Od pierwszych godzin po tragedii z 2 maja 2014 roku rosyjskie media zaczęły przedstawiać wydarzenia w Odessie jako powtórkę zbrodni dokonanej podczas II wojny światowej w białoruskiej wsi Chatyń. Podobieństwo miało być oczywiste: ukraińscy nacjonaliści, bezbronni ludzie, zamknięty budynek i ogień. Problem w tym, że ta opowieść nie była opisem wydarzeń, lecz starannie skonstruowaną narracją propagandową. Jej zadaniem było nie tylko zniekształcenie obrazu odeskiej tragedii, ale również przedstawienie Ukrainy jako państwa rządzonego przez nazistów.

Propagandowa manipulacja
5 000 zł
Rosyjska propaganda nie potrzebowała wiele czasu, aby znaleźć określenie, które miało na długie lata zdominować sposób opowiadania o wydarzeniach w Odessie z 2 maja 2014 roku. Już w pierwszych godzinach po tragedii pojawiło się sformułowanie „odeski Chatyń”. Nie było to przypadkowe zestawienie nazw. Odwoływało się do jednej z najbardziej rozpoznawalnych tragedii II wojny światowej na Białorusi, a zarazem do symbolu, który przez dziesięciolecia zajmował szczególne miejsce w sowieckiej polityce historycznej.
Przekaz był prosty i niezwykle sugestywny. W Odessie ukraińscy nacjonaliści mieli postąpić dokładnie tak samo jak hitlerowscy oprawcy i ich kolaboranci w 1943 roku. Bezbronni ludzie, wśród nich kobiety, osoby starsze i dzieci, zostali rzekomo zamknięci w budynku Związków Zawodowych, a następnie spaleni żywcem przez ukraińskich faszystów. W propagandowych materiałach pojawiały się obrazy ludzi wyskakujących z okien, okrzyki „Chwała Ukrainie!” oraz opowieści o rzekomej czystce etnicznej.
W ten sposób określenie „odeski Chatyń” stało się czymś znacznie większym niż tylko emocjonalnym komentarzem do tragicznych wydarzeń. Zaczęło funkcjonować jako gotowa interpretacja całego dnia 2 maja. Zanim jeszcze zebrano i zweryfikowano informacje o przebiegu starć w centrum Odessy, odbiorcom podsuwano odpowiedź, kto był katem, kto ofiarą i jaki był rzekomy cel całej operacji.
Aby zrozumieć, dlaczego ta narracja okazała się tak skuteczna, trzeba najpierw cofnąć się do marca 1943 roku.
Chatyń – prawdziwa tragedia
Chatyń to niewielka miejscowość na Białorusi, położona około 60 kilometrów na północ od Mińska. 22 marca 1943 roku została zniszczona podczas niemieckiej akcji odwetowej. Zginęło 149 mieszkańców, w tym 75 dzieci. Część ludzi została spalona żywcem w drewnianej stodole, pozostali zginęli od kul. Nielicznym udało się przeżyć.

Bezpośrednim tłem tragedii była działalność partyzantów sowieckich, którzy zaatakowali niemiecki konwój. W wyniku starcia zginęło kilku funkcjonariuszy niemieckiej formacji policyjnej. Niemcy zastosowali zasadę zbiorowej odpowiedzialności, kierując represje przeciwko mieszkańcom pobliskiej wsi.
W pacyfikacji uczestniczyli niemieccy funkcjonariusze oraz członkowie 118. batalionu Schutzmannschaft, jednostki pomocniczej niemieckiej policji, złożonej w znacznej mierze z ukraińskich kolaborantów. Wśród osób odgrywających ważną rolę w batalionie był Hryhorij Wasura, były porucznik Armii Czerwonej, który po dostaniu się do niemieckiej niewoli przeszedł na stronę okupanta. Nie był to jednak oddział ukraińskiej armii ani formacja reprezentująca ukraińskie społeczeństwo. Była to jednostka działająca w strukturach niemieckiego aparatu okupacyjnego.
Warto podkreślić ten fakt, ponieważ właśnie udział ukraińskich kolaborantów stał się później jednym z najczęściej wykorzystywanych elementów propagandowej opowieści, bowiem w sowieckiej i współczesnej rosyjskiej narracji historycznej bardzo łatwo przechodzi się od odpowiedzialności konkretnych ludzi i formacji do przypisywania winy całemu narodowi. Tymczasem odpowiedzialność za zbrodnię w Chatyniu spoczywa na sprawcach działających w ramach niemieckiego systemu okupacyjnego. Nie zmienia to jednak podstawowego faktu: mieszkańcy Chatynia byli niewinnymi ofiarami niemieckiej polityki terroru i zbiorowych represji.
Historia sowieckiej manipulacji
Po zakończeniu II wojny światowej Chatyń przez pewien czas pozostawał jedną z wielu białoruskich miejscowości zniszczonych przez niemieckich okupantów. Podczas wojny na Białorusi spalono tysiące wsi i osiedli. W wielu przypadkach mordowano również ich mieszkańców. Tragiczny los Chatynia nie był zatem odosobnionym wydarzeniem, choć z czasem właśnie ta miejscowość stała się najważniejszym symbolem niemieckich represji na Białorusi.
Pomysł upamiętnienia mieszkańców pojawił się w 1965 roku. Cztery lata później, w 1969 roku, otwarto monumentalny kompleks memorialny. Jego centralnym elementem jest sześciometrowa rzeźba przedstawiająca mężczyznę trzymającego martwe ciało dziecka. Postać symbolizuje Józefa Kamińskiego, jednego z nielicznych ocalałych mieszkańców wsi. Po odzyskaniu przytomności wśród zwłok odnalazł on swojego syna, który zmarł na jego rękach.
Na terenie memoriału odtworzono również miejsca, w których znajdowały się spalone domy. Powstało 26 symbolicznych fundamentów, a w każdym z nich umieszczono obelisk przypominający komin zniszczonego budynku. Cały kompleks zajmuje około 32 hektarów.
Chatyń miał upamiętniać nie tylko 149 zamordowanych mieszkańców, ale również tysiące innych białoruskich miejscowości zniszczonych podczas okupacji. Z czasem stał się miejscem obowiązkowych wizyt zagranicznych delegacji, polityków i przedstawicieli różnych państw. Odwiedzali go między innymi Richard Nixon, Fidel Castro, Rajiv Gandhi i Jaser Arafat.
Samo upamiętnienie ofiar niemieckiego terroru nie budzi oczywiście żadnych wątpliwości. Problem polega na tym, że pamięć o Chatyniu została włączona w szerszą politykę historyczną Związku Radzieckiego, która miała również bardzo niewygodne dla Moskwy cele. Jednym z nich było konsekwentne ukrywanie prawdy o zbrodni katyńskiej.

Chatyń i Katyń – podobieństwo nazw, które wykorzystano politycznie
Dla polskiego czytelnika podobieństwo nazw Chatyń i Katyń jest szczególnie uderzające. W języku angielskim białoruska miejscowość zapisywana jest jako Khatyn, co dodatkowo zwiększa możliwość pomyłki. Nie są to oczywiście te same miejsca ani te same wydarzenia. Chatyń to białoruska wieś zniszczona przez niemieckie oddziały i kolaborantów w 1943 roku. Katyń natomiast kojarzy się przede wszystkim ze zbrodnią NKWD z 1940 roku, kiedy zamordowano tysiące polskich oficerów, funkcjonariuszy i przedstawicieli polskiej inteligencji.
Zbrodnia katyńska była dla władz sowieckich niezwykle niewygodna. Ujawniała prawdziwe oblicze sowieckiej polityki wobec Polski i podważała propagandowy obraz Związku Radzieckiego jako wyłącznie wyzwoliciela Europy spod okupacji hitlerowskiej. Przez dziesięciolecia Moskwa przypisywała odpowiedzialność za mord na polskich jeńcach Niemcom. Kłamstwo katyńskie stało się jednym z najważniejszych elementów sowieckiej polityki historycznej.
