaczenie w Polsce. Potwierdza to również skala: zorganizowanego, politycznie ukształtowanego poparcia dla zbrodni jako zjawiska masowego w Ukrainie nie ma — żadna licząca się siła polityczna w kraju nie opiera swojego programu na ideologii OUN-B. W wyborach prezydenckich 2019 roku Rusłan Koszulynski — kandydat szerokiej koalicji jawnie nacjonalistycznych partii i ruchów („Swoboda”, „Prawy Sektor”, Kongres Ukraińskich Nacjonalistów, organizacja C14) — zdobył zaledwie 1,62% głosów, czyli przegrał już w pierwszej turze. To, co mit przedstawia jako masowe poparcie dla zbrodni, popiera więc statystycznie znikoma mniejszość, która nawet w wyborach nie zdołała zebrać zauważalnego wyniku.

Historyk prof. Jan Pisuliński z Uniwersytetu Rzeszowskiego dodaje kolejny argument przeciwko samemu mitowi: żywotność symbolu w ukraińskiej codzienności opiera się nie na zaprzeczaniu zbrodniom na Polakach, lecz na tym, że te oddziały walczyły z okupantami najdłużej ze wszystkich — ostatnich uczestników podziemia schwytano dopiero w 1960 roku. Motywacja do czczenia jest więc inna, niż ta, którą przypisuje mit. I ostatni szczegół, który zamyka obalenie: jak zauważa „Więź”, sam termin „banderyzacja” Ukraińców w polskiej przestrzeni publicznej najaktywniej promują nie sami Ukraińcy, lecz polskie nacjonalistyczne siły polityczne — czyli źródło rozprzestrzeniania mitu leży nie w zachowaniu Ukraińców, ale w polskiej polityce wewnętrznej.

Mit 4. Ukraińcy sami nie chcą się integrować, trzymają się na uboczu

Ten mit działa w odwrotnym kierunku niż poprzednie: nie oskarża Ukraińców o nadmierne korzystanie z Polski, lecz o lekceważenie jej — mówiąc, że żyją obok, ale świadomie trzymają się we własnym, zamkniętym kręgu. To mit — bo badania pokazują nie niechęć, lecz coś przeciwnego: Ukraińcy wykazują jedne z najwyższych wskaźników integracji zawodowej i językowej wśród migrantów w Europie, dlatego wyjaśnienie „oni nie chcą” przeczy faktom na ich własny temat. A tam, gdzie kontakt społeczny jest rzeczywiście słabszy, przyczyna leży po polskiej stronie równania, nie po ukraińskiej.

Badanie Instytutu Krytyki Politycznej „Nie jesteśmy w domu” autorstwa Oleny Babakovej i Przemysława Sadury pokazuje to wprost: Ukraińcy w Polsce są świetnie zintegrowani na rynku pracy — uczą się języka, pracują, płacą podatki, zakładają firmy. Problem w tym, że ta integracja gospodarcza nie przełożyła się na społeczną: wielu z nich po kilku latach życia w Polsce wciąż nie ma ani jednego polskiego przyjaciela. Kluczowe jest jednak, dlaczego tak się dzieje. Współautorka badania Olena Babakova wprost wskazuje przyczynę, i nie jest to niechęć Ukraińców: kwestia nie w tym, czy sami migranci chcą się integrować, lecz w tym, że między społeczeństwem a migrantami jest jeszcze państwo — i to właśnie ono, jej zdaniem, „okazało się kompletnie nieprzygotowane”. Chodzi o szkoły, urzędy, system legalizacji pobytu, ochronę zdrowia, a nie o osobistą postawę migrantów.

Jeszcze konkretniejszego dowodu na odwrotny kierunek przyczynowości dostarcza osobne badanie OKO.press o ukraińskich dzieciach w polskich szkołach: w szkołach coraz częściej zdarzają się praktyki nie integracyjne, lecz asymilacyjne — na przykład od ukraińskich dzieci oczekuje się, by nie mówiły po ukraińsku nawet poza lekcjami, na przerwach. Badacze odnotowują też odwrotną stronę medalu: polscy uczniowie często nie chcą siadać z ukraińskimi kolegami w jednej ławce, a nauczyciele, mimo dobrych intencji, nie mają przygotowania, by rozpoznać stan emocjonalny dziecka z doświadczeniem wojny czy rozwiązywać konflikty na tle narodowościowym — szkoły po prostu nie prowadzą warsztatów antydyskryminacyjnych, a konflikty rozwiązuje się dopiero post factum. Część dzieci w efekcie sama unika podkreślania ukraińskiej tożsamości, „żeby nie drażnić Polaków” — to nie Ukraińcy unikają kontaktu z Polakami, lecz odwrotnie, dostosowują się pod zewnętrzną presję, żeby tego kontaktu nie stracić. To wprost zaprzecza logice mitu: ludzie, którzy rzekomo „sami nie chcą” się zbliżać, w rzeczywistości aktywnie starają się nie wyróżniać.

