Flaga nad Nowymi Ogrodami. Jak spór o ukraińskie barwy podzielił Gdańsk.

Na fasadzie gdańskiego Urzędu Miejskiego przy Nowych Ogrodach flaga Ukrainy wisi już prawie cztery lata – obok polskiej i unijnej. Zawisła tam 24 lutego 2022 roku, w dniu rosyjskiej inwazji, jako gest solidarności z krajem, który tego samego dnia znalazł się w stanie wojny. Miało to być coś tymczasowego. Cztery lata później flaga nadal tam jest, a wokół niej urosła jedna z ostrzejszych lokalnych awantur ostatnich miesięcy.

Flaga Ukrainy nad gdańskim magistratem, fot. Piotr Wittman \ gdansk.pl
Flaga Ukrainy nad wejściem do gdańskiego magistratu, fot. Piotr Wittman \ gdansk.pl

Aktualnie z sesji Rady Miasta Gdańska

Wesprzyj Nowiny Wschodnie
Pomóż nam rozwijać niezależne polsko-ukraińskie medium.
Wspólnie zebraliśmy
342 zł
Cel
5 000 zł
Każde wsparcie pomaga nam tworzyć rzetelne informacje i rozwijać portal.
Postaw kawę za:

Z uwagi na to, że na moment udostępnienia materiału jest 27 sierpień, na bieżąco informujemy o wydarzeniach z 29. sesji Rady Miasta Gdańska.

Tak wypowiedział się przewodniczący klubu Prawa i Sprawiedliwość na temat apelu w trakcie oświadczenia klubu:

Jako klub Prawa i Sprawiedliwości nie poprzemy tego apelu. Nie dlatego, że mamy wątpliwości co do przemocy i nienawiści – jesteśmy im przeciwni, wobec każdego człowieka. Bez wyjątku. I to jest oczywiste. […] Ale ten apel powinien być symetryczny. […]

W imieniu wnioskodawcy czyli klubu Wszystko dla Gdańska zaprezentował apel radny Marcin Makowski.

W trakcie głosowania nad drukiem 820 rada przyjęła apel w sprawie przeciwdziałania nienawiści i dyskryminacji ze względu na narodowość lub pochodzenie oraz wzmacnianie bezpieczeństwa i wzajemnego szacunku w gdańskiej wspólnocie (24 głosy za, 6 przeciwnych). Przeciwko tej uchwale głosowali radni z Prawa i Sprawiedlowości.

Tuż po głosowaniu radna Jolanta Banach wręczyła podziękowanie od pani Svitlany Krysy, Konsul Generalnej Ukrainy w Gdańsku, za wsparcie i pomoc udzieloną Ukrainie, Ukraińcom i Ukrainkom, dla, jak o tym powiedziała, “dla całej rady miasta, dla wszystkich radnych, bez wyjątku”.

Punkt zapalny: decyzja Zełenskiego

Do ponownego rozpalenia sporu doprowadziła decyzja podjęta w Kijowie. 27 maja 2026 roku prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nadał Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych “Północ” Sił Zbrojnych Ukrainy imię “Bohaterów UPA”. Strona ukraińska tłumaczyła to potrzebą przywrócenia narodowej tradycji wojska. Nad Wisłą odebrano to zupełnie inaczej – jako hołd dla formacji odpowiedzialnej za rzeź na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, w której zginęło, w zależności od szacunków, od stu do kilkuset tysięcy Polaków. Krytyka popłynęła nie tylko ze strony prawicy – decyzję potępiły też rząd Donalda Tuska, MSZ, MON, a prezydent Karol Nawrocki określił ją jako nie do przyjęcia.

Właśnie ta decyzja uruchomiła falę interpelacji, uliczne protesty i w końcu petycję domagającą się zdjęcia flagi z gdańskiego magistratu. Region miał już zresztą wcześniej podobne spory – w Starogardzie Gdańskim o usunięcie flagi sprzed starostwa apelowali zarówno lokalny radny, jak i Oliwia Chyła, liderka tamtejszych struktur Nowej Nadziei.

Gdańscy radni PiS wchodzą do gry

2 czerwca 2026 roku czterej radni klubu PiS w Radzie Miasta Gdańska – Aleksander Jankowski, Piotr Gierszewski, Tomasz Rakowski i Kazimierz Koralewski – złożyli na ręce prezydent Aleksandry Dulkiewicz interpelację żądającą usunięcia flag i symboli państwa ukraińskiego ze wszystkich obiektów należących do miasta. Decyzję Zełenskiego nazwali w uzasadnieniu “hańbiącą” i domagali się, by ukraińskie symbole zniknęły z gdańskiej przestrzeni publicznej, dopóki nie zostanie wycofana. Kilka dni wcześniej podobny krok zapowiedziało inne trio radnych PiS – Andrzej Skiba, Barbara Imianowska i Przemysław Majewski – pytając wprost, czy Gdańsk, podobnie jak Lublin, zdejmie ukraińskie flagi z urzędów. “Wszystko ma swoje granice” – napisał wtedy Skiba w mediach społecznościowych.

Odpowiedź magistratu była jednoznaczna: flagi zostają tam, gdzie są. W oficjalnych komunikatach urząd podkreślał, że stanowią symbol wsparcia dla narodu broniącego się przed rosyjską napaścią, i że nic w tej sprawie się nie zmieni.

Koroniarze z drabiną

Flaga Ukrainy zdjęta z Urzędu Miejskiego w Gdańsku. I zawieszona ponownie. Materiał trojmiasto.pl.

Nie interpelacje jednak, a wydarzenie sprzed roku dało sprawie prawdziwy rozpęd. Wczesnym rankiem 31 maja 2025 roku pod Urzędem Miejskim przy Nowych Ogrodach zjawiło się czterech mężczyzn związanych z Konfederacją Korony Polskiej. Dwaj z nich przystawili aluminiową drabinę, weszli na daszek nad wejściem do budynku i ściągnęli stamtąd flagę Ukrainy. Złożoną w kostkę wręczyli stojącemu obok pracownikowi magistratu, który – jak relacjonowały lokalne media – przez cały czas przyglądał się temu, co się dzieje; całe zajście zresztą ktoś nagrał. “Nie zgadzamy się, by na polskim urzędzie wisiała flaga obcego państwa” – tłumaczyli świadkom. Jeszcze tego samego dnia urzędnicy zawiesili flagę z powrotem i zgłosili sprawę na policję.

Konrad Niżnik, szef okręgu gdyńsko-słupskiego KKP i członek rady naczelnej partii, mówił wówczas Trojmiasto.pl, że środowisko od trzech lat powtarza to samo: wieszanie ukraińskich flag na polskich urzędach nie ma żadnego umocowania prawnego. Zaliczał to do przejawów “ukrainizacji Polski” – obok wcześniejszego uhonorowania przez prezydenta Andrzeja Dudę ukraińskich generałów czy pomysłów na wprowadzenie języka ukraińskiego jako fakultatywnego drugiego języka obcego w szkołach.

Marsze, protesty i petycja Migawskiego

Plakat przygotowany w ramach petycji o usunięcie flagi Ukrainy z gdańskiego magistratu, profil Dominika Migawskiego \ Facebook

Wiosną i latem 2026 roku spór wyszedł z gabinetów na ulice. 25 czerwca, gdy w Gdańsku ruszała dwudniowa, międzynarodowa Konferencja na rzecz Odbudowy Ukrainy, miasto zobaczyło dwa protesty organizowane przez środowiska narodowe. Rano na Targu Rybnym zebrali się uczestnicy akcji “Wołyń pamiętamy. Protest przeciwko banderyzacji Ukrainy”, zainicjowanej przez fundację Łączy nas Polska, powiązaną z radną sejmiku Natalią Nitek-Płażyńską. Wieczorem na Placu Solidarności, przy pomniku Trzech Krzyży, kilkadziesiąt osób wzięło udział w manifestacji “Gdańsk przeciwko banderyzmowi”, zorganizowanej przez Dominika Migawskiego z KKP. Uczestnikom rozdawano ulotki z petycją o zdjęcie flagi z magistratu; hasłem przewodnim całego wydarzenia było “Nie dla zemsty, lecz pamięci”.

Akcja “Gdańsk Przeciwko Banderyzmowi” na Placu Solidarności, fot. Wiktoria Bautsch

To właśnie Migawski, lokalny działacz Konfederacji Korony Polskiej, stał się twarzą kampanii przeciwko obecności ukraińskiej flagi na gdańskim ratuszu. Co ciekawe, cała sprawa nie zaczęła się wcale od majowej decyzji Zełenskiego – pierwsze wpisy zachęcające do podpisywania petycji pojawiły się na jego profilu już w lutym, przy okazji czwartej rocznicy wybuchu wojny, kiedy pierwotny termin zbiórki wyznaczono na początek marca, z zastrzeżeniem, że może zostać przedłużony. Migawski krytykował wtedy miasto, które – jego zdaniem – z jednej strony nie radzi sobie z podstawowymi sprawami, jak odśnieżanie ulic, a z drugiej szykuje kilkunastodniowe, huczne obchody rocznicy wojny w Ukrainie. Termin zbiórki przesuwano potem kilkakrotnie, aż ostatecznie ustalono go na 31 lipca 2026 roku – już po tym, jak sprawę na nowo rozpędziła decyzja Zełenskiego dotycząca UPA.

