
fot. Rafał Chojnacki / Mazowiecki Instytut Kultury / oprac. Nowiny Wschodnie
Ganna Yarovenko to kijowska reżyserka filmów dokumentalnych i seriali telewizyjnych. 26 lutego 2022 roku razem z dziećmi i mamą trafiła do Mławy. Tu nakręciła pełnometrażowy dokument „Głos mamy”, założyła Dziecięce Studio Filmowe „Rajskie Jajeczko” i Fundację „Dialogi Sztuki”, a z ukraińskimi i polskimi dziećmi oraz seniorami stworzyła animowaną trylogię „Legendy Mławy”. Tej jesieni projekt został doceniony nagrodą „Impuls Kultury” Województwa Mazowieckiego. Rozmawiamy o tym, jak kino buduje mosty między ludźmi i gdzie dziś jest dla niej dom.
5 000 zł
Mława to dla Polaków miasto dobrze znane, ale dla większości Ukraińców jej nazwa nic nie mówi. Kim była Pani przed wojną i jak trafiła Pani właśnie tutaj?
Jestem zawodową reżyserką z Kijowa. Całe życie robiłam filmy dokumentalne i seriale telewizyjne. Kiedy zaczęła się pełnoskalowa inwazja, po prostu ratowałam dzieci. Mieszkaliśmy pod Irpieniem i wywoziłam je w chwili, gdy w Hostomelu trwał już szturm na lotnisko (przyp. red.: Irpień i Hostomel to miasta pod Kijowem. 24 lutego 2022 roku rosyjscy spadochroniarze próbowali zdobyć lotnisko w Hostomelu i właśnie tam rozegrały się pierwsze walki o Kijów). To działo się dosłownie za lasem.
W Mławie znalazłam się zupełnie przypadkiem. Przyjęła nas rodzina muzyków – Janusz i Kaja Prusinowscy (przyp. red.: Janusz Prusinowski to znany muzyk, lider zespołu Janusz Prusinowski Kompania, grającego polską muzykę tradycyjną). I oczywiście włączył mi się reżyserski instynkt: zaczęłam kręcić film „Głos mamy”.

„Głos mamy” (ang. „Mama’s Voice”) to pełnometrażowy autorski film dokumentalny o pierwszych miesiącach życia jej rodziny w Polsce, pod jednym dachem z polską rodziną. Zdjęcia powstawały od kwietnia do czerwca 2022 roku w Mławie i we wsi pod Buczą, w której pod rosyjską okupacją pozostał ojciec reżyserki. Jak odbierają go widzowie?
18 października ubiegłego roku w Los Angeles odbyła się premiera filmu (przyp. red.: na festiwalu LA Femme International Film Festival). Od tamtej pory pokazano go w wielu krajach, zdobył nagrody. 30 czerwca pokazałam go w Parlamencie Europejskim. Bardzo wiele osób płacze i mówi, że to film o nich. Dzieje się tak i w Ameryce, i w Kanadzie, i w Brukseli.
Dobrze, że film żyje teraz własnym życiem. Porusza temat uchodźstwa, macierzyństwa i tego, jak kultura ratuje w czasie kryzysu.
Wiele ukraińskich matek, które przyjechały z dziećmi w 2022 roku, wspomina pierwsze miesiące jak przez mgłę. Pani od razu zaczęła filmować i pracować z dziećmi. Czy miała Pani w ogóle czas na adaptację?
Miałam – opowiadam o tym w filmie. Mój organizm zaczął po prostu działać jak komputer. Emocje całkowicie się wyłączyły: nie potrafiłam ani płakać, ani się śmiać. Tak samo było, kiedy uciekaliśmy spod ostrzału: po prostu włączył się terminator i tyle.
Pierwszym celem, jaki sobie postawiłam, było zebranie wokół siebie ukraińskich dzieci, żeby mogły przepracować traumę przez sztukę, przez arteterapię. I pomagając innym, pomagałam sobie.
Ale muszę powiedzieć, że trauma nigdzie nie zniknęła. Wciąż to przeżywamy, ja też jestem w ciągłym stresie. To napięcie jest już stałe, jak szum w uszach. Choćby człowiek nie wiem jak szukał spokoju, przed wiadomościami nie ucieknie.
Równolegle z filmem Ganna Yarovenko zaczęła pracować z dziećmi w Mławie. Wyrosły z tego Dziecięce Studio Filmowe „Rajskie Jajeczko” i Fundacja „Dialogi Sztuki”, którą założyła w lutym 2025 roku. Jak to się zaczęło?
Najpierw razem z Kają i Januszem Prusinowskimi zorganizowaliśmy Świetlicę Świętego Mikołaja, gdzie prowadziłam zajęcia z rękodzieła. A potem pomyślałam, że przecież mogę uczyć dzieci robienia filmów. Tak powstało studio „Rajskie Jajeczko”. Później założyłam Fundację „Dialogi Sztuki” i dziś jestem jej prezeską.
Od 2023 roku zaczęliśmy z dziećmi kręcić ukraińskie bajki. Wtedy wszyscy jeszcze słabo znali polski, więc zajęcia prowadziłam po ukraińsku. Pierwsza była „Kurka Riaba”, stąd zresztą nazwa studia (przyp. red.: w ukraińskiej bajce kurka znosi złote jajko). Potem nakręciliśmy „Kłosek” i inne bajki, wszystkie są dostępne na YouTube. Następnie powstał film dokumentalny po polsku o miejscowym Czerwonym Krzyżu, w którym pracowałam półtora, może dwa lata.
Jak opowiedzieć miastu jego własne legendy?
„Legendy Mławy” to animowana trylogia oparta na lokalnych podaniach. Pierwszy film opowiada o świętym Wojciechu i rybaku – według legendy od błogosławieństwa świętego zaczęła się historia Mławy. Drugi – o zielarce Mławie, która obroniła osadę przed Krzyżakami i dała miastu imię. Trzeci – o sowie i trębaczu, czyli o narodzinach mławskiego hejnału. Nad trylogią od lipca 2024 do 2026 roku pracowało 31 osób: dzieci, rodzice, seniorzy i filmowcy. Budżet każdego filmu wynosił zaledwie 2000 zł. Skąd pomysł, by połączyć tak różne pokolenia?
Chcieliśmy zrobić coś w rodzaju pamiątki: film, który zostanie po nas jako coś dobrego dla miasta, które nas połączyło. Mława ma kilka legend. Wzięłam je i zaczęłam od pierwszej, o założeniu miasta. Uznałam, że najlepiej będzie nakręcić ją w technice teatru cieni.
Przygotowania trwały bardzo długo, bo trzeba było wyciąć figurki, żeby potem nimi grać. Filmowaliśmy narratorów, a właściwie ich cienie, a do tego sceny z figurkami. Na potrzeby trylogii powstało ponad 500 figurek. Nad pierwszą częścią pracowaliśmy pół roku, nad drugą około dziewięciu miesięcy, nad trzecią znowu pół roku.
Seniorzy pojawili się po pierwszej części. Na premierę w bibliotece przyszły też starsze osoby i zobaczyły naszą pracę. Kiedy zaczęliśmy drugą i trzecią część, zaprosiłam ich: „Widzieliście już, co robimy. Chcecie spróbować?”. Zaciekawiło ich to. Przychodzili na warsztaty wycinania figurek i trwało to miesiącami.



Wspólna praca ludzi, których nie łączy wiek, język ani doświadczenie zawodowe, to zawsze wyzwanie. Czy pamięta Pani moment, w którym między dziećmi a seniorami naprawdę powstała więź?
Ta więź rodziła się już przy wycinankach. To taka praca, kiedy siedzisz z nożyczkami i papierem, a starsi ludzie opowiadają historie ze swojego życia, historie Mławy. Rozmawialiśmy po polsku, dzieci słuchały.
Mam w grupie dwóch braci Morozowów. Latem zobaczyłam, że dołączyli do moich seniorów, którzy należą do grupy rekonstrukcji historycznej. Wstąpili do niej już poza moim projektem i połączyła ich prawdziwa przyjaźń. Bardzo mnie to cieszy. Chyba na tym polega sens integracji: wspólny projekt się kończy, a ludzkie relacje trwają.


Po premierze całej trylogii w miejscowym kinie projekt dostrzeżono daleko poza Mławą. Pierwszy film otrzymał nagrodę dla najlepszego filmu krótkometrażowego na festiwalu w Brazylii, a jedna z części trylogii została zakwalifikowana do międzynarodowego konkursu 30. festiwalu AVANCA w Portugalii. Tej jesieni Ganna Yarovenko została laureatką VII edycji konkursu „Impuls Kultury – Mazowiecka Nagroda Inspiracji Kulturalnych 2026”. To wyróżnienie Samorządu Województwa Mazowieckiego dla autorów projektów z zakresu edukacji i animacji kulturalnej, a konkurs prowadzi Mazowiecki Instytut Kultury. W tym roku zgłoszono 96 projektów, a nagrodzono 12. Co oznacza dla Pani ta nagroda?
Pokaz w kinie był dla mnie bardzo ważny, wszyscy byli zachwyceni, to było duże wydarzenie na lokalną skalę. A teraz otrzymałam nagrodę od Mazowieckiego Instytutu Kultury, zostałam laureatką „Impulsu Kultury”.
Nie mogę powiedzieć, że burmistrz wezwał mnie do siebie, poklepał po ramieniu i powiedział: „Hanno, brawo, pracuj dalej”. Chociaż druga i trzecia część powstały pod honorowym patronatem burmistrza. To jak pieczątka potwierdzająca, że burmistrz przychylnie patrzy na projekt.
Nad stworzeniem trzech filmów «Legendy Mławy» pracowało 31 wolontariuszy – dzieci i seniorzy, aktorzy i scenografowie, ludzie w różnym wieku, z różnym doświadczeniem i pochodzeniem. (…) Ta nagroda jest nasza, wspólna – napisała Ganna Yarovenko w mediach społecznościowych po otrzymaniu wyróżnienia (tłum. z jęz. ukraińskiego).
Opowiada Pani Mławie jej własne legendy, a województwo docenia dziś Pani pracę. Jak się Pani czuje w Mławie: jak gość czy już jak część miasta?
Można powiedzieć, że płynę rzeką między dwoma brzegami. Kijów bardzo się zmienił. W mojej branży, w kinie i telewizji, jest tam teraz pustka i w praktyce siedziałabym w domu bez pracy. Oczywiście znalazłabym sobie zajęcie, choćby sadzenie ziemniaków, to nie problem. Ale zawodowo trudno teraz w Kijowie o pracę. Widzę to po znajomych, którzy tam zostali.
A czy jestem tu w domu… Kiedy wracam z Warszawy, mówię mamie, o której będę w domu. I łapię się na tym, że o Mławie, o domu, który tu wynajmuję, mówię już „w domu”. Gdzie dzieci, tam chyba i dom.
Ale mówię z akcentem, więc Polacy od razu słyszą, że jestem z innego kraju. Dlatego nie mogę powiedzieć na sto procent, że jestem u siebie. Mam jednak polskie korzenie i to daje mi wewnętrzne oparcie. Właśnie ta ziemia, a nie Słowacja czy Niemcy – nigdy nie myślałam, żeby stąd wyjeżdżać.
„Legendy Mławy” i „Głos mamy” żyją już własnym życiem. Jaką historię opowiada Pani teraz?
Nakręciłam już nowy film i teraz go montuję. To film-portret o pani Marii Świtoń, bibliotekarce i rekonstruktorce z Mławy, osobie w słusznym wieku, ale z młodą duszą.
W imieniu fundacji co roku piszę wnioski i dostaję granty. Na poziomie Mławy wszystkie moje projekty zostały przyjęte. Większe, warszawskie czy unijne, na razie nie. Fundacja jest młoda, niedługo skończy dopiero dwa lata, a są konkursy, do których fundacje młodsze niż dwa lata w ogóle nie są dopuszczane. Zawsze trzeba zaczynać od małego.
Poza kinem Ganna Yarovenko pokazuje Polakom ukraińską kulturę tradycyjną. Proszę opowiedzieć o wystawach etnograficznych.
Miałam już dwie wystawy: „Dotyk przodków” i „Cienie przodków”. To ukraińskie ręczniki obrzędowe (rusznyki) i trochę tradycyjnych strojów, zaaranżowane jak ukraińskie wesele. Chodzi o to, żeby pokazać Polakom Ukraińców jako naród, który umiał tworzyć i cenić piękno. Jedna wystawa odbyła się w muzeum w Gorzowie Wielkopolskim w 2024 roku, druga w 2025 roku u nas, w Muzeum Ziemi Zawkrzeńskiej w Mławie.
Teraz szukam kolejnego muzeum w Polsce. Pracuję sama i na wszystko nie starcza mi sił. Jeśli jakieś muzeum będzie zainteresowane, bezpłatnie udostępnię zbiory do ekspozycji. To moja działalność wolontariacka. Chcę, żeby moja kolekcja pracowała, a nie leżała w pudłach.
Czasem najlepszym sposobem, by podziękować miastu, jest opowiedzieć mu jego własną historię.
Źródło: Mazowiecki Instytut Kultury, Mazowieckie Obserwatorium Kultury, Fundacja „Dialogi Sztuki”

Historyczka, etnografka oraz specjalistka ds. mediów społecznościowych. Od wielu lat zajmuje się rozwojem kanałów YouTube, wspierając ekspertów i firmy w budowaniu ich obecności w internecie. Prowadziła badania naukowe z zakresu etnopsychologii i etnopedagogiki w Galicji oraz na Północnym Nadczarnomorzu. Jej zainteresowania obejmują historię Ukrainy i Europy, relacje polsko-ukraińskie oraz zagadnienia etnonarodowe i międzykulturowe.

Co sądzisz o tym materiale?
Dołącz do rozmowy. Komentarze powinny odnosić się do tematu artykułu.
Napisz komentarz