Ta historia może nie poruszyć każdego. Nawet w 2026 roku, po ponad czterech latach pełnoskalowej wojny Rosji przeciwko Ukrainie, nadal są ludzie, którzy twierdzą, że „tam nie ma żadnej wojny” albo że „Ukraińcy sami są sobie winni”.

„Kapelan” Aleksandr Olivko zginął na wojnie w Ukrainie
5 000 zł
To jeden z mechanizmów rosyjskiej propagandy: rozmyć odpowiedzialność agresora, odwrócić role i z człowieka, który został zaatakowany, zrobić współwinnego własnej tragedii.
Ale historia Ołeksandra Olivki nie jest historią o wielkiej geopolityce. Jest historią człowieka, który poszedł walczyć przede wszystkim o swoją rodzinę, swój dom i swoją Ukrainę.
I dla mnie nie jest to historia anonimowego żołnierza, którego nazwisko zobaczyłem dziś w internecie.
Znałem jego rodzinę
Ołeksandr Olivko był pastorem baptystycznego kościoła w Winnicy. Jego rodzina jest wierząca i od lat związana z Kościołem. Ja sam przyjaźniłem się z mężem jego córki. Graliśmy razem w zespole muzycznym w kościele.

Dlatego wiadomość o jego śmierci ma dla mnie także osobisty wymiar.
Ołeksandr był mężem i ojcem czworga dzieci. Przed wojną życie jego rodziny było mocno związane ze wspólnotą. On był pastorem, jego żona angażowała się w służbę kobiet, a dzieci pomagały przy działaniach kościelnych i obozach.
Jeszcze zanim sam założył mundur, wojna stała się częścią jego życia.

Wojna dla niego nie zaczęła się w 2022 roku
Kiedy w 2014 roku Rosja zajęła Krym i rozpoczęła działania wojenne przeciwko Ukrainie w Donbasie, Ołeksandr zaangażował się w pomoc ukraińskim żołnierzom. Działał jako wolontariusz i kapelan.
Później musiał tłumaczyć także własnej rodzinie, dlaczego pastor, człowiek wierzący, uważa, że powinien angażować się w obronę kraju.

Po 24 lutego 2022 roku odpowiedź na to pytanie stała się jeszcze bardziej konkretna.
Rosyjskie wojska wkroczyły do Ukrainy z kilku kierunków. Jednym z ich głównych celów był Kijów.
Olivko zgłosił się na ochotnika.
Bronił miasta, kraju i ludzi, wśród których znajdowała się jego własna rodzina.
„Nie jestem zabójcą”




To właśnie pytanie o pogodzenie chrześcijaństwa, posługi pastora i zabijania na wojnie wielokrotnie do niego wracało.
W reportażu Suspilne Olivko tłumaczył swoje stanowisko bardzo jasno. Mówił, że ma czyste sumienie, ponieważ nie uważa się za zabójcę — uważa się za człowieka broniącego własnego kraju, kościoła i rodziców.
Najmocniej zostały po nim słowa:
Nie jestem zabójcą. Bronię swojego kraju
Jego wojskowy pseudonim brzmiał „Kapelan”.
Pastor nie przestał być pastorem. Zmieniły się jednak warunki, w których przyszło mu chronić ludzi.
Bronił Kijowa. Potem przyszły kolejne fronty

Olivko walczył od początku pełnoskalowej inwazji. Najpierw uczestniczył w obronie Kijowa, później walczył na kierunku zaporoskim i chersońskim oraz pod Bachmutem. Służył w formacji, która później stała się częścią 3. Brygady Szturmowej.
Z czasem został snajperem.
Nie tylko wykonywał zadania bojowe. Zajmował się również selekcją i przygotowywaniem innych żołnierzy do zadań strzeleckich i snajperskich.
Pod Bachmutem zobaczył jedną z najkrwawszych odsłon tej wojny.
Wspominał bardzo młodych żołnierzy — dwudziesto-, dwudziestojedno- czy dwudziestotrzyletnich — którzy ginęli podczas walk. Mówił również o ludziach ryzykujących własnym życiem, żeby spod ostrzału wyciągać rannych i ciała poległych kolegów.
To właśnie takich ludzi nazywał bohaterami.
Jego brat znalazł się w rosyjskiej niewoli
Wojna dotknęła rodzinę Olivki także w jeszcze jeden sposób.
Kiedy w 2023 roku powstawał reportaż Suspilne, jego rodzony brat od ponad roku pozostawał w rosyjskiej niewoli. Olivko przyznawał, że z tego powodu nie może publicznie mówić o wszystkich szczegółach własnej służby. Obawiał się, że informacje o jego działaniach mogłyby zaszkodzić bratu.
Wojna weszła więc w tę rodzinę z kilku stron.
Ołeksandr walczył. Jego brat był jeńcem. A według informacji opublikowanych po śmierci „Kapelana” jego syn oraz zięć również służą w Siłach Obrony Ukrainy.
„Złoty Krzyż” i Order „Za odwagę”
Jego służba została zauważona przez ukraińskie dowództwo.
W 2023 roku ówczesny naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy Wałerij Załużny odznaczył Olivkę „Złotym Krzyżem”.
Rok później, już jako starszy sierżant, otrzymał Order „Za odwagę” III stopnia za osobistą odwagę podczas obrony suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy oraz wykonywanie obowiązku wojskowego.
O „Kapelanie” publicznie mówił również prezydent Wołodymyr Zełenski, wymieniając go wśród żołnierzy 3. Brygady Szturmowej i dziękując za odwagę.
Ale kiedy Olivkę pytano o przyszłość, nie mówił przede wszystkim o wojsku, odznaczeniach ani własnych osiągnięciach.