W formalnym tekście petycji zamieszczonym na Petycjeonline.com, skierowanym do prezydent Dulkiewicz, żądano zaprzestania stałej ekspozycji flagi Ukrainy i przywrócenia w tym miejscu flagi Gdańska – zgodnie, jak podkreślał autor, z praktyką sprzed 2024 roku. Uzasadnienie odwoływało się między innymi do braku uchwały rady miasta w tej sprawie, zasady legalizmu z art. 7 Konstytucji, potrzeby zachowania neutralności urzędu wobec wszystkich mieszkańców oraz nierozwiązanych historycznych sporów wokół Wołynia. W towarzyszących petycji wpisach na Facebooku Migawski zapewniał, że jego sprzeciw nie dotyczy Ukraińców jako narodu, lecz polityki władz w Kijowie, które – jak pisał – otaczają kultem sprawców zbrodni wołyńskiej.

Termin zbiórki podpisów minął ostatecznie pod koniec lipca. Migawski ogłosił jej zamknięcie, podając, że wynik przekroczył wymagany do złożenia petycji próg 2500 podpisów – bez wskazania dokładnej liczby. Warto zaznaczyć, że sam formularz na Petycjeonline.com w momencie zamknięcia go przez autora pokazywał 1652 podpisy zebrane drogą elektroniczną. Różnica między tą liczbą a deklarowanym przekroczeniem progu 2500 sugeruje, że do końcowego wyniku doliczono także podpisy zbierane tradycyjnie, na papierze – choćby podczas wspomnianych manifestacji na gdańskich ulicach.

Petycja jako część większej opowieści

Zbiórka podpisów obok trwającego Jarmarku św. Dominika przy Bramie Wyżynnej, profil Dominika Migawskiego \ Facebook

Warto spojrzeć na kampanię Migawskiego nieco szerzej, bo sama petycja była w jego przekazie zaledwie jednym wątkiem znacznie obszerniejszej narracji. W kolejnych wpisach na Facebooku łączył sprawę flagi z całym zestawem zarzutów wobec polityki Ukrainy i polskich władz wobec niej. Opisywał między innymi zdarzenie w jednym z sopockich liceów, gdzie w sali lekcyjnej miało – jak twierdził – wisieć logo Ukrainy obok polskiego godła; nazywał to “indoktrynacją młodzieży”. W podobnym tonie posługiwał się określeniami “Ukropol” i “Ukropolin”, sugerując istnienie planu stopniowego zacierania polskiej tożsamości narodowej – retoryka zresztą obecna także w samej treści petycji, gdzie te sformułowania również się pojawiają.

Migawski podkreślał ponadto, że KKP ostrzegała przed tym, co nazywa “ukrainizacją Polski”, na długo zanim temat trafił do głównego nurtu debaty – powoływał się przy tym na wydaną przez środowisko w 2022 roku broszurę oraz przedstawioną dwa lata później “piątkę dla Ukraińców” przebywających w Polsce. W innym wpisie, opublikowanym przy okazji rządowej Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy w czerwcu, zestawił to wydarzenie z awariami ciepłowniczymi i problemami z wodą w Gdańsku, twierdząc, że władze zajęły się odbudową sąsiedniego kraju, zamiast łatać dziury we własnej infrastrukturze. Wpis zamykało hasło “STOP ukrainizacji Polski”. Część takich treści Migawski publikował z odesłaniem do zaprzyjaźnionego portalu Wbijamszpile.pl, który regularnie relacjonował jego działania.

Te wątki – szkolny incydent, wydatki miejskie, geopolityczne ostrzeżenia – nie są częścią samej petycji ani formalnych żądań kierowanych do prezydent Dulkiewicz. Stanowią jednak istotne tło całej kampanii: to właśnie dzięki dość intensywnej obecności w mediach społecznościowych sprawa flagi na gdańskim ratuszu zyskała rozgłos wykraczający poza samą treść petycji.

Prawicowy front: od Konfederacji po młodzieżówki

Marsz dla Wolności 12 czerwca 2026 roku, profil Wbjamszpile.pl \ Facebook

Sprawa flagi na magistracie od miesięcy jednoczy szerokie spektrum prawicowych i narodowych środowisk w Trójmieście. Poza KKP i klubem radnych PiS regularnie zabierają w niej głos także struktury Ruchu Narodowego, Nowej Nadziei, Młodzieży Wszechpolskiej, a także mniejsze, luźniej zorganizowane grupy określające się mianem Marszu dla Wolności. Poszczególne środowiska różnią się metodami i retoryką – Konfederacja Korony Polskiej stawia na spektakularne akcje bezpośrednie w rodzaju zdjęcia flagi z drabiny, PiS działa przez interpelacje w radzie miasta, młodzieżówki narodowe angażują się głównie w organizację i oprawę ulicznych manifestacji – ale łączy je wspólne przekonanie: stała obecność ukraińskich barw na budynku polskiego urzędu przestała być gestem solidarności, a stała się, jak to ujmują autorzy petycji, “polityczną demonstracją” i symbolem czegoś, co nazywają “ukrainizacją” polskiej przestrzeni publicznej.