Mit 5. Ukrainki wychodzą za Polaków dla dokumentów i pieniędzy

Ilustracja symboliczna do artykułu „Kolejne 5 mitów o Ukraińcach w Polsce" — mit 5: „Ukrainki wychodzą za Polaków dla dokumentów i pieniędzy".

Ten stereotyp to chyba najstarszy z nowej piątki, a jednocześnie najbardziej wykorzystywany w kampaniach dezinformacyjnych. To mit z dwóch powodów naraz. Po pierwsze, nie ma żadnej podstawy faktograficznej — żadne badanie ani oficjalna statystyka nie pokazują masowej praktyki fikcyjnych małżeństw dla dokumentów; są tylko pojedyncze anegdoty uogólnione do obrazu całej grupy ludzi. Po drugie — i to najważniejsze — sam wzrost popularności tej tezy ma udokumentowane sztuczne pochodzenie, a nie jest reakcją na realną zmianę zachowania Ukrainek.

Wymowny przykład rozłożył na czynniki pierwsze OKO.press: jesienią 2022 roku w polskiej przestrzeni informacyjnej nagle rozpowszechniła się teza „Ukrainka ukradła męża” — z formułowaniami w rodzaju tego, że młode Polki złoszczą się na Ukrainki, bo te mają inny model kariery, w którym awans społeczny kobiety wciąż częściej daje związek, a nie samodzielność. Tezy te miały wszystkie cechy skoordynowanej, prawdopodobnie rosyjskiej operacji informacyjnej, wymierzonej właśnie w młode Polki — typowy zabieg: nie bezpośredni atak na Ukraińców jako grupę, lecz wbijanie klina między konkretnymi grupami społecznymi (w tym przypadku młodymi kobietami) poprzez zwykłą zazdrość. To kluczowy fakt dla obalenia mitu: wrogość wobec Ukrainek jako „rozwódek” nie powstała oddolnie, z realnych obserwacji Polaków, lecz została sztucznie uruchomiona z zewnątrz — i dlatego nie miała żadnych realnych podstaw demograficznych: badania Ipsos wtedy i później konsekwentnie pokazywały przeważnie pozytywny stosunek Polaków do Ukraińców.

Rzeczywistość, którą opisuje portal „Sestry” na przykładzie prawdziwych mieszanych rodzin, jest znacznie bardziej prozaiczna i obala mit już na poziomie motywacji, a nie tylko statystyki. Maria Stanisławska przyjechała z Winnicy do Polski jedenaście lat temu — studiować nanotechnologię na Politechnice Łódzkiej, a nie szukać polskiego męża; swojego przyszłego partnera poznała dopiero lata później, podobnie jak większość bohaterek materiału — na portalu randkowym. Pary poznają się głównie w ten sposób, budują relacje latami, a za główne wyzwanie uznają nie „wyrachowanie”, lecz pokonanie bariery językowej i kulturowej oraz stereotypu „teściowa kontra synowa”, który — jak mówi Stanisławska — świadomie przełamują: „pokazujemy inną rzeczywistość — możemy się ze sobą śmiać, kłócić, ale z miłością”. Liczba polsko-ukraińskich małżeństw rzeczywiście rośnie z roku na rok — ale to dowód na to, że ludzie coraz częściej żyją, pracują i spotykają się obok siebie, a nie dowód fikcyjności tych małżeństw, jak próbuje przekonać mit.


Dlaczego te dwa bloki mitów — o pieniądzach i o tożsamości — tak łatwo bierze się za prawdę? Bo oba upraszczają złożoną, wieloletnią sytuację do jednego wygodnego zdania, którego nie trzeba sprawdzać, żeby w nie uwierzyć. Antropologia społeczna nazywa to myśleniem mitologicznym: przekonaniem opartym na wierze, nie na dowodzie. Różnica polega tylko na tym, że mit finansowy rozbija się o liczbę z ZUS po jednym wyszukiwaniu w Google, a mit o motywach i tożsamości człowieka — nie: bo nie da się „zweryfikować cudzego małżeństwa” ani „udowodnić”, że konkretna osoba nie ukrywa się przed wojną. Dlatego druga fala mitów jest bardziej żywotna niż pierwsza — i dlatego trudniej z nią walczyć faktami.

Liczby obalają pieniądze. Ale obalić podejrzenie jest trudniej, niż obalić liczbę.

W artykule analizujemy najczęściej powtarzane twierdzenia dotyczące obywateli Ukrainy mieszkających w Polsce. Każde z nich porównujemy z obowiązującymi przepisami oraz oficjalnymi danymi instytucji publicznych. – Red.

Źródło: Nowiny Wschodnie / RP.PL / OKO.press / TVN24 / Demagog.org.pl / Więź / Krytyka Polityczna / Sestry.eu / Centrum Mieroszewskiego (za ZN.UA) / Kresy.pl / UAinKrakow.pl

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *