
Zdjęcie: dzieje.pl / PAP / opr. Nowiny Wschodnie
5 000 zł
15 sierpnia Polska świętuje 106. rocznicę Bitwy Warszawskiej — dnia, w którym młode, dopiero co odrodzone państwo, budujące wojsko dosłownie w ogniu wojny, zatrzymało Armię Czerwoną pod samą stolicą. Zwykle mówi się o tym jak o zamkniętym rozdziale podręcznika. Tymczasem to właśnie z doświadczenia budowania państwowości pod presją Rosji Polska wyciągnęła lekcje, którymi przez ostatnią dekadę — cicho, bez fanfar — dzieliła się z Ukrainą. Nie jako gest solidarności na pokaz, lecz jako konkretny transfer wiedzy: jak zdecentralizować władzę, jak przeprowadzić bolesną reformę gospodarczą i jak zbudować od zera armię obywatelską, która broni własnej ziemi.

To odwrócenie utartej narracji. Zwykle pyta się, czego Polska uczy się dziś od walczącej Ukrainy — o dronach, o wojnie miejskiej, o odporności społecznej. Rzadziej zadaje się pytanie w drugą stronę: czego przez ostatnie dwanaście lat Ukraina uczyła się od Polski — i to na długo przed 2022 rokiem. Odpowiedź nie jest jedna. Są trzy, i każda z nich dziś dosłownie decyduje o tym, czy ukraińskie państwo przetrwa.
Dlaczego akurat Polska, a nie cały zachodni świat naraz?
Pierwsza lekcja zaczęła się w gabinetach, nie na froncie. Miesiąc po Euromajdanie, w marcu 2014 roku, do Warszawy przyjechał ówczesny wicepremier Ukrainy Wołodymyr Hrojsman — wcześniej wieloletni, popularny mer Winnicy — i poprosił polski rząd o pomoc w przeprowadzeniu reformy samorządowej. Ukraina odziedziczyła po ZSRR niewydolny, silnie scentralizowany system administracji: regionami i rejonami rządzili urzędnicy mianowani z Kijowa, a samorządy lokalne nie miały wystarczającej zdolności finansowej do realizacji zadań publicznych. Polska miała za sobą własną drogę — reformę samorządową lat 90., budowaną, jak zauważają badacze tematu, przez najlepszych prawników i naukowców epoki transformacji.
Od tamtej wizyty ukraińska reforma decentralizacyjna prowadzona była we współpracy i przy bezpośrednim wykorzystaniu polskich doświadczeń w tworzeniu samorządu terytorialnego. Skala zmian nie była kosmetyczna: z około 12 tysięcy rozdrobnionych gromad Ukraina skonsolidowała je do 1470 jednostek, a liczbę rejonów zmniejszyła z 490 do 136. Efekt finansowy okazał się wymierny: w wyniku decentralizacji fiskalnej dochody ukraińskich samorządów wzrosły o ponad 30 procent. Reforma ta i związana z nią decentralizacja władzy jest — jak podsumowuje portal Akademia Wschód, relacjonując ukraińskie wybory samorządowe — wzorowana na polskich doświadczeniach.
Druga lekcja dotyczyła portfela, i była znacznie boleśniejsza. W 1990 roku PKB na mieszkańca był w Polsce niższy niż na Ukrainie — o blisko 800 dolarów. Ćwierć wieku później role się odwróciły, a to właśnie twarde reformy Leszka Balcerowicza z przełomu 1989 i 1990 roku — uwolnienie cen, stabilizacja makroekonomiczna i prywatyzacja przedsiębiorstw państwowych — uznaje się za jeden z głównych powodów tej różnicy. W 2014 roku sam Balcerowicz, jako współprzewodniczący zespołu doradców prezydenta Petra Poroszenki, przyjechał do Kijowa mówić o tym wprost.
«Wzmocnienie systemu finansowego, wzrost gospodarczy, walka z korupcją i decentralizacja» — Leszek Balcerowicz, doradca prezydenta Petra Poroszenki, o priorytetach reform dla Ukrainy.
Tam też wskazywał na konkret, który dziś brzmi niemal profetycznie: rezygnację z importu gazu od Rosji. Ukraina zaczęła odchodzić od bezpośrednich zakupów gazu od Gazpromu już po aneksji Krymu w 2014 roku, zastępując go dostawami z krajów zachodnich, częściowo za pośrednictwem polskiego terminala LNG w Świnoujściu. Balcerowicz nazwał to wtedy rekordem w Europie. Właśnie ta lekcja — że suwerenność energetyczna jest warunkiem suwerenności politycznej — okazała się jedną z niewielu rzeczy, które uchroniły Ukrainę przed rosyjskim szantażem gazowym już po 2022 roku.

