Poniższy tekst jest autorskim komentarzem publicystycznym dotyczącym polityki Donalda Trumpa wobec Rosji i Ukrainy oraz jej możliwych konsekwencji dla bezpieczeństwa Europy – red.

5 000 zł
Gwałtowna zmiana podejścia Donalda Trumpa wobec Rosji i Ukrainy rodzi pytania o motywy amerykańskiego prezydenta. Czy chodzi o próbę szybkiego zakończenia wojny, wyborczą kalkulację, czy też o strategię, której konsekwencje mogą okazać się szczególnie korzystne dla Władimira Putina? A może nie tylko dla niego, ale również dla prezydenta Stanów Zjednoczonych? Jedno jest pewne: stawką nie są wyłącznie polityczne wpływy, lecz także bezpieczeństwo milionów Ukraińców.
Timing, który budzi wątpliwości
Ostatnie słowa i działania Donalda Trumpa jednoznacznie wskazują na większą gotowość do ustępstw wobec Kremla.
19 października Trump powiedział o Zełenskim: „Myślę, że czas, żeby ktoś inny negocjował w imieniu Ukrainy”. Dodał też, że Zełenski powinien był dawno zakończyć wojnę i że nie pomaga w jej zakończeniu. Jednocześnie powiedział o Rosji: „Rosja, szczerze mówiąc, radzi sobie z Ukrainą całkiem dobrze. Niewiele robią”.
Dlaczego słowa prezydenta Stanów Zjednoczonych są tak ważne? Trump publicznie podważa pozycję prezydenta Ukrainy jako negocjatora, a jednocześnie wypowiada się o działaniach Rosji w sposób łagodniejszy. Wprost przedstawia demokratycznie wybranego przywódcę kraju napadniętego przez Rosję jako trudniejszego partnera niż przywódcę państwa, które rozpoczęło pełnoskalową inwazję. Obwinia również ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie o wzrost cen oleju napędowego, jednocześnie ogłaszając porozumienie dotyczące dostaw rosyjskiego diesla. Szczególne wątpliwości budzi moment, w którym decyzje te zapadają — w okresie poprzedzającym wybory połówkowe w Stanach Zjednoczonych.
Z politycznego punktu widzenia może to być niezwykle ryzykowna strategia. Trump naraża się na krytykę części własnego obozu, podważa zaufanie sojuszników i daje swoim przeciwnikom argumenty do kwestionowania jego polityki zagranicznej. Nie zgadza się z nim również ogromna część amerykańskiego społeczeństwa, deklarującego wsparcie dla Ukrainy.
Według badania YouGov z 14 października 2026 r. aż 57% Amerykanów deklaruje większą sympatię dla Ukrainy, podczas gdy zaledwie 4% sympatyzuje z Rosją. To ogromna przewaga Ukrainy, która pokazuje, że amerykańskie społeczeństwo zdecydowanie częściej opowiada się właśnie po jej stronie niż po stronie państwa agresora. Wyniki te przeczą przekonaniu, że Amerykanie powszechnie popierają prorosyjski kierunek polityki.
Jednym z możliwych objaśnień jest przekonanie Trumpa, że szybkie porozumienie z Władimirem Putinem pozwoli mu ogłosić sukces dyplomatyczny. Zakończenie wojny, obniżenie kosztów ponoszonych przez Amerykanów i przedstawienie się jako przywódca zdolny do rozwiązywania międzynarodowych konfliktów mogłyby stanowić istotne atuty polityczne. Problem w tym, że szybkie porozumienie nie musi oznaczać sprawiedliwego pokoju, a dyplomatyczny sukces ogłoszony przez polityka niekoniecznie musi być sukcesem strategicznym jego państwa.
Putin może zyskać, nawet jeśli Trump nie działa na jego polecenie
Dla Rosji osłabienie amerykańskiego wsparcia dla Ukrainy byłoby poważną korzyścią. Pomoc wojskowa, dostawy uzbrojenia i amunicji, współpraca wywiadowcza oraz polityczna jedność Zachodu mają bezpośrednie znaczenie dla zdolności Ukrainy do obrony przed rosyjską agresją
Każde zachwianie tej współpracy może poprawić w przyszłości pozycję negocjacyjną Kremla. Jeśli dodatkowo rozmowy pokojowe będą prowadzone pod presją na Kijów, a nie na Moskwę, Rosja może uzyskać ustępstwa, których nie potrafiła wymusić samymi działaniami militarnymi. Jest to niezwykle niepokojące.
Nie oznacza to automatycznie, że Trump działa na polecenie Putina albo że istnieje między nimi jakieś tajne porozumienie. Takie twierdzenia wymagałyby konkretnych dowodów. Tych na razie nie ma.
W polityce międzynarodowej nie trzeba nikim sterować, aby wykorzystać jego decyzje. Wystarczy, że dwaj przywódcy kierują się własnymi interesami, a ich cele w określonym momencie zaczynają się pokrywać. Trump może dążyć do szybkiego porozumienia i politycznego rozgłosu, podczas gdy Putin będzie próbował wykorzystać amerykański pośpiech do osłabienia Ukrainy i utrwalenia rosyjskich zdobyczy.
Za politycznymi kalkulacjami kryją się ludzkie tragedie
Zrozumiałe jest, że w tej dyskusji najłatwiej skupić się na sondażach, negocjacjach, interesach gospodarczych i rywalizacji mocarstw. Tymczasem najpoważniejsze konsekwencje błędnej polityki ponoszą ludzie, którzy nie mają żadnego wpływu na podejmowane decyzje. Ukraińscy cywile nadal bowiem żyją w cieniu rosyjskich ataków. Giną ludzie, niszczone są domy, a całe rodziny tracą bliskich i poczucie bezpieczeństwa. Wśród ofiar znajdują się niewinne dzieci, dla których wojna oznacza nie tylko bezpośrednie zagrożenie życia, ale także utratę dzieciństwa, domu i perspektyw na normalną przyszłość.
Nie można uczciwie twierdzić, że każda decyzja Trumpa bezpośrednio powoduje konkretną śmierć. Odpowiedzialność za rosyjską agresję i ataki na ukraińską ludność cywilną spoczywa na Rosji. Nie zwalnia to jednak amerykańskiej administracji z odpowiedzialności za przewidywalne konsekwencje własnej polityki.
Jeżeli Stany Zjednoczone ograniczają wsparcie, które pomaga Ukrainie się bronić, muszą liczyć się z tym, że może to wpłynąć na bezpieczeństwo jej mieszkańców. Jeśli nacisk dyplomatyczny prowadzi przede wszystkim do osłabienia napadniętego państwa, a nie do powstrzymania agresora, trudno przedstawiać takie działania jako bezdyskusyjny wkład w pokój.
Dzieci ginące w wojnie nie mogą być ceną za polityczny sukces, który ktoś chce ogłosić przed wyborami.
To właśnie tutaj kończy się abstrakcyjna dyskusja o strategii, a zaczyna moralny wymiar decyzji podejmowanych w Waszyngtonie. Dla amerykańskiego prezydenta wojna może być problemem, który należy rozwiązać przy stole negocjacyjnym. Dla ukraińskiej rodziny żyjącej w zagrożonym mieście jest codzienną walką o przetrwanie.
Pokój czy tylko przerwa przed kolejną wojną?
Istnieje jeszcze jedno niebezpieczeństwo. Porozumienie zawarte za wszelką cenę może nie zakończyć konfliktu, lecz jedynie zamrozić go na warunkach korzystnych dla Rosji. Jeśli nie będzie obejmowało wiarygodnych gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy i mechanizmów zapobiegających kolejnym atakom, może dać Kremlowi czas na odbudowę potencjału militarnego i przygotowanie się do dalszej konfrontacji. Czyli do kolejnej brutalnej wojny.
W takim scenariuszu Trump mógłby ogłosić sukces, a rosyjska propaganda przedstawić wynik negocjacji jako potwierdzenie skuteczności polityki Putina. Ukraina pozostałaby jednak zagrożona, a Europa musiałaby ponosić koszty utrzymującej się niestabilności.
Prawdziwy pokój wymaga czegoś więcej niż deklaracji i fotografii przy stole negocjacyjnym. Musi zapewniać bezpieczeństwo państwu, które padło ofiarą agresji, a nie nagradzać agresora za wytrwałość i gotowość do dalszego stosowania przemocy.
Pytania, na które Trump powinien odpowiedzieć
Najważniejsze pytanie nie brzmi, czy Trump jest osobiście prorosyjski. Istotniejsze jest to, czy amerykański prezydent potrafi wykazać, że jego polityka przynosi rzeczywiste korzyści Stanom Zjednoczonym, zwiększa szanse na trwały pokój i nie osłabia bezpieczeństwa Ukrainy. Czy nie przedkłada własnej potrzeby szybkiego sukcesu nad długofalowe interesy swojego kraju i bezpieczeństwo europejskich sojuszników?
Jeśli gwałtowny zwrot w polityce Trumpa osłabia zdolność Ukrainy do obrony, zwiększa pole manewru Kremla i naraża cywilów na dalsze niebezpieczeństwo, powinien spotkać się z poważną krytyką.
Za politycznymi kalkulacjami kryją się bowiem ludzie, których życia nie da się przywrócić za pomocą kolejnego porozumienia. Kryją się rodzice bojący się o swoje dzieci, dzieci tracące rodziców i rodziny, które z dnia na dzień tracą wszystko.
Trump może dążyć do zwycięstwa w negocjacjach, poprawy własnego wizerunku i politycznych korzyści przed wyborami. Nie wolno jednak zapominać, że prawdziwą miarą sukcesu nie jest to, jak efektownie przywódca ogłosi zawarcie porozumienia, lecz to, czy ludzie, których dotyczy wojna, będą mogli wreszcie żyć bez strachu.
Jeśli cena za polityczny triumf ma polegać na tym, że Ukraina zostanie pozostawiona w niepewności, a niewinne dzieci nadal będą ginąć w rosyjskich atakach, trudno nazwać to zwycięstwem. To byłaby porażka nie tylko dyplomacji, lecz także odpowiedzialności moralnej.
Źródło: YouGov, badanie z 14 października 2026 r.; / Reuters, 19 października 2026 r.

Dziennikarz, felietonista, autor książek o Ukrainie, przewodnik i komentator wydarzeń związanych z Ukrainą oraz relacjami polsko-ukraińskimi.
Certyfikowany przewodnik po Odessie, odeskich katakumbach, ukraińskiej Besarabii i Kijowie. Autor licznych publikacji poświęconych historii, kulturze i współczesności Ukrainy, z których część została przetłumaczona na język ukraiński i wydana na Ukrainie. W 2020 roku otrzymał z rąk mera Odessy honorowy tytuł ambasadora miasta w Polsce.
24 lutego 2022 roku, w dniu rozpoczęcia pełnoskalowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę, przebywał w Odessie. Pozostał tam przez kolejne miesiące, angażując się w koordynację pomocy humanitarnej i relacjonując przebieg wojny dla polskich mediów. Swoje doświadczenia z tego okresu opisał w książce „Odessa 4.5.0.”.
W Nowinach Wschodnich publikuje artykuły i komentarze dotyczące wojny rosyjsko-ukraińskiej, rosyjskiej propagandy i dezinformacji, historii Ukrainy, ze szczególnym uwzględnieniem Odessy, a także relacji polsko-ukraińskich i zmieniających się nastrojów społecznych.
Współpracuje z ukraińskimi redakcjami i portalami informacyjnymi, a także występuje w polskich mediach jako komentator spraw ukraińskich.

Co sądzisz o tym materiale?
Dołącz do rozmowy. Komentarze powinny odnosić się do tematu artykułu.
Napisz komentarz