Wybór Chatynia na miejsce monumentalnego memoriału i późniejsze eksponowanie tej nazwy w propagandzie rzeczywiście sprzyjały zacieraniu różnicy między Chatyniem a Katyniem. Podobieństwo nazw wykorzystywano w publikacjach, materiałach propagandowych i podczas zagranicznych wizyt.
Trzeba jednak zachować precyzję: twierdzenie, że cały kompleks w Chatyniu został od początku zaprojektowany wyłącznie po to, aby ukryć Katyń, jest uproszczeniem. Memorial miał również rzeczywistą funkcję upamiętnienia ofiar niemieckich represji. Można natomiast mówić o tym, że sowieckie władze świadomie wykorzystywały podobieństwo nazw oraz monopolizowały przekaz o zbrodniach wojennych, jednocześnie ukrywając własne zbrodnie.
To właśnie ten mechanizm jest szczególnie istotny dla zrozumienia późniejszego wykorzystania Chatynia w rosyjskiej propagandzie dotyczącej Odessy.

Jak narodził się „odeski Chatyń”?
Wróćmy do 2 maja 2014 roku. Określenie „odeski Chatyń” pojawiło się w przestrzeni publicznej około północy, na stronie jednej z lokalnych odeskich gazet. Następnie zostało szybko podchwycone przez rosyjskie media, blogerów i użytkowników portali społecznościowych. W godzinach porannych zaczęło funkcjonować również w oficjalnym rosyjskim przekazie medialnym. Rosyjskie portale, gazety, programy telewizyjne i blogerzy zaczęli przedstawiać pożar budynku Związków Zawodowych jako celowo zaplanowaną akcję ukraińskich nacjonalistów. W tej opowieści nie było miejsca na pytania o to, co wydarzyło się wcześniej w centrum miasta, dlaczego doszło do starć, kto uczestniczył w zamieszkach i jakie działania podejmowały poszczególne grupy. Wystarczyło powtarzać propagandowe tezy tysiące razy, aby odbiorcy zaczęli automatycznie kojarzyć wydarzenia w Odessie z masakrą w białoruskiej wsi. Odbiorca otrzymywał gotowy obraz: ukraińscy faszyści otoczyli budynek, zapędzili do środka niewinnych ludzi, zamknęli drzwi i podpalili obiekt. Następnie mieli obserwować śmierć uwięzionych osób, wykrzykując nacjonalistyczne hasła. To właśnie ten obraz miał pozostać w pamięci.
Co wydarzyło się w Odessie 2 maja 2014 roku?
Nie sposób rzetelnie opisać tragedii w Odessie bez uwzględnienia wydarzeń, które rozegrały się wcześniej. Tego dnia w centrum miasta doszło do gwałtownych starć pomiędzy uczestnikami marszu proukraińskich kibiców i aktywistów a przeciwnikami Euromajdanu. W zamieszkach używano między innymi broni palnej, kamieni i koktajli Mołotowa. Zginęli ludzie, a liczba rannych sięgała setek.
Po starciach w centrum miasta część uczestników Antymajdanu wycofała się na Kulikowe Pole, gdzie znajdowało się ich miasteczko namiotowe. Wkrótce dotarł tam tłum proukraińskich aktywistów. Namioty zostały podpalone, a w kierunku Domu Związków Zawodowych rzucano koktajle Mołotowa. W budynku schronili się przeciwnicy Euromajdanu, ale znaleźli się tam również ludzie związani z obozem proukraińskim.
W wyniku pożaru i całodziennych zamieszek zginęło 48 osób. Większość ofiar poniosła śmierć w budynku Związków Zawodowych. I właśnie na tym polega jedna z najważniejszych rosyjskich manipulacji: rzeczywiste zaniedbania, nieudolność służb, przemoc i śmierć ludzi wykorzystano do zbudowania zupełnie innej historii – historii o zaplanowanym mordzie dokonanym przez państwo ukraińskie.

Czy ludzie zostali zapędzeni do budynku i zamknięci w środku?