Zdjęcie: Wojsko-Polskie.pl / opr. Nowiny Wschodnie
Trzecia lekcja jest najmłodsza i najbardziej dosłowna — bo dotyczy nie teorii, a karabinów w rękach cywilów. Koncepcję polskich Wojsk Obrony Terytorialnej ówczesny szef MON Antoni Macierewicz podpisał w kwietniu 2016 roku, a formacja formalnie powstała 1 stycznia 2017 roku jako piąty rodzaj Sił Zbrojnych RP. Na start planowano 3 tysiące żołnierzy w pierwszym roku, docelowo 53 tysiące — formację wtedy wyśmiewaną przez część komentatorów jako polityczny kaprys. Kiedy jednak Rosja zaatakowała pełną skalą w lutym 2022 roku, to właśnie dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy gen. Wałerij Załużny informował o dziesiątkach tysięcy rezerwistów obrony terytorialnej — formacji, którą polska prasa fachowo określiła jako zbudowaną z Polaków jako wzorem.

Zdjęcie: Lviv, Ukraine /REUTERS/Zohra Bensemra / opr. Nowiny Wschodnie
Ukraińskie Siły Obrony Terytorialnej, formalnie powołane ustawą już 1 stycznia 2022 roku, kilka tygodni później stały się trzonem lekkiej piechoty broniącej Kijowa i miejscowości na jego przedpolach — Buczy, Hostomla, Irpienia, a także Czernihowa, wymienianych jako miasta-bohaterowie obrony stolicy — ucząc cywilów, jak się bronić, zanim jeszcze ktokolwiek zdążył ich przeszkolić z obsługi skomplikowanego uzbrojenia.
Nie każda z tych lekcji przyszła łatwo, i żadna nie była prostym kopiowaniem. Polski model samorządu adaptowano do ukraińskiej specyfiki trójstopniowego podziału administracyjnego. Reformy Balcerowicza na Ukrainie utknęły w oporze oligarchicznych interesów na sposób, jakiego Polska w 1990 roku nie znała — sam Balcerowicz wskazywał później na Ukrainie eliminację monopoli i przywilejów oligarchów jako warunek dalszego wzrostu. Ukraiński model obrony terytorialnej, budowany od 2014 roku w cieniu wojny w Donbasie, różni się strukturalnie od polskiego — jak wskazuje analiza porównawcza obu formacji, to nie formacja poboczna wobec wojsk operacyjnych, lecz ich bezpośrednie zaplecze bojowe. Nauka nigdy nie polega na kopiowaniu jeden do jednego — polega na tym, żeby nie musieć uczyć się tego samego dwa razy.
Wracając do 15 sierpnia: sto sześć lat temu to Polska była państwem, które dopiero się odradzało, budując armię z ochotników, chłopów i weteranów trzech różnych zaborczych mundurów, mając za sobą stulecie niebytu na mapie Europy. Dziś to Polska ma za sobą doświadczenie, którego Ukrainie brakowało — i którym, jak pokazują fakty, dzieliła się konsekwentnie od 2014 roku, długo zanim stało się to tematem nagłówków. Lekcja nie kończy się w dniu, w którym ktoś ją odrobi. Kończy się dopiero wtedy, gdy uczeń sam zaczyna dzielić się nią dalej.
Cud nad Wisłą nie był cudem — był efektem tego, że ktoś w porę nauczył się bronić własnego państwa. Ukraina uczy się tego samego, tylko szybciej, bo ma mniej czasu.
Źródło: Nowiny Wschodnie / Wikipedia (pl) / Liberté! / PISM / Akademia Wschód / Diplomacy.pl / Forum Dialogu / Money.pl / KoLiber / GazetaPrawna.pl / RP.PL / WAT / dzieje.pl

Historyczka, etnografka oraz specjalistka ds. mediów społecznościowych. Od wielu lat zajmuje się rozwojem kanałów YouTube, wspierając ekspertów i firmy w budowaniu ich obecności w internecie. Prowadziła badania naukowe z zakresu etnopsychologii i etnopedagogiki w Galicji oraz na Północnym Nadczarnomorzu. Jej zainteresowania obejmują historię Ukrainy i Europy, relacje polsko-ukraińskie oraz zagadnienia etnonarodowe i międzykulturowe.