Chciał tylko wrócić do domu
W jednym z najbardziej osobistych fragmentów rozmowy z Suspilne został zapytany, co zrobi po zwycięstwie Ukrainy.
Jego odpowiedź była bardzo zwyczajna.
Chciał znaleźć się w domu. Przy żonie i czworgu dzieci. Chciał znów poczuć zapach swojego domu i świadomość, że wojna się skończyła.
Myślał też o innych żołnierzach. Zdawał sobie sprawę, że powrót z wojny nie zakończy wszystkiego. Uważał, że weterani będą potrzebowali ludzi, którzy przeszli przez podobne doświadczenia i będą potrafili ich zrozumieć.
Nie zdążył zrealizować własnego planu.
7 września 2026 roku Ołeksandr Olivko zginął, broniąc Ukrainy. Miał 50 lat. Informację o jego śmierci przekazało środowisko ukraińskich chrześcijan ewangelicznych. W ostatnim okresie służył w 1. batalionie szturmowym 3. Korpusu Armijnego.
„Tam nie ma wojny”
I teraz wróćmy do początku tej historii.
Można siedzieć setki kilometrów od Ukrainy i mówić, że „tam nie ma żadnej wojny”.
Można zobaczyć film z pełnej restauracji, koncertu czy klubu w Kijowie i wykorzystać go jako dowód, że Ukraińcy świetnie się bawią, więc wojna najwyraźniej nie wygląda tak, jak pokazują media.
Można powiedzieć: „Ukraińcy sami są sobie winni”.
Można wreszcie zapytać: dlaczego nie oddadzą Rosji kawałka ziemi i nie zakończą wojny?
Tylko że dla człowieka takiego jak Ołeksandr ta „ziemia” nigdy nie była abstrakcyjną plamą na politycznej mapie.
Tam był i jest jego dom.
Tam była i jest jego żona. Tam były i są jego dzieci. Tam był i jest jego kościół. Tam byli i są ludzie, którym przez lata służył jako pastor.
Najpierw próbował im pomagać jako wolontariusz i kapelan. Kiedy rosyjskie wojska ruszyły na Kijów, wziął broń i został żołnierzem. Potem snajperem. Walczył pod Kijowem, na południu i pod Bachmutem. Jego brat trafił do rosyjskiej niewoli. Jego syn i zięć również służą w obronie Ukrainy.
A on sam marzył o dniu, w którym wreszcie zdejmie mundur i wróci do swojej rodziny.

Nie wróci.
Za słowem „wojna” są konkretni ludzie. Za każdym nazwiskiem jest czyjś mąż, ojciec, syn, brat albo przyjaciel. W tym przypadku był nim Ołeksandr Olivko — pastor, ojciec czworga dzieci, kapelan i żołnierz, który poszedł bronić własnego domu.
I domu, do którego już nigdy nie wróci.

Dziennikarz i redaktor portalu informacyjnego Nowiny Wschodnie,
działacz społeczny zaangażowany w tematykę migracji, integracji,
praw człowieka oraz relacji polsko-ukraińskich.
Od lat zajmuje się problemami społecznymi, przeciwdziałaniem dezinformacji
i propagandzie rosyjskiej.
Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej
na Karkonoskiej Akademii Nauk Stosowanych.
Od 2014 roku publikował teksty dla polskiego portalu w Ukrainie „Słowo Polskie”,
a także współpracował z mediami lokalnymi w Polsce.
Doświadczenie medialne zdobywał również w telewizji —
w ukraińskiej stacji w Winnicy oraz w lokalnej telewizji w Jeleniej Górze.
Jest inicjatorem i współzałożycielem organizacji non profit
działających na rzecz wsparcia uchodźców i migrantów w Polsce.
Współtworzy oraz koordynuje projekty edukacyjne i integracyjne,
w tym szkołę sobotnią dla dzieci z Ukrainy
oraz inicjatywy wspierające osoby w procesie adaptacji i integracji społecznej.