Jednym z podstawowych elementów propagandowej opowieści było twierdzenie, że uczestnicy Antymajdanu zostali siłą zapędzeni do Domu Związków Zawodowych, a następnie zamknięci w nim i podpaleni. Nie odpowiada to jednak ustaleniom dotyczącym przebiegu wydarzeń.
Część aktywistów Antymajdanu weszła do budynku jeszcze przed przybyciem na Kulikowe Pole tłumu proukraińskich demonstrantów. Nie oznacza to oczywiście, że ich zachowanie było rozsądne ani że mogli przewidzieć wszystkie konsekwencje pozostania w obiekcie. Mieli jednak możliwość opuszczenia placu przed eskalacją sytuacji.
Ważny jest również fakt, że w budynku znaleźli się także aktywiści proukraińscy. Jedna z takich grup schroniła się przed ogniem w sali konferencyjnej na trzecim piętrze. Trudno pogodzić ten fakt z propagandową wersją, według której cały budynek został objęty jednolitą, wcześniej przygotowaną operacją, której uczestnicy dokładnie wiedzieli, co dzieje się wewnątrz.
Nie oznacza to, że nie dochodziło do ataków na ludzi, że nie rzucano koktajli Mołotowa w kierunku budynku ani że wszyscy uczestnicy zajść działali racjonalnie. Przeciwnie. Była to sytuacja gwałtowna, chaotyczna i niebezpieczna, w której zachowania poszczególnych osób miały tragiczne konsekwencje.
Ale budynek Związków Zawodowych nie był drewnianą stodołą w Chatyniu. Nie można automatycznie przenosić obrazu niemieckiej pacyfikacji z 1943 roku na wydarzenia w Odessie.
Istotne jest również to, że rosyjska propaganda konsekwentnie pomijała wcześniejsze starcia w centrum miasta, ofiary po obu stronach oraz udział różnych grup w eskalacji przemocy. Takie selektywne przedstawianie faktów pozwalało stworzyć historię, w której jedna strona była wyłącznie bezbronną ofiarą, druga zaś zorganizowaną grupą morderców.
Dehumanizacja jako cel propagandowej operacji
Określenie „odeski Chatyń” miało jeszcze jeden bardzo ważny cel. Nie chodziło wyłącznie o przedstawienie Ukraińców jako sprawców konkretnej tragedii. Chodziło o zakwestionowanie ich człowieczeństwa i stworzenie obrazu całego narodu jako zbiorowości złożonej z bezwzględnych faszystów. W propagandowych przekazach Ukraińcy zaczęli być przedstawiani jako ludzie zdolni do najgorszych okrucieństw wobec każdego, kto nie podziela ich poglądów. Powtarzano określenia „banderowcy”, „neonaziści” i „faszyści”. Widzowie rosyjskiej telewizji mieli uwierzyć, że w Ukrainie władzę przejęły siły, które zamierzają fizycznie eliminować rosyjskojęzycznych mieszkańców.
Mechanizm ten można opisać za pomocą pojęcia traumy kulturowej. Chodzi o sytuację, w której określone wydarzenie zostaje wprowadzone do zbiorowej świadomości jako doświadczenie zagrażające podstawowym wartościom i poczuciu bezpieczeństwa danej społeczności. Nie musi przy tym chodzić o osobiste doświadczenie przemocy. Wystarczy odpowiednio skonstruowany przekaz, wielokrotnie powtarzany przez media i autorytety.
W przypadku rosyjskiego społeczeństwa obraz Odessy miał wywołać reakcję podobną do tej, jaką wśród wielu Ukraińców wywołały w 2022 roku informacje i zdjęcia z Buczy. W obu przypadkach odbiorcy konfrontowani byli z obrazem okrucieństwa, który miał wzbudzać nie tylko przerażenie, ale również pragnienie odwetu.
W rosyjskiej przestrzeni medialnej pojawiały się komentarze o „nieludziach”, „potworach” i „gorszych od faszystów”. Ukraiński żołnierz przestawał być postrzegany jako człowiek broniący własnego kraju. W propagandowym obrazie stawał się przedstawicielem zbrodniczej zbiorowości, którą należy ukarać. Takie przedstawianie przeciwnika ułatwia społeczną akceptację przemocy. Jeśli całe społeczeństwo zostaje przedstawione jako zagrożenie, wojna może być prezentowana nie jako agresja, lecz jako konieczność obrony przed rzekomym złem.
Od odeskiego Chatynia do usprawiedliwiania rosyjskiej agresji
Narracja o odeskim Chatyniu nie zakończyła się w 2014 roku. Przeciwnie, przez kolejne lata była konsekwentnie wykorzystywana jako jeden z argumentów mających uzasadniać rosyjskie działania wobec Ukrainy. Szczególnie wyraźnie było to widoczne 21 lutego 2022 roku. Tego dnia Władimir Putin wygłosił przemówienie, w którym ogłosił uznanie samozwańczych republik Donieckiej i Ługańskiej za niepodległe państwa. Decyzji towarzyszyło podpisanie dokumentów otwierających drogę do rozmieszczenia rosyjskich wojsk na ich terytorium.
W przemówieniu Putin ponownie przywołał wydarzenia w Odessie. Powiedział: „Niemożliwe jest bez dreszczy wspomnieć o strasznej tragedii w Odessie, gdzie uczestnicy pokojowego protestu zostali brutalnie zamordowani, żywcem spaleni w Domu Związków Zawodowych”. Następnie stwierdził, że sprawcy nie zostali ukarani, nikt ich nie szuka, ale Rosja zna ich nazwiska i zrobi wszystko, aby ich odnaleźć i osądzić.
Nie był to przypadkowy fragment przemówienia. Putin sięgnął po historię, która przez osiem lat była intensywnie obecna w rosyjskiej propagandzie. Przedstawił ją jako dowód na rzekome prześladowanie mieszkańców Ukrainy, a zarazem jako argument uzasadniający rosyjskie zaangażowanie. W ten sposób tragedia w Odessie została wykorzystana do przygotowania społecznego i politycznego uzasadnienia kolejnego etapu agresji.
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden element tej narracji. Putin występował w roli obrońcy ofiar, deklarując chęć ukarania sprawców. Jednocześnie pomijał odpowiedzialność rosyjskiego państwa za podsycanie konfliktu w Ukrainie i wspieranie sił destabilizujących sytuację w tym kraju.
Odeski Chatyń stał się więc jednym z elementów propagandowego uzasadnienia wojny, która rozpoczęła się na długo przed 24 lutego 2022 roku.

Odessa 2 maja 2014. Kulikowe Pole (fot. Strakhov Ivan).
Chatyń jako narzędzie wojny informacyjnej
W całej tej historii szczególnie uderzające jest to, że rosyjska propaganda wykorzystała dwie rzeczywiste tragedie, aby stworzyć jeden fałszywy obraz. Pierwszą była zbrodnia dokonana w Chatyniu w 1943 roku. Drugą – śmierć 48 osób podczas tragicznych wydarzeń w Odessie w maju 2014 roku. Obie zasługują na pamięć i rzetelne wyjaśnienie okoliczności. Żadna nie powinna być jednak wykorzystywana do manipulowania historią drugiej.
Rosyjska propaganda nie ograniczyła się do porównania tych wydarzeń. Stworzyła opowieść, w której tragedia odeska została przedstawiona jako powtórzenie nazistowskiej zbrodni, a odpowiedzialność za śmierć ludzi przypisano całemu narodowi ukraińskiemu. W ten sposób zbudowano jeden z najważniejszych mitów wykorzystywanych później do uzasadniania rosyjskiej agresji.
W propagandowej opowieści to właśnie Odessa miała być momentem ostatecznego przebudzenia rosyjskojęzycznej ludności Ukrainy. Obraz ludzi spalonych w budynku Związków Zawodowych powtarzano setki razy. Pojawiał się w wypowiedziach polityków, materiałach telewizyjnych, publikacjach internetowych i relacjach osób walczących później przeciwko Ukrainie. W niektórych przypadkach opowieści o rzekomo spalonych żywcem kobietach, w tym ciężarnych, stawały się osobistym uzasadnieniem przystąpienia do walki.
Trudno przecenić znaczenie takiej manipulacji. Człowiek, który uwierzył, że jego ojczyzna jest zagrożona przez hordy bezwzględnych nazistów, może uznać przemoc za moralny obowiązek. Tym bardziej jeśli przekaz ten jest powtarzany przez telewizję, polityków i osoby przedstawiane jako świadkowie wydarzeń.
Właśnie dlatego mit o odeskim Chatyniu był tak użyteczny dla Kremla. Pozwalał przedstawić rosyjską ingerencję w Ukrainie jako działanie obronne, a późniejszą agresję militarną jako konieczność wynikającą z rzekomego obowiązku ochrony ludności rosyjskojęzycznej.
Pamięć o ofiarach jako narzędzie propagandy
Historia Chatynia pokazuje, jak łatwo autentyczna tragedia może zostać wykorzystana do celów politycznych. Najpierw sowiecka propaganda włączyła ją do własnej polityki historycznej, marginalizując niewygodne fakty i wykorzystując podobieństwo nazwy do Katynia. Kilkadziesiąt lat później rosyjska propaganda ponownie sięgnęła po ten symbol, tym razem aby przedstawić Ukrainę jako państwo nazistowskie.
Prawda o wydarzeniach w Odessie jest znacznie ważniejsza niż propagandowe etykiety. Tragiczne wydarzenia w Odessie są przykładem tego, jak rosyjska propaganda potrafi wykorzystać pamięć o prawdziwej tragedii, aby stworzyć mit służący usprawiedliwianiu kolejnych zbrodni. I właśnie dlatego warto ten mit konsekwentnie rozbrajać. Nie po to, aby pomniejszać cierpienie ofiar, lecz po to, aby nie pozwolić, by ich śmierć została ponownie wykorzystana w służbie kłamstwa.
Źródła i materiały uzupełniające
- Coffee or Die Magazine – materiał historyczny.
- BBC News Russian – materiał dotyczący wydarzeń w Odessie.
- Smithsonian Magazine – historia zbrodni w Chatyniu i jej upamiętnienia.
- Instytut Pamięci Narodowej – „Sprawa Chatynia”.
- Grupa 2 Maja – archiwum tematyczne oraz analizy z 2015 roku i 2016 roku, marzec 2016.
- Borys Tynka, Odessa 2 maja 2014. Krwawy ślad „rosyjskiej wiosny”, Wydawnictwo e-bookowo, 2024.

Dziennikarz, felietonista, autor książek o Ukrainie, przewodnik i komentator wydarzeń związanych z Ukrainą oraz relacjami polsko-ukraińskimi.
Certyfikowany przewodnik po Odessie, odeskich katakumbach, ukraińskiej Besarabii i Kijowie. Autor licznych publikacji poświęconych historii, kulturze i współczesności Ukrainy, z których część została przetłumaczona na język ukraiński i wydana na Ukrainie. W 2020 roku otrzymał z rąk mera Odessy honorowy tytuł ambasadora miasta w Polsce.
24 lutego 2022 roku, w dniu rozpoczęcia pełnoskalowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę, przebywał w Odessie. Pozostał tam przez kolejne miesiące, angażując się w koordynację pomocy humanitarnej i relacjonując przebieg wojny dla polskich mediów. Swoje doświadczenia z tego okresu opisał w książce „Odessa 4.5.0.”.
W Nowinach Wschodnich publikuje artykuły i komentarze dotyczące wojny rosyjsko-ukraińskiej, rosyjskiej propagandy i dezinformacji, historii Ukrainy, ze szczególnym uwzględnieniem Odessy, a także relacji polsko-ukraińskich i zmieniających się nastrojów społecznych.
Współpracuje z ukraińskimi redakcjami i portalami informacyjnymi, a także występuje w polskich mediach jako komentator spraw ukraińskich.
Co sądzisz o tym materiale?
Dołącz do rozmowy. Komentarze powinny odnosić się do tematu artykułu.
Napisz komentarz