Warto dodać, że te same środowiska od miesięcy angażują się także w pokrewne akcje – od żądań usunięcia ukraińskiej flagi z Kopca Kościuszki w Krakowie, przez sprzeciw wobec transportu prochów Stefana Bandery przez Polskę, po organizację Marszu Wołyńskiego w Gdyni w lipcu 2026 roku. Spór o flagę nad gdańskim ratuszem jest więc lokalną odsłoną znacznie szerszego konfliktu, toczącego się równolegle w wielu polskich miastach.

Odpowiedź z drugiej strony: apel klubu Wszystko dla Gdańska

Radny Miasta Gdańska z klubu Wszystko dla Gdańska Marcin Makowski i rezolucja ws. nienawiści wymierzonej w Ukraińców, grafika – Oskar Bąk \ pulsgdanska.pl

Na przełomie lipca i sierpnia 2026 roku napięcie wokół tematu przestało być tylko sporem o symbole. W niedzielę, kilka dni przed połową sierpnia, ulicami Gdańska przeszedł marsz “Nie Bądź Obojętnym” – część ogólnopolskiej serii wydarzeń zwracających uwagę na rosnącą wrogość wobec mieszkających w Polsce Ukraińców. Tego samego dnia, kilkanaście kilometrów dalej, w Sopocie, doszło do napaści na rodzinę jednej z uczestniczek gdańskiego protestu; napastnikiem, jak podano, był mieszkaniec Polski.

To zdarzenie stało się bezpośrednim impulsem dla radnych klubu Wszystko dla Gdańska, którzy zapowiedzieli przygotowanie rezolucji sprzeciwiającej się mowie nienawiści wobec Ukraińców. Radny Marcin Makowski, autor projektu, mówił dziennikarzom PulsGdanska.pl, że od jakiegoś czasu w przestrzeni publicznej – także medialnej – widać wyraźną nagonkę na osoby z innych kręgów kulturowych, przede wszystkim mieszkających dziś w Gdańsku Ukraińców. Przypominał, że atak w Sopocie dotknął rodzinę jednej z koleżanek z jego otoczenia – żonę i córkę zaatakował mieszkaniec Polski, akurat w chwili, gdy w Gdańsku trwał marsz przeciwko obojętności.

Projekt rezolucji zawiera wprost sformułowany sprzeciw wobec mowy nienawiści, ksenofobii i wszelkich form dyskryminacji ze względu na narodowość, pochodzenie czy język. Dokument przypomina też, że po lutym 2022 roku to właśnie Gdańsk stał się dla wielu uchodźców z Ukrainy miejscem schronienia, pracy i nauki. Makowski podkreślał, że problem trzeba rozwiązywać na kilku poziomach naraz – zarówno przez postawy zwykłych mieszkańców, jak i reakcję władz publicznych każdego szczebla. Radnym klubu zależało, by rezolucja została przyjęta możliwie szybko, jeszcze w sierpniu, na dzisiejszej sesji zaplanowanej na 27 sierpnia 2026 roku; zapowiadali przy tym, że liczą na poparcie wszystkich klubów w radzie.

Zapytany, czy sierpniowa inicjatywa nie jest formą rewanżu za przyjętą w czerwcu, również jednogłośnie, rezolucję klubu PiS krytykującą decyzję Zełenskiego w sprawie UPA, Makowski odpowiadał, że nie chodzi o odwet, lecz o reakcję na realnie narastające w przestrzeni publicznej nastroje antyukraińskie. Zależy mu, mówił, żeby mieszkający w Gdańsku Ukraińcy czuli się bezpiecznie.

Dwie rezolucje, jedno miasto

Czy jednomyślność gdańskiej rady w sprawach ukraińskich, zadeklarowana w czerwcu, powtórzy się dzisiaj, 27 sierpnia – tym razem przy głosowaniu nad rezolucją przeciwko nienawiści – pozostawało w chwili pisania tego tekstu pytaniem otwartym. Gdańsk w ciągu jednego lata stał się areną dwóch równoległych, w gruncie rzeczy przeciwstawnych inicjatyw uchwałodawczych: jednej krytycznej wobec Kijowa, domagającej się usunięcia ukraińskich symboli z przestrzeni publicznej, i drugiej, mającej chronić mieszkających w mieście Ukraińców przed narastającą wrogością.

Flaga nad wejściem do Urzędu Miejskiego przy Nowych Ogrodach wciąż wisi na swoim miejscu – tam, gdzie zawieszono ją cztery lata temu, w pierwszych godzinach wojny.